Centralna Agencja Wywiadowcza jest najbardziej znanym wywiadem na świecie. Pod tym względem nie mogą się z nią równać ani Mossad, który stawia na skuteczność, a nie rozgłos, ani nawet świętej pamięci KGB, które nie miało okazji wedrzeć się na większą skalę do kultury masowej. Powstaje jednak pytanie, czy CIA można uznać za prawdziwy wywiad. Czy nie jest to bardziej potężna instytucja do wszelkich zadań specjalnych zleconych przez rząd USA, a działalność wywiadowcza jest tylko jednym, i to bardzo pobocznym, fragmentem jej działalności. Taki właśnie obraz można mieć po przeczytaniu niniejszej książki.

Autor – Tim Weiner – na co dzień jest dziennikarzem New York Timesa i zajmuje się właśnie problematyką wywiadu i służb specjalnych. Za swoje artykuły zdobył nawet Nagrodę Pulitzera, największe wyróżnienie, jakie może otrzymać dziennikarz. Ma też już w dorobku dwie inne książki poświęcone CIA. I to w sumie wszystko, co trzeba wiedzieć o autorze. Ci z was, którzy interesują się bardziej amerykańską polityką, z pewnością wiedzą, że gazeta, dla której pisze autor, należy do kręgu mediów bardziej liberalnych i, że tak powiem, niezbyt chętnych administracjom republikańskim i konserwatywnemu – to znaczy opartemu na sile militarnej – podejściu do polityki zagranicznej. Z tego względu można mieć pewne obawy, co do pełnej obiektywności autora, czy przypadkiem nie jest z góry uprzedzony do instytucji, którą opisuje.

„Dziedzictwo popiołów” opisuje historię CIA od momentu jej narodzin, a nawet wcześniej, bo opisuje też jej poprzedniczki, aż do czasów najnowszych – operacji w Afganistanie i Iraku. Mimo wykreowanego przez popkulturę obrazu wszechwładności i wszechmocy tej organizacji nie można powiedzieć, żeby było to nieprzerwane pasmo sukcesów. Wręcz przeciwnie, już sam tytuł sugeruje, z czym mamy do czynienia. Nie znam wszystkich organizacji wywiadowczych na świecie, ale z opisywanej książki wyłania się obraz CIA jako jednej z najbardziej niekompetentnych organizacji wywiadowczych, jakie można sobie wyobrazić. Właściwie przez cały okres istnienia Agencja kroczyła od porażki do porażki, niekiedy tylko odnotowując jakieś sukcesy.

Książka podzielona jest na kilka dużych rozdziałów obejmujących kadencje jednego lub dwóch amerykańskich prezydentów, które to dzielą się na pomniejsze rozdziały. Widać, że autor na co dzień jest dziennikarzem. Pomimo sporej objętości książki czyta się ją przyjemnie. W wielu miejscach narracja poprzetykana jest cytatami z dokumentów bądź wypowiedzi poszczególnych osób, bo zbierając materiały, autor przeprowadził szczegółową kwerendę w archiwach i wiele wywiadów z bohaterami swojej książki. Znajdziemy w niej nawet dialogi. Sprawia to, że pomimo wybitnie historycznego charakteru „Dziedzictwo popiołów” czyta się bardziej jak reportaż niż typową książkę historyczną. Pod tym względem różni się od wydanej również przez Rebis historii KGB – „Archiwum Mitrochina”.

Autor nie ogranicza się jednak tylko do prostego spisania i opowiedzenia historii CIA, ale stara się spojrzeć głębiej i zanalizować, jakie czynniki sprawiały i nadal sprawiają, że jej skuteczność jako agencji wywiadowczej jest tak niska. Dlaczego najchętniej była wykorzystywana jako siły paramilitarne do dokonywania przewrotów i prowadzenia wojen partyzanckich na obszarach Trzeciego Świata, a później była wykorzystywana nawet do inwigilacji obywateli amerykańskich. Zajmowała się niemal wszystkim, tylko nie tym, czym powinna zajmować się porządna agencja wywiadowcza, skutkiem czego był brak ostrzeżenia o możliwości zamachów z 11 września, a później odpowiednie przygotowanie „dowodów”, które miały uzasadnienie wojny w Iraku z 2003 roku.

Pod tym względem książka jest napisana bardzo dobrze i z pewnością zasługuje na uznanie. Nie mogę się jednak oprzeć wrażeniu, że jest to książka z tezą, w której autor koniecznie chciał skupić się na wpadkach i porażkach CIA. P pominął bowiem albo jedynie zasygnalizował pojedynczymi zdaniami całe, duże i ważne okresy w czasie „zimnej wojny”. W książce nie są nawet wymienieni wszyscy pierwsi sekretarze KPZR, a przecież każda zmiana na tym stanowisku powinna wzmagać aktywność wywiadu największego przeciwnika. Nazwisko Breżniewa pojawia się tylko przy okazji podpisania aktu końcowego KBWE, nie ma ani słowa o reakcji i działaniach CIA w czasie interwencji UW w Czechosłowacji w 1968 roku, podobnie z resztą jak i nie znajdziemy w niej słowa na temat polskiego stanu wojennego czy wspierania przez CIA polskiej opozycji demokratycznej i powiązaniach organizacji z Watykanem. Tak więc książka Weinera zdecydowanie nie jest pełną i całościową historią amerykańskiego wywiadu, a raczej jedynie historią jego porażek.

„Dziedzictwo popiołów” zostało wydane przez Dom Wydawniczy Rebis i posiada wszystkie cechy książek wypuszczanych wcześniej przez to wydawnictwo. A więc: twarda okładka, dobry druk, odpowiednia wkładka ze zdjęciami i porządna robota wykonana przez korektę. Tyle jeśli chodzi o plusy. Z minusów znajdziemy w niej również typowo dla tego wydawnictwa umieszczone przypisy, które znajdują się nie na dole każdej strony, ale wszystkie razem są na końcu książki. Nie przeszkadzałoby to tak bardzo, jeśli byłyby to tylko przypisy bibliograficzne, ale autor postanowił zastosować bardzo obszerne przypisy poszerzające główną treść książki. W takim wypadku niewygodnie jest ciągle zerkać na koniec. Ogólnie jednak za techniczną stronę wydania należy się ocena dobra.

Pomimo że CIA jest najbardziej „medialną” agencja wywiadowcza na świecie, to z jakichś przyczyn u nas w kraju lepszych opracowań doczekało się KGB. Mam tu na myśli szczególnie dwa tomy „Archiwum Mitrochina” oraz „KGB” – obie napisane przez Christophera Andrew wspólnie z byłymi oficerami tej instytucji. „Dziedzictwo popiołów” znacznie poprawiło tę sytuację i trochę „wyrównało siły”, jednak nie jest to książka doskonała. Jak wspomniałem, nie jest to całościowa historia zmagań w czasie i po zakończeniu „zimnej wojny”, ale subiektywne spojrzenie autora na Agencję i próba wyjaśnienia mechanizmów, według jakich ona działa i które doprowadziły do całej serii porażek, które negatywnie odbiły się nie tylko na pracy wywiadowczej, ale w ogóle na całej polityce zagranicznej Stanów Zjednoczonych. Jeżeli ciągle będziemy mieli w pamięci te uwagi, to książkę należy ocenić bardzo wysoko. Ale prawdę mówiąc, patrząc na sam tytuł „Historia CIA”, spodziewałem się po niej czegoś więcej.