Wyspa
Kreta – kolebka cywilizacji antycznej – jest największą grecką wyspą, leżącą we wschodniej części basenu Morza Śródziemnego, oddaloną od brzegów Peloponezu o ok. 100 km. Wyspa ta ma ok. 260 km długości w rozciągnięciu równoleżnikowym i 65 km szerokości. Jej krajobraz jest silnie górzysty, zwłaszcza południe, gdzie znajdują się najwyższe szczyty i pasma górskie, opadające stromymi stokami ku wybrzeżu Morza Śródziemnego. Część północna jest znacznie bardziej sprzyjająca ludziom, posiadająca łagodniejszy profil wzniesień i uzupełniona przez liczne plaże, doliny i zatoki. Patrząc od zachodu, największymi skupiskami ludności są na Krecie miasta Kastelli, Chania (stolica wyspy), Suda, Retimo i Heraklion na wschodzie. Komunikacja była słabo rozwinięta. Te ulokowane w pasie północnym miasta łączyła jedyna na wyspie droga o szutrowej nawierzchni. W 1941 roku Brytyjczycy rozpoczęli też budowę tzw. „42 ulicy”- utwardzonej drogi biegnącej z Chanii przez góry do wioski rybackiej Chora Sfakion na południowym wybrzeżu. Inne szlaki prowadzące w głąb lądu stanowiły jedynie wyboiste drogi gruntowe. Nie istniała sieć kolejowa. Największe lotnisko na wyspie mieściło się w Heraklionie. Brytyjczycy dodatkowo zbudowali dodatkowe w Maleme i Retimo.
Przyroda podzieliła północne wybrzeże Krety na pięć oddzielonych od siebie pól walki. Tereny te oddzielały od siebie łańcuchy górskie, głębokie wąwozy i doliny. Pierwszym z takich terenów, zaczynając od zachodniego krańca Krety, był teren rozciągający się od portu Kastelii po Maleme. Drugi teatr działań to równina nadbrzeżna obejmująca Chanię, zatokę i Suda i sąsiadujące okolice. Trzeci teren zajmowały plaże i miasteczko Georgioupouli, stanowiące dogodny teren do wysadzenia desantu morskiego, 35 km od Sudy. Czwarty oddzielony teatr działań, to okolice Retimo i piąty, ostatni, rejon Heraklionu, oddzielony od poprzedniego nieprzerwanym łańcuchem górskim, biegnącym od samego brzegu.
Będąca od listopada 1940 roku pod kontrolą Brytyjczyków Kreta, istotnie, miała strategiczne znaczenie. Wyspa ta położona jest w bezpośrednim sąsiedztwie morskich szlaków zaopatrzeniowych biegnących z Płw. Apenińskiego do Grecji, a także do Libii. Brytyjskiemu premierowi Churchillowi marzyło się przekształcenie Krety w „drugie Scapa Flow”- silnie bronioną bazę Royal Navy. Była ona też naturalnym „lotniskowcem”, z którego zasięg bryt. bombowców dalekiego zasięgu obejmował ważne dla niemieckiego przemysłu zbrojeniowego pola naftowe w rumuńskim Ploeszti. Nic dziwnego zatem, że po zakończonym wielkim sukcesem niemieckim ataku na Grecję, Kreta przyciągnęła wzrok wielu oficerów Wehrmachtu. Jej opanowanie miało bardzo widoczne pozytywy, tym większe, że wielkimi krokami zbliżał się termin rozpoczęcia inwazji na Związek Radziecki. Dla Hitlera zdobycie Krety miało być zabezpieczeniem południowej flanki, a zarazem miało to odciągnąć uwagę przeciwników Niemiec od przygotowań do planu „Barbarossa”. Kreta była wielką okazją dla twórcy niemieckich wojsk spadochronowych, gen. Kurta Studenta, który już od chwili formowania pierwszej niemieckiej dywizji powietrznodesantowej marzył o przeprowadzeniu desantu na olbrzymią skalę, „oskrzydlenia z powietrza”. Kreta dała mu szansę na zrealizowanie własnych wizji.
