Prekursorzy rzeczy niezwykłych rzadko bywają osobami jednowymiarowymi. Znacznie częściej wzbudzają liczne kontrowersje, lecz tak to zwykle jest, gdy ktoś wybija się ponad przeciętność i wychodzi poza schematy. Ludzie nie lubią zmian, nawet na lepsze, bo zawsze łączy się z nimi niepewność. Od czasu do czasu zdarzają się jednak postaci, które wbrew przeciwnościom realizują swoje wizje oraz ideały nawet na przekór innym i dopiero po pewnym czasie mamy możliwość ocenienia, czy byli to ludzie naprawdę wybitni czy zaślepieni przez własne ego. Jedną z osób mających wizję i pragnących zmian był Sławomir Petelicki, agent wywiadu PRL, a następnie twórca Jednostki Wojskowej GROM, który zginął śmiercią samobójczą 16 czerwca 2012 roku.

W rocznicę tego tragicznego zdarzenia, aby przybliżyć Czytelnikom sylwetkę owego dowódcy, dziennikarz Andrzej Wojtas zebrał w „Drodze wojownika” kilkanaście wspomnień o generale. Dzięki relacjom znajomych, kolegów z młodości, podwładnych, dziennikarzy i urzędników mamy możliwość dowiedzenia się, kim był człowiek, który dokonał rzeczy niezwykłej i wprowadził polskie wojsko do światowej elity armii mających jednostki specjalne na najwyższym poziomie.

Naturalnie większość wspomnień dotyczy okresu, gdy – wtedy jeszcze pułkownik – Petelicki tworzył i dowodził jednostką GROM. Jest też jednak kilka wyjątków, w których mowa o jego latach młodości czy pracy w wywiadzie. Książka jest raczej jednostronna – poza wypowiedzią jednego kolegi z liceum pozostałe wspomnienia to laurki ku czci generała. Co prawda nie raz i nie dziesięć znajdziemy tam fragmenty o trudnym charakterze czy innych wadach bohatera, ale ostatecznie jego wizerunek jest bardzo pozytywny. Szkoda, że w książce nie znalazły się wspomnienia osób mających na pieńku z generałem Petelickim, takich jak choćby były minister Pałubicki, który oskarżał go o defraudacje. Jednak jak dla mnie to nie postać generała jest w tym wszystkim najciekawsza, chociaż wokół niego się wszystko obraca, ale kulisy i historie związane z początkami najlepszej polskiej jednostki wojskowej. Z pracy Andrzeja Wojtasa dowiemy się, jak wyglądały pierwsze selekcje, na czym polegała zagraniczna pomoc przy tworzeniu JW 2305, gdzie prowadzono szkolenia i jakie przejścia miała jednostka z politykami i bardziej konwencjonalnymi żołnierzami. Historię tę można nazwać polskim odpowiednikiem opowieści o Richardzie Marcince i tworzeniu przez niego SEAL Team Six. W obu przypadkach mamy niepokornego, niekonwencjonalnego dowódcę, który tworzy oddział specjalny wymykający się dotychczasowemu myśleniu o wojsku w sztabie generalnym i spotyka się z licznymi przeciwnikami, a na końcu jest zmuszony ustąpić pod naciskiem oskarżeń o charakterze kryminalnym. Nic dziwnego, że to generał Petelicki zaproponował wydanie w naszym kraju „Komandosa” autorstwa Marcinki.

Generał wielokrotnie przy okazji wydawania książek o komandosach współpracował z krakowskim wydawnictwem Znak, nie może więc dziwić, że wspomnienia o nim także ukazały się w tej krakowskiej oficynie. Oznacza to, że pozycję wydano na bardzo dobrym poziomie, chociaż bez fajerwerków. Na 250 stronach poza historiami o głównym bohaterze znajdziemy jedynie kilka zdjęć i to w zasadzie wszystko, co można powiedzieć o technicznej stronie wydania. Jak zawsze jest dobrze.

Rocznice zawsze sprzyjają wydawaniu książek o danej tematyce. Nie inaczej jest tym razem, bo poza „Drogą wojownika” widziałem jeszcze przynajmniej dwa inne tytuły poruszające historię generała Petelickiego. Oczywiście pewnie najlepiej byłoby zakupić je wszystkie, lecz przy dzisiejszych cenach książek nie jest to łatwe. Renoma wydawnictwa oraz zaangażowanie wielu osób – w tym byłych i obecnych operatorów GROM-u – które osobiście znały generała i były z nim blisko, sprawiają, że w rynkowym pojedynku „Droga wojownika” ma bardzo mocną pozycję wyjściową.