Jakoś tak się złożyło, że trafia do mnie ostatnio sporo powieści. Raz lepsze, raz gorsze, zasadniczo jednak – niezłe. O powieści Eleonory Ratkiewicz nie mogę jednak powiedzieć, że jest „niezła” czy „lepsza”. Pasują do niej raczej takie przymiotniki jak „fantastyczna”, „kapitalna”, może nawet „wybitna”. Mówi się, że fantastyka to literatura popularna, literatura dla mas. Kłam temu stwierdzeniu zadają w Polsce tacy pisarze jak Stanisław Lem i Jacek Dukaj oraz garstka autorów zagranicznych. Do tego grona dołącza właśnie Eleonora Ratkiewicz. „Paradoksy Młodszego Patriarchy” to bez wątpienia jedna z najlepszych powieści, które przeczytałem w tym roku, jedna z najlepszych, które przeczytałem w ogóle.

Aby nie zostać posądzonym o spoilerowanie, pozwólcie, że opis fabuły ograniczę do paru słów. Otóż główny bohater dopuszcza się zbrodni – tylko szczęśliwy traf sprawia, że Dajr Kintar nie staje się mordercą. Mistrz Dajr Toari karze swego najlepszego ucznia – a zarazem przybranego syna, stąd identyczne nazwisko – w dwójnasób. Najpierw wymierza mu srogą chłostę, następnie zaś czyni go swoim następcą, nowym mistrzem. I to zdecydowanie nie jest dobra dla Kintara wiadomość.

Powieść – podzielona na cztery księgi-rozdziały – opowiada o tyluż obszernych epizodach z życia głównego bohatera, dzięki którym ów staje się lepszym wojownikiem, lepszym i mądrzejszym człowiekiem. Czytelnik zaś może obserwować wewnętrzny rozwój Kintara w najdrobniejszych szczegółach. Tu właśnie tkwi największa siła powieści: w dokładnym, dynamicznym portrecie psychologicznym. O postaciach można powiedzieć różne rzeczy – ten przemądrzały, tamten naiwny – ale z pewnością nie to, że są niewiarygodne. Gdyby nie obecność magii (bardzo zresztą nienachalna), naprawdę można by zapomnieć, iż mamy do czynienia z powieścią. Sprzyja też temu niewymuszony, oszałamiająco naturalny język zarówno dialogów, jak i narracji.

Ano właśnie, język. Psychologia to powieści siła największa, ale nie jedyna. Osobny laur z czystego złota należy się tłumaczce, Ewie Białołęckiej. Samemu będąc tłumaczem, może niezbyt wybitnym, ale jednak znającym się na rzeczy, doskonale wiem, jak trudno jest uzyskać w przekładzie wrażenie pełnej naturalności, sprawić, by Czytelnik myślał, że ma przed oczami tekst napisany pierwotnie w jego ojczystym języku. A z taką właśnie sytuacją mamy do czynienia tutaj. Postaci żartują, kłócą się, ironizują, wszystko zaś obficie przyprawione metaforami – tego typu zabiegi retoryczne z reguły są najtrudniejsze do przetłumaczenia, tymczasem w „Paradoksach” nie ma bodaj ani jednej wpadki na tym polu, co najwyżej kilka drobnych potknięć redakcyjno-korektorskich.

Brak krytycyzmu, jaki okazuję tej książce, przeraża mnie samego – i dobrze wiem, że narażam się na oskarżenie o brak obiektywizmu. Chyba jeszcze żadnej powieści nie wychwalałem tak bardzo. Ale też mało która tak bardzo zasługiwała na uznanie, mimo że ledwie balansuje na granicy obszarów stanowiących pole zainteresowania naszego serwisu. Nie mamy tu do czynienia z prozą historyczną, trudno nawet mówić o prozie militarnej. Jest to raczej studium psychologiczne wojownika, a zarazem piękna baśń i głęboko poruszająca przypowieść. I jest to literatura dla wszystkich, nie tylko dla miłośników Dalekiego Wschodu, nie tylko dla miłośników fantastyki, nie tylko dla miłośników karate, kung fu i innych sztuk walki z Kraju Środka i Kraju Wschodzącego Słońca. Męski świat widziany oczyma kobiety okazał się absolutnie fascynujący.

 Eleonora Ratkiewicz – Paradoksy młodszego patriarchy