Przygotowania
20 kwietnia 1941 roku, w rozmowie z dowódcą Luftwaffe, marszałkiem Hermannem Goringiem, Student zaproponował śmiały desant na wyspę, uwzględniający niepodzielne panowanie Royal Navy na morzu. Student miał zamiar zadrwić z załóg brytyjskich okrętów, po prostu przelatując nad nimi. Oznaczało to przeprowadzenie olbrzymiej operacji powietrzno-desantowej o rozmachu, jakiego świat jeszcze nie widział. Wizja śmiałego desantu podziałała na wyobraźnię Goringa, który widział w tym też okazję do zrehabilitowania się za przegraną bitwę o Wlk. Brytanię. Wszak wyspa miała zostać opanowana samodzielnie przez wojska podległe Luftwaffe. Będący pod wrażeniem rozmachu planu Studenta, marszałek dzięki swoim wpływom załatwił mu osobiste spotkanie z fuhrerem. W towarzystwie najbliższych doradców wojskowych Hitlera, Student wykorzystując reputację, jaką zdobyły jego oddziały po opanowaniu fortu Eben-Emael, roztoczył przed nim wizję „setek samolotów transportowych Ju-52, nadlatujących nad skalną wyspę i tysięcy białych czasz spadochronowych opadających w dół”. Zaznaczył przy tym, że jego spadochroniarze z 7. Dywizji Lotniczej zdolni są wykonywać zadania przekraczające siły zwykłych żołnierzy.
Ostatecznie 25 kwietnia 1941 roku Hitler podpisał dyrektywę OKW, dot. opanowania Krety. Desant zyskał kryptonim „Merkur”. Ku niezadowoleniu Studenta, dowodzenie całą operacją objął gen. Lohr, dowodzący 4. Flotą Powietrzną, a on sam sprawował dowodzenie tylko nad mającą się rozegrać bitwą. Gen. Student dostał miesiąc na przygotowanie i przeprowadzenie operacji – było to spowodowane napiętym harmonogramem operacji „Barbarossa”, w którą miały być też włączone jednostki wspierające operację „Merkur”. Od tego, czy Student podoła terminowi i stawianemu zadaniu zależała jego kariera i reputacja hołubionych przez niego wojsk powietrznodesantowych.
Do przeprowadzenia desantu wydzielono słynną już z dokonań w Belgii i Holandii w maju 1940 roku 7. Dywizję Lotniczą gen. Sussmanna, oraz 5. Dywizję Strzelców Górskich gen. Ringela, która zastąpiła wchodzącą w skład XI Korpusu Lotniczego 22. Dywizję Piechoty Powietrzno-desantowej. Wynikło to również z pierwszeństwa przygotowań do inwazji na ZSRR, które pochłaniały wszelkie jednostki transportowe – wobec tego zabrakło ciężarówek i pociągów do przewiezienia z Rumunii wysłużonej 22. Dywizji. 5.
Dywizja Górska była jednostką elitarną i niewątpliwie lepiej przystosowaną do walk w terenie górzystym, jaki dominował na Krecie, lecz była zupełnie nieprzystosowana do transportu drogą powietrzną. Do przeszkolenia w taktyce i technice prowadzenia działań powietrznodesantowych strzelców górskich, Student przydzielił jednego ze swoich najtwardszych oficerów, płk. Ramckego. Do udziału w operacji „Merkur” skierowano także elementy 5. DPanc- batalion czołgów i motocyklistów, oraz 141. Pułk Strzelców Górskich z 6. Dywizji Górskiej. Operację wspierał VIII Korpus Lotniczy gen. Richthofena, który osłaniał flotę transportową i zapewniał wsparcie działań lądowych, natomiast transport powietrzny zapewniało zgrupowanie lotnictwa transportowego gen. Konrada w liczbie 492 samolotów Ju-52 oraz 80 szybowców DFS-230. Operację powietrzno-desantową wspierałby jednak pomocniczy desant morski, którego wymagał sam Hitler do przeprowadzenia operacji, tłumacząc to zabezpieczeniem na wypadek spowolnienia działań spadochroniarzy i ich przerzutu na wyspę. Drogą morską w drugim dniu walk miał dotrzeć wzmocniony czołgami batalion piechoty górskiej.
