1 kwietnia jednostki Chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej podległe Dowództwu Teatru Wschodniego rozpoczęły kolejne zakrojone na dużą skalę manewry wokół Tajwanu. Różnicą w stosunku do poprzednich ćwiczeń tego rodzaju było otwarte przyznanie, że jeden ze scenariu­szy dotyczy blokady wyspy. Pekin testuje administrację Donalda Trumpa. Natomiast w USA mnożą się scenariusze hipotetycznej wojny z Chinami, tworzone na szczęście przez profesjonalistów. Ich przewodnim motywem jest powtórka z Pearl Harbor.

W ćwiczeniach udział wzięło 71 statków powietrznych, 21 okrętów (z czego osiem tworzyło grupę lotniskowca Shandong) i cztery jednostki straży wybrzeża. Jak widać, nie były to manewry na miarę ubiegłorocznych „Liánhé Jiàn” („Połączony Miecz”, po angielsku „Joint Sword”) w dwóch odsłonach, niemniej ogólna aktywność ChAWL wokół Tajwanu utrzymuje się na rekordowym poziomie.

Czym zatem wyróżniały się ćwiczenia, które dowództwo Teatru Wschod­niego zapowiedziało dzień wcześniej? Po pierwsze: nie podano do publicznej wiadomości kryptonimu ćwiczeń. W wywia­dzie dla państwowej telewizji CCTV profesor Zhang Li z Narodowego Uniwersytetu Obrony stwierdził, że ćwiczenia wokół Tajwanu stały się tak powszechne i normalne, iż informo­wa­nie o ich kryptonimach nie ma sensu.

Według Zhanga Dowództwo Teatru Wschodniego nie kryło, że jeden z ćwiczonych scenariuszy obejmuje blokadę morską i powietrzną. Manewry należy też rozpatrywać w kontekście niedaw­nej wizyty sekretarza obrony Pete’a Hegsetha w Japonii i na Filipinach oraz ćwiczeń sił USA z sojusz­ni­kami. Pekin sprawdza, jaka będzie reakcja administracji Trumpa.

Wróćmy na chwilę do Zhanga. Zdaniem profesora celem ćwiczeń jest wywarcie presji na rządzącą na wyspie Demokratyczną Partię Postępową, uznawaną przez Pekin za siedlisko separatyzmu i wszelkiego zła. W takim stawianiu sprawy przez autora nie ma śladu kpiny ani cienia przesady. Opublikowany przez ChALW filmik z ćwiczeń został sporządzony w nawią­za­niu do bijącej rekordy popularności gry „Black Myth: Wukong” i zatytułowany „Poskromić demony i pokonać zło”.

Niejako na dokładkę 2 kwietnia Siły Rakietowe i wojska lądowe przeprowadziły ćwiczenia „Hǎixiá Léitíng” 2025 („Grom Cieśniny”, po angielsku „Strait Thunder”). Ich przedmiotem były według oficjalnego komunikatu „precyzyjne ataki na obiekty portowe i infrastrukturę energetyczną”. Te ćwiczenia zbiegły się z kolei w czasie z doniesieniami o osiągnięciu gotowości operacyjnej przez lotnicze pociski balistyczne KD-21, których nosicielami są bombowce H-6K. Uzbrojenie to jest przeznaczone do atakowania dalej położonych baz USA, takich jak Guam. Nie dziwi więc, że w obliczu koncentra­cji administracji Trumpa na Chinach, ewentualny konflikt z nimi jest w USA rozważany na wszelkie możliwe i niemożliwe sposoby.

Lęk przed Pearl Harbor

Dla Amerykanów naturalnym punktem odniesienia w rozważaniach na temat konfrontacji z Chi­nami jest wojna na Pacyfiku. Przytaczaliśmy już Stephena Biddle’a z Uniwersytetu Columbia i Erica Labsa z Congres­sional Budget Office, którzy porównali obecne Stany Zjednoczone do Japonii z roku 1941 – lepsze uzbrojenie i wyszkolenie US Navy ma zrekom­pen­sować słabość własnego przemysłu stoczniowego. Natomiast Chiny, niczym USA w trakcie tamtej wojny, posiadają olbrzymi atut w postaci rozbudowanego przemysłu stoczniowego, zdolnego uzupełniać straty bojowe.

Tu nie Netflix – za nic nie trzeba płacić. Jak długo będziemy istnieć, tak długo dostęp do naszych treści będzie darmowy. Pieniądze są jednak niezbędne, abyśmy mogli funkcjonować.

Odkąd rozpoczęliśmy finansowanie Konfliktów przez Patronite i Buycoffee, serwis pozostał dzięki Waszej hojności wolny od reklam Google. Aby utrzymać ten stan rzeczy, potrzebujemy 1700 złotych miesięcznie.

Możecie nas wspierać przez Patronite.pl i przez Buycoffee.to.

Nasze comiesięczne podsumowania sytuacji finansowej możecie przeczytać tutaj.

