Zagrabione przez nazistów w latach wojny precjoza, a zwłaszcza miejsca ich potencjalnego ukrycia, wciąż rozbudzają wyobraźnię wszelkiej maści poszukiwaczy. Gdyby przygotować listę wszystkich lokalizacji – kopalni, zamków, sztolni, jezior – podejrzewanych o wykorzystanie jako skrytki, ich powierzchnia wystarczyłaby do ukrycia co najmniej kilkukrotności tego, co rzeczywiście znikło ze skarbców i muzeów państw zajętych przez Wehrmacht. W pamięci świadków wycofywania się niemieckiej armii każdy nocny transport wojskowych ciężarówek, z upchanymi po dach paki skrzyniami, automatycznie stawał się „tajemniczy”, a jeśli dodamy często naciągane relacje owych świadków („…gdy pomagałem przenosić skrzynie, nagle z jednej z nich wypadł spory kawałek bursztynu…”), nie dziwmy się, że wspomniani odkrywcy mają do dzisiaj pełne ręce roboty (to nie szyderstwo!). Tymczasem – jakby na przekór wcześniej podejmowanej tematyce – wydawnictwo Technol i Robert J. Kudelski (autor i współautor sześciu książek poświęconych eksploracji oraz stratom wojennym w zakresie dóbr materialnych i zbiorów sztuki) zabierają Czytelników w podróż tropem jak najbardziej prawdziwego skarbu.
Władze wziętej w alianckie kleszcze III Rzeszy stanęły przed problemem ukrycia zawartości skarbca narodowego banku. Jak sukcesy militarne Wehrmachtu pozwoliły na wypełnienie skarbca, tak porażki na froncie i zbliżające się do Berlina armie wroga wymusiły podjęcie decyzji o ewakuacji dóbr. A było co chować – miliard marek w banknotach, sto ton złota, kamienie szlachetne, dzieła sztuki oraz worki pełne złotych mostków i plomb przywiezione z obozów koncentracyjnych. W kwietniu 1945 roku wybór lokalizacji padł na kopalnię soli potasowej „Kaiseroda” w Merkers, w Turyngii. Miejsce wydawało się idealne pod każdym względem. Autorzy tego pomysłu nie podejrzewali jednak, że na trop skarbca III Rzeszy szybko wpadną amerykańscy żołnierze. Podkomendni generała Pattona wywieźli z kopalni 35 dziesięciotonowych ciężarówek z ukrytymi w podziemnych chodnikach dobrami. Wkrótce rozpoczęło się ewidencjonowanie zbiorów, ustalanie źródeł ich pochodzenia i… śledztwo dotyczące 470 tysięcy marek, które znikły na trasie przewozu (podejrzenia padły między innymi na polskich robotników przymusowych). Pojawiły się też plotki, że na trasie Merkers–Frankfurt „zaginęły” trzy ciężarówki z… Bursztynową Komnatą.
Książka Kudelskiego jest oparta w dużej mierze na archiwalnych dokumentach amerykańskich oraz zeznaniach naocznych świadków odkrycia skarbu i jego wywiezienia. Także z tego źródła pochodzą wykorzystane fotografie (w sumie w książce znajduje się blisko sto ilustracji), przedstawiające ciasno ułożone na dnie podziemnych komnat worki ze sztabami nazistowskiego złota i banknotów. Choć wielokrotnie publikowane, zdjęcia wciąż robią niesamowite wrażenie. Pierwsze strony Autor poświęcił opisowi dobytku Banku Rzeszy oraz źródeł jego pochodzenia i sposobów pomnażania, także w latach przedwojennych. Gros bogactw – jak już wspomnieliśmy – pochodziła z zarekwirowanych skarbców podbitych państw i prywatnych majątków ich obywateli, a także od ofiar obozów koncentracyjnych. Autor zmierza także do ustalenia losów całego depozytu Banku Rzeszy i przedstawia starania polskich władz o udział w podziale nazistowskiego złota w ramach reparacji powojennych.
Nie mam zastrzeżeń do pracy wykonanej przez redaktorów i grafików publikacji. Natomiast Autor mógłby – przy takim temacie! – odejść czasami od sztywnego rzeczowego stylu i „doprawić” go posmakiem sensacji, nawet jeśli w historii związanej z kopalnią „Kaiseroda” jest więcej faktów niż niedopowiedzeń. Zdecydowanie zabrakło mi też choć kilku zdań o reakcji nazistowskiej „wierchuszki” na odkrycie złota przez aliantów. Ale nie są to z pewnością uchybienia, które odciągną pasjonatów tajemnic II wojny światowej od książki Roberta Kudelskiego.