Innym, równie istotnym problemem, była niewystarczająca liczba szybowców i samolotów transportowych, by przeprowadzić lądowanie pierwszego rzutu w przewidzianej liczebności. Trzeba było rozbić go na dwie fale, które poleciałyby z kilkugodzinnym odstępem. Wyniknęło z tego wiele trudności, a największą była niemożność przeprowadzenia znaczących natarć przy wykorzystaniu czynnika zaskoczenia. Inne trudności, z którymi sobie ostatecznie poradzono, związane były z dostarczeniem na czas paliwa dla floty powietrznej, skompletowania ekwipunku dla jednostek biorących udział w operacji, czy wydawałoby się tak błahej kwestii, jak zmagazynowanie dla żołnierzy zapasów wody na czas walk – z tym uporano się, rekwirując fabrykę wody mineralnej w Atenach. Zupełnie inny problem stanowił desant morski i związane z tym zorganizowanie floty transportowej. Udało się zorganizować dwie flotylle greckich kaików- drewnianych rybackich stateczków żaglowych, ochranianych przez dwa włoskie niszczyciele- „Lupo” i „Sagittario”. Były to śmieszne siły, zważywszy, że naprzeciwko nich stała Flota Śródziemnomorska Royal Navy. Nikt nie uważał, że eskorta Luftwaffe zapewni bezpieczeństwo flocie morskiej. Wszyscy biorący udział w operacji byli przerażeni tym desantem- a zwłaszcza ci, którzy mieli brać w nim udział. Te wszystkie trudności organizacyjne spowodowały dwukrotnie przesunięcie terminu inwazji, która pierwotnie miała się rozpocząć 17 maja- na 18 i w końcu na 20 maja, który stał się ostatecznym terminem. Wszystko to dobitnie świadczy, jak bardzo musiano improwizować podczas przygotowań do operacji „Merkur”.
Plany
Początkowo gen. Student zamierzał przeprowadzić jednoczesny desant na całej szerokości wyspy, co miało zadać Brytyjczykom paraliżujący cios. Kluczowym celem były lotniska- w Maleme, Retimo i Heraklionie, których zdobycie umożliwiało przerzucenie posiłków w postaci strzelców górskich. Student miał nadzieję, że przy tak zmasowanym i rozciągniętym ataku uda mu się zając szybko przynajmniej jedno z nich. Koncepcja ta kolidowała z ze zdaniem Lohra, który uważał ją za zbyt śmiałą, argumentując to zbyt dużym rozproszeniem sił. Dodatkowo wtrącił się gen. Richthofen twierdzący, że jego VIII Korpus Lotniczy nie będzie w stanie zapewnić dostatecznego wsparcia czterem desantom jednocześnie. Jego zdaniem desant powinien być skoncentrowany w jednym miejscu tak, by spadochroniarze mogli podjąć walkę z obrońcami pełnymi siłami, proponując dokonać takiego desantu pod Maleme leżące najbliżej greckich lotnisk. Student odrzucił ten plan, uważając ten sposób myślenia za „beznadziejnie przestarzały”. Taka taktyka pozwoliłaby skoncentrować przeciwnikowi odwody w jednym miejscu, co doprowadziłoby do powolnej, przestarzałej bitwy na wyczerpanie. Ponieważ Hitlerowi zależało na szybkim zwycięstwie, przychylił się do koncepcji Studenta.