MAJ BEZ REKLAM GOOGLE 90%

Takie podejście dla większości amerykańskich autorów wydaje się kontr­intui­cyjne. Dominują rozważania nad tym, jak ChALW może wykorzystać japońskie doświadczenia z lat 1941–1942, gdy cesarskie marynarka wojenna i wojska lądowe regularnie zaskakiwały i gromiły aliantów. Konsensusem jest założenie, że wojna zacznie się od zmasowanego ataku pociskami balis­tycz­nymi i manewrującymi odpalanymi z okrętów, samolotów i wyrzutni lądowych. Celem ataku, oprócz Tajwanu, mają być amerykańskie bazy w Japonii, Korei Południowej i na Guamie.

Thomas McCabe, podpułkownik US Air Force w stanie spoczynku, na łamach marcowego numeru Proceedings dowodzi, że pod uwagę należy brać także możliwość ataku na Pearl Harbor (notabene obecnie jest to już baza połączona Pearl Harbor-Hickam), a nawet na zachodnie wybrzeże. W grę wchodzi kilka nie­wy­klu­cza­jąc­ych się roz­wią­zań. Pierwszym jest atak pociskami balis­tycz­nymi i manewru­ją­cymi odpalanymi z okrętów nawodnych i pod­wod­nych. Oczywiście eskadra wyznaczona do tego zadania nie miałaby wielkich szans na powrót. Zasadniczą kwestią są jednak kalkulacje chińskiego dowództwa i kierownictwa politycznego: na jak duże straty są gotowi i jak będą kalkulować rachunek zysków i strat.

Drugim rozwiązaniem wskazywanym przez McCabe’a jest wykorzystanie statków handlowych wyposażonych w kontenerowe wyrzutnie pocisków manewrujących. Według amerykań­skich źródeł wywiadow­czych Chiny pracują nad takim rozwiązaniem od ponad sześciu lat. Biorąc pod uwagę liczbę statków handlowych do dyspozycji chińskich i hongkońskich armatorów, szacowaną przez Konferencję Narodów Zjednoczonych do spraw Handlu i Rozwoju na blisko 11,5 tysiąca, fakt członkostwa wielu z nich w milicjach morskich i duży ruch towarowy przez Pacyfik, powstają warunki do przeprowadzenia zaskakującego ataku.

Trzecie rozwiązanie jest pochodną drugiego. W tym przypadku z pokładów statków handlowych startują systemy bezzałogowe, od niewielkich dronów po amunicję krążącą. Skutki takich ataków trudno oszacować, nie należy jednak zakładać niszczycielskich efektów. Bardziej istotna jest możliwość skrytego podejścia do celu oraz porażenia kluczowych elementów infrastruktury cywilnej i wojskowej, do których trzeba będzie dodać jeszcze upokorzenie USA.

Okręt podwodny USS Buffalo (SSN 715) w suchym doku numer 2 w stoczni Pearl Harbor Naval Shipyard.
(US Navy / Marshall Fukuki)

Osobną kwestią pozostaje wyszukiwanie i naprowadzanie na cel, jednak zdaniem McCabe’a coraz liczniejsze konstelacje chińskich satelitów zapewnią niezbędne minimum w tym zakresie. Warto jeszcze wspomnieć o napływających z Chin doniesieniach o pracach nad torpedą dalekiego zasięgu o napędzie jądrowym i autonomicznymi torpedami działającymi w roju. Stąd już niedaleko do wizji ławic torped przemierzających Pacyfik, aby zaatakować US Navy w pobliżu jej baz macierzystych.

Podpułkownik McCabe na takich przykładach wykazać jedną rzecz: Pentagon musi pogodzić się z faktem, że bazy tyłowe nie muszą być już bezpiecznym schronieniem, przynaj­mniej w pierwszej fazie ewentualnego konfliktu. W przypadku baz wysuniętych postawiono na rozproszenie logistyki, w przypadku baz na Hawajach i zachodnim wybrzeżu konieczne będzie stworzenie systemów obrony, przynaj­mniej przed dronami. To oczywiście będzie generować niemałe koszty, ale warto być przygotowanym na niespodziewane. McCabe przytacza tutaj znowu przykład Pearl Harbor. Już w marcu 1941 roku dowódcy jednostek rozmieszczonych na Hawajach ostrzegali przed ryzykiem ataku przy użyciu japońskich lotniskowców, zostali jednak zignorowani.

Przed możliwością ataku na Pearl Harbor i porty na zachodnim wybrzeżu w tym samym numerze Proceedings ostrzega również podpułkownik Timothy Warren z piechoty morskiej. Także on podkreśla ignorowanie w 1941 roku przez Pentagon sygnałów wskazujących na ryzyko uderzenia japońskich lotniskowców na Pearl Harbor.

