Czym jest współczesne Delhi? Indyjską stolicą? Dynamicznie rozwijającą się metropolią? Żywym pomnikiem liczącej kilka tysięcy lat historii? Właściwie na każde z tych pytań można odwiedzieć twierdząco. Co więcej, wszystkie te cechy harmonijnie współistnieją. Święci mężowie mijają najnowsze samochody, a w cieniu wieżowców ze szkła i stali nowożeńcy przejeżdżają na słoniach. William Dalrymple spędził w Delhi ponad rok. Udało mu się poznać najróżniejszych przedstawicieli indyjskiego społeczeństwa – sikhów, muzułmańskich derwiszy, sufich, tradycyjnych znachorów czy nawet owianych tajemnicą eunuchów. Autor zawarł relację ze swojego pobytu w Delhi w książce „Miasto dżinów”.

Miasto świętych

Każdy, kto choć raz odwiedził Delhi, zgodzi się, że miasto ma bardzo specyficzną atmosferę. Wpływa na to nie tylko ogromna liczba świątyń, ale również obecność wszelkiego rodzaju świętych mężów. Na ulicy niejednokrotnie mijają się muzułmańscy derwisze, hinduistyczni jogini i sikhijscy mędrcy. Ogromny konglomerat kultur i religii sprawia, iż trudno uwierzyć, że całość funkcjonuje mimo wszystko dość harmonijnie.

William Dalrymple miał okazję uczestniczyć w wielu wydarzeniach religijnych. Od pełnych wrzasków i chaotycznej muzyki ślubów aż po sikhijski pogrzeb. Każda uroczystość toczy się własnym rytmem, zgodnie z ustalonym przez tradycję schematem. Życie religijne nie ogranicza się jednak do świętowania w gronie najbliższych. Zupełnie inna atmosfera panuje podczas świąt publicznych.

Część tradycji ma charakter ponadreligijny. Jedną z tego rodzaju uroczystości jest hinduistyczny festiwal świateł diwali. Huczna zabawa łączy wszystkich mieszkańców Delhi, niezależnie od religii czy przynależności etnicznej. Można odnieść wrażenie, że religia przenika każdy fragment miasta. Ale to nie przechadzający się wąskimi uliczkami święci mężowie stanowią największą niezwykłość w Delhi. Prawdziwe dziwy ukrywają się w bocznych uliczkach, niedostępne dla większości turystów.

Miasto ludzi

Podczas rocznego pobytu w indyjskiej stolicy Autor poznał dziesiątki osób, które umożliwiły mu spojrzenie na historię miasta z całkiem nowej perspektywy. Jednymi z pierwszych przewodników po tym niezwykłym mikroświecie byli państwo Puri. Małżeństwo starszych sikhów wraz ze znajomymi i członkami rodziny stanowiło doskonały przyczynek do opowiedzenia dziejów jednej z najbardziej niezwykłych grup społeczno-religijnych zamieszkujących Indie.

Od przesiedleń związanych z podziałem brytyjskiej kolonii na sekularystyczne Indie i muzułmański Pakistan przez tragedię związaną z atakiem wojsk rządowych na Złotą Świątynię aż po pogromy po zabójstwie premier Indry Ghandi – wszystkie te wydarzenia nadal pozostają żywe w pamięci delhijskich sikhów. Błędem byłoby jednak uważanie, że żyją oni jedynie przeszłością. Młodzi mieszkańcy miasta, jak celnie zauważa Autor, są tacy sami jak ich rówieśnicy w innych regionach świata. Najlepszą ilustracją tej obserwacji jest przedstawiona na kartach „Miasta dżinów” postać taksówkarza Balvindera Singha. Podobnie jak jego brytyjscy odpowiednicy uwielbia oglądać się za kobietami, zajeżdżać drogę mniejszym samochodom, głośno przeklinać i pić do upadłego.

Na wskroś współczesne podejście do życia, które reprezentuje, postawione zostało w jaskrawym kontraście do zachowania pani Puri – konserwatywnej, oszczędnej i martwiącej się o to, aby wydać przebywającą w Stanach Zjednoczonych córkę za mężczyznę z odpowiedniej kasty. Pokazuje to, jak duży rozdźwięk panuje między postrzeganiem rzeczywistości przez młodszych i starszych mieszkańców Delhi.