Ostatecznie zdecydowano, przy obecności marszałka Goringa, na podzielenie desantu, co spowodowane było po pierwsze niedostateczną liczbą maszyn transportowych, a dwa- obiekcjami Richthofena. Był to kompromisowy plan, zakładający zajęcie zachodniej części Krety (Maleme i Chania) rano, natomiast wschodniej (Retimo i Heraklion) po południu. Koncepcja desantu w dwóch rzutach miała wiele słabych punktów- nie zapewniała zaskoczenia dla popołudniowego zrzutu, ani zadania „silnego ciosu”, jak chciał Student, ani koncentracji sił, za czym upierał się Lohr. Było jednak za późno by się wycofać. Gen. Student mógł mieć tylko nadzieję, że Brytyjczycy popełnią podobne błędy, co Holendrzy rok wcześniej i nie przystąpią do zdecydowanej reakcji.
Utworzono trzy zgrupowania uderzeniowe- które po wylądowaniu miały się rozproszyć, by w ten sposób utworzyć przyczółki. Zgrupowaniem „Zachód”, lądującym pod Maleme, dowodził gen. Meindl. Składało się ono z pełnego, 4-batalionowego elitarnego Pułku Szturmowego (bez dwóch kompanii z 1. Batalionu Szybowcowego). Lotnisko w Maleme należało zająć i utrzymać do przybycia pierwszych pododdziałów z 100. Pułku Strzelców Górskich. By tego dokonać, należało pierw zdobyć dominujące nad okolicą Wzgórze 107. Było to niewątpliwie najtrudniejsze zadanie przydzielone temu zgrupowaniu, od którego zależało powodzenie desantu w tym miejscu. Meindl miał opanować teren aż do leżącego na zachodnim skraju wyspy portu Kastelli, natomiast na wschodzie miał się połączyć w okolicach Chanii ze zgrupowaniem „Środek”.
Grupie bojowej „Środek” przypadła zasadnicza rola w desancie, to też dowodził nią sam gen. Sussmann. W skład tego zgrupowania wchodził 3. Pułk Spadochronowy, pododdziały z Pułku Szturmowego i batalion saperów- mieli oni lądować rano, między Chanią i Sudą, które to miasta miały zostać opanowane.
Zamierzano w ten sposób zająć ośrodki dowodzenia obrońców. W związku z tym, jednym z założeń ataku, było pojmanie wyższych urzędników, co miało zapobiec możliwości powstania na Krecie zorganizowanego ruchu oporu. Załącznik do rozkazu operacyjnego 3. Pułku Spadochronowego wymieniał: „(…) dowódców dywizji i innych wysokich oficerów, burmistrza, szefa policji, biskupa, oraz urzędników rządu kreteńskiego (…)”. Ponadto należało odciąć płw. Akrotiri- gdzie przypuszczalnie mieściły się odwody przeciwnika- i zablokować szlaki komunikacyjne biegnące na zachód i wschód od zrzutowiska. Po południu wyruszyć miał 2. Pułk Spadochronowy (bez jednego batalionu), lądujący na wschód od Zatoki Suda, pod Retimo, gdzie należało opanować lotnisko i samo miasto. Po wykonaniu zadania 2. Pułk miał połączyć się z głównymi siłami w rejonie Chanii.
Ostatnie, wschodnie zgrupowanie, skakało w sile wzmocnionego 1. Pułku Spadochronowego i 2. Batalionu 2. Pułku wokół Heraklionu z zadaniem opanowania miasta i lotniska. Atakiem dowodził płk. Brauer, lecz jeszcze tego samego dnia dowództwo miał przejąć gen. Ringel, przybyły wraz z pierwszymi pododdziałami 85. Pułku Strzelców Górskich. Ringel miał podjąć działania ofensywne w kierunku zachodnim, w stronę Chanii. Następnego dnia do Heraklionu miał wpłynąć konwój kaików transportujący batalion strzelców górskich.
Powodem zaakceptowania tak śmiałego planu operacji były pozytywne raporty wywiadu niemieckiego, który jednakże zawiódł na całej linii. Raporty wywiadu 12. Armii niemieckiej stacjonującej w Grecji opierały się na zeznaniach jeńców szacujących liczbę obrońców na jedną dywizję plus, należy to doliczyć, oddