Nakładem wydawnictwa Znak Literanova w serii Gry wojenne ukazała się niedawno najnowsza książka Brytyjczyka Alexa Kershawa „Misja Wallenberga. Pojedynek z Eichmannem o życie 100 000 Żydów”. Już na wstępie można śmiało stwierdzić, że zapowiada się wyjątkowo interesująco, odsłania bowiem przed Czytelnikiem życie i działalność kogoś niezwykłego, a zarazem nieznanego – Raoula Wallenberga, tragicznego bohatera czasów pogardy i upadku człowieczeństwa, który poświęcił życie ratowaniu innych.

Opowieść o Wallenbergu zaczyna się w pod koniec wojny w Budapeszcie. Szwedzki arystokrata i dyplomata o żydowskich korzeniach przybywa do miasta jako sekretarz rodzimej ambasady, by stawiając czoło jednemu z największych zbrodniarzy II wojny światowej – Adolfowi Eichmannowi – ratować przed zagładą tamtejszych Żydów. Jego działania polegają przede wszystkim na wydawaniu schutzpassów, czyli paszportów, które posiadaczom gwarantują bezpieczeństwo, i urządzaniu tzw. szwedzkich domów ochronnych. Początkowo przepustki otrzymują ci, którzy mają bądź mieli w przeszłości ze Szwecją jakiekolwiek koneksje, rodzinne bądź biznesowe, jednak wkrótce młody dyplomata rezygnuje z tych obostrzeń, by jeszcze bardziej zwiększyć efektywność swojej misji. Dzięki charyzmie i całkowitemu poświęceniu udaje mu się zbudować siatkę pomocy liczącą kilkuset ochotników, którzy razem z nim niejednokrotnie narażają życie, by pomagać innym – personel dwóch szpitali, stołówek dla biednych, żłobków. Szacuje się, że działania Wallenberga mogły uchronić przed niechybną śmiercią z rąk Niemców nawet sto tysięcy Żydów, choć najbardziej prawdopodobna liczba to dziesięć do piętnastu tysięcy.

Bohater czasu Holokaustu na miarę Oskara Schindlera czy Ireny Sendler nie doczekał jednak szczęśliwie końca wojny. 17 stycznia 1945 roku został aresztowany przez NKWD pod zarzutem szpiegostwa na rzecz Stanów Zjednoczonych i wywieziony do Moskwy. Trafił do więzienia na Łubiance, później zaś na Lefortowskiej. Wiadomo, że pozostawał w Moskwie do wiosny 1947 roku, niestety co stało się z nim dalej, pozostaje do dnia dzisiejszego w sferze doniesień świadków i niesprawdzonych hipotez.

Historię Wallenberga w Budapeszcie, a także wydarzenia po jego domniemanej śmierci, opowiada (mówiąc oczywiście w wielkim skrócie) ta najnowsza książka Kershawa. Niewątpliwie jej wielką zaletą jest jasna i czytelna kompozycja. Autor najpierw wprowadza tło i „suche” fakty historyczne, które Czytelnikowi, zwłaszcza niezbyt obeznanemu w tematyce, objaśniają, jak doszło do największego w dziejach współczesnego świata ludobójstwa. Postać Wallenberga pojawia się dopiero później, a opowieść o jego poczynaniach w Budapeszcie uzupełniają losy osób z najbliższego otoczenia Wallenberga i, co najważniejsze, osób, które przeżyły piekło Holokaustu dzięki jego staraniom. To właśnie ten podział narracji na dwie, a nawet więcej części sprawia, że czytając „Misję…”, Czytelnik nie czuje się przytłoczony i zagubiony w natłoku skumulowanych dat, nazwisk czy wydarzeń historycznych. Ponadto wprowadzenie do fabuły historii ocalonych niesie za sobą również element bliskości i personalizacji przeżyć bohaterów z ogólnym odczuciem czytających.

Co ważne, Kershaw nie kończy opowieści o losach uratowanych Żydów na II wojnie światowej, lecz doprowadza je do czasów współczesnych, pokazując jednocześnie nie tylko jak wojenne przeżycia wpłynęły na ich późniejszą egzystencję, ale i jak ważne miejsce zajmowała w niej osoba i legenda Wallenberga.

Na uwagę zasługuje na pewno bogata bibliografia, dobrana przez autora starannie i z rozmysłem, dokumentująca dokładnie treść książki. Z tym jednak wiąże się jeden problem, który stanowi bodaj największy minus „Misji…”, a mianowicie umieszczenie przypisów na końcu książki. W każdym rozdziale znajduje się kilkadziesiąt odniesień do źródeł i literatury przedmiotu, jednak odszukiwanie ich co jakiś czas, poprzez oderwanie się od tekstu głównego, może być kłopotliwe, zwłaszcza dla bardziej dociekliwego Czytelnika. Trochę niezrozumiała jest też koncepcja polskiego wydania książki, a mianowicie brak na okładce bezpośredniego odniesienia do najważniejszej (w dodatku tytułowej przecież) postaci, Wallenberga (w przeciwieństwie do brytyjskiego wydania).

Pomimo to „Misja…” potrafi zachwycić. Wszystkie opisane powyżej zalety uzupełnia dodatkowo żywy i przystępny styl oraz barwne i poruszające opisy, przez co akcja toczy się niezwykle szybko, a lektura wciąga tak bardzo, iż czasami można zapomnieć, że nie jest to dobrze skrojona fikcyjna opowieść, ale prawdziwa, choć tragiczna historia o człowieku, który oddał życie za życie tysięcy innych. Całościowy ogląd pozwala więc wysnuć wniosek, iż jest to wyjątkowa i niezwykła pozycja, opowiadająca o mało znanych faktach z dziejów II wojny światowej, pozycja, która na pewno zainteresuje nawet takiego Czytelnika, dla którego historia wydawała się nudna. Przynajmniej do tej chwili. Takich książek powinno być zdecydowanie więcej.