USS Carl Vinson (CVN 70) cumuje w porcie wojennym Pearl Harbor.
(US Navy / Mass Communication Specialist Seaman George M. Bell)

Zdaniem Warrena bezpośrednia inwazja na Tajwan, a nawet blokada wyspy niosą zbyt duże ryzyko. Jeżeli Chiny chcą szybko wygrać wojnę, konieczne będzie jej rozpoczęcie nie tylko od zmasowanego ataku na amerykańskie bazy na zachodnim Pacyfiku, ale także na wszelkie źle przygotowane lub nieprzygotowane instalacje, aby utrudnić szybkie zmontowanie odsieczy. Jeśli uda się osiągnąć te cele, Tajwan będzie można wziąć blokadą, bez konieczności przeprowadzania kosztownej inwazji niosącej ze sobą duże straty. Chińskie ćwiczenia uwzględniające ataki na bazy japońskich Sił Samoobrony wskazują, że planiści ChALW poważnie biorą pod uwagę scenariusz pełnoskalowego konfliktu obejmującego cały region.

Podpułkownik USMC odwołuje się do japońskiego blitzkriegu w Azji i na Pacyfiku w okresie grudzień 1941 – czerwiec 1942. Japończycy osiągnęli sukcesy, atakując nieprzygotowane obiekty kontrolowane przez aliantów oraz izolując, te które były przygotowane do obrony. Skutecznie także zmylili przeciwnika co do głównych celów kampanii. Tym zaś dla Japoń­czy­ków było opanowanie ówczesnych Holenderskich Indii Wschodnich (Indonezji) z zasobami ropy naftowej. Cel ten udało się osiągnąć i dopiero aliancka ofensywa podwodna dziesiąt­ku­jąca flotę handlową pozbawiła Japonię atutu, jakim była kontrola nad polami naftowymi.

Warren podkreśla, że USA nie mogą sobie pozwolić na takie porażki jak Pearl Harbor, zwłaszcza biorąc pod uwagę chińską przewagę w przemyśle stoczniowym, pozwalającą na szybsze uzupełnianie strat. W planowaniu nowej wojny na Pacyfiku Pentagon powinien więc odpowiedzieć na cztery kluczowe pytania: jak przygotować się na ewentualność wyłączenia z eksploatacji baz na Hawajach i zachodnim wybrzeżu, jak prowadzić projekcję siły w sytuacji zagrożenia Guamu i baz w Japonii, jak chronić zasoby logistyczne i wreszcie jak w takich warunkach odzyskać inicjatywę i utrzymać tempo działań.

Wzmocnienie drugiego łańcucha wysp

Pewne zmiany w kierunku sugero­wa­nym przez McCabe’a i Warrena stają się już widoczne. Wizyta sekretarza obrony Pete’a Hegsetha minęła pod znakiem uroczystości na Iwo Jimie, przez co niemal niezauważona przeszła deklaracja wzmocnienia drugiego łańcucha wysp. Pod terminem kryją się wyspy rozciągnięte między Japonią a zachodnim krańcem Nowej Gwinei. Kluczowym punktem drugiego łańcucha wysp jest Guam. 27 marca Hegseth i prezydent Mikronezji ogłosili, że USA rozpoczną planowanie rozbudowy infrastruktury na wyspie Yap, położonej 850 kilometrów na południowy zachód od Guamu. Łączne planowane inwestycje Departamentu Obrony w Mikronezji szacowane są na 2 miliardy dolarów.

Rozmowy na temat rozbudowy infrastruktury wyspiarskiego państwa ruszyły już we wczesnym okresie prezydentury Joe Bidena. W grę wchodziły modernizacja i rozbudowa lotniska i portu morskiego na Yap, inwestycje portowe na Kosrae, budowa składów na Pohnpei (dawniej Ponape), a także rozbudowa podstawowej infrastruktury portowej na Chuuk (dawniej Truk). Do tego należy jeszcze doliczyć budowę elementów tarczy antyrakietowej na Wyspach Marshalla i stacji radarowej dalekiego zasięgu na Palau.

Rozbudowa infrastruktury na drugim łańcuchu wysp ma sporo zalet. Szacunkowa liczba chińskich pocisków balistycznych zdolnych osiągnąć ten region jest znacznie mniejsze niż tych wymierzonych w Tajwan, Japonię czy Filipiny. Do tego rośnie liczba celów, które chińskie Siły Rakietowe muszą porazić na wypadek konfliktu. W myśl koncepcji lansowanych przez Elbridge’a Colby’ego, podsekretarza obrony do spraw polityki, solidna druga linia obrony w postaci drugiego łańcucha wysp ma skutecznie odstraszać Chiny i zmniejszać ryzyko konieczności prowadzenia walki wzdłuż pierwszego łańcucha wysp, zwłaszcza na wodach Morza Wschodnio­chiń­skiego i Cieśniny Tajwańskiej, czyli na chińskim podwórku. Tym samym Stany Zjednoczone i ich sojusznicy mają uniemożliwić Chinom zdominowanie Indo-Pacyfiku.

US Navy / Photographer's Mate Harold Fawcett