Zupełnie odrębną grupę stanowią Brytyjczycy pamiętający nadal czasy, kiedy nad Imperium nigdy nie zachodziło Słońce. Autor dołożył wielu starań, aby dotrzeć do osób mogących opowiedzieć o dawnym Radżu. W tym celu nie tylko odwiedził zapomniane wioski na indyjskiej prowincji czy stare kolonialne rezydencje w dawnej dzielnicy rządowej, ale także wybrał się w podróż do sąsiedniego Pakistanu. Wspomnienia nielicznych pamiętających czasy brytyjskiej dominacji koncentrują się na balach kolonialnej arystokracji, rautach, podczas których spotykali się urzędnicy, wojskowi i śmietanka towarzyska tamtych czasów. Wśród części pobrzmiewa jednak pretensja do dawnej ojczyzny. Poczucie porzucenia i zostawienia swojemu losowi zaowocowało zgorzknieniem, które w przedziwny sposób łączy się z tęsknotą za niejednokrotnie idealizowaną Anglią.

Miasto legend

Znaczną część „Miasta dżinów” stanowi przedzieranie się Autora przez kolejne warstwy legend, jakimi obrosło Delhi: od mitycznych grodów znanych z hinduskiego eposu heroicznego Bahawadgity przez rządy Mogołów aż po stosunkowo krótki okres dominacji brytyjskiej. W poszukiwaniach Daltymple nigdy nie jest sam. Zawsze towarzyszą mu różni przedstawiciele delhijskiego społeczeństwa. Czasami jest to sikhijski taksówkarz, innym razem – wiekowy profesor, za każdym razem pomagają oni docierać do nowych warstw opowieści o mieście, które przez wieki umierało tylko po to, żeby ponownie się odrodzić – jeszcze większe i potężniejsze.

Czasami towarzyszami stają się postaci z kart historii miasta, od Ibn Battuty po brytyjskich urzędników kolonialnych. Każdy narrator opowiada o zmianach, jakie zachodziły w Delhi na przestrzeni wieków, o jego wspaniałych świątyniach, pałacach czy gwarnych bazarach. Indyjska stolica to również miejsce, w którym imponująca historia zderza się, nieraz bardzo brutalnie, z prozą życia codziennego. To, co było dawniej rezydencjami miejscowej arystokracji, obecnie stanowi ruinę, w której koczuje miejska biedota. Potężne forty popadły w zapomnienie, a dawne warsztaty kaligraficzne zmieniły się w studia fotograficzne o podejrzanej reputacji.

Dewastacja bezcennych zabytków może budzić niepokój. Z drugiej zaś strony stanowi przykład, iż Delhi przypomina żywy organizm, który ciągle ulega zmianom, dostosowując się do nowej rzeczywistości.

Miasto osobliwości

Pisząc o niezwykłościach kryjących się w delhijskich zakamarkach, nie wiadomo, od czego zacząć. Jedną z najbardziej tajemniczych społeczności są kastraci. Zorganizowani wokół swoich mistrzów, odgrywają wiele ról, a ich pozycja w społeczeństwie jest niejasna. Z jednej strony pogardzani, z drugiej – stanowią nieodłączny element wesel i uroczystości towarzyszących narodzinom dziecka. Szkoleni w sztuce tańca i śpiewu, spacerują ulicami miasta, zaczepiając przechodniów i domagając się datków. Ich świat pełen jest sprzeczności skrywa swoje sekrety przed ciekawskimi turystami. Autor przedstawił opis miasta niezwykłego, pełnego zakamarków czekających tylko na odkrycie.

Równie zagadkową twarzą współczesnego Delhi jest hermetyczny świat tradycyjnych uzdrowicieli. Wejście do ich niewielkich gabinetów stanowi kolejne zderzenie z Delhi, które powoli zamiera pod naporem nowoczesności. „Miasto dżinów” stanowi niezwykle wciągającą opowieść, w której współczesność przeplata się z liczącą tysiące lat historią. Warto wspomnieć, że całość opowieści wzbogacona została o piękne rysunki. Niektóre przedstawiają schematycznie odrysowane zabytki, na innych zaś podziwiać można mieszkańców miasta podczas codziennych czynności. Relacja Williama Dalrymple’a napisana została w taki sposób, że Czytelnik niemal od pierwszych stron wciągnięty zostaje do świata indyjskich tradycji.

miasto dżinów okładka

William Dalrymple – „Miasto dżinów. Rok w Delhi”. Przekład: Berenika Janczarska. Noir sur Blanc, 2016. Stron: 440. ISBN: 978-83-7392-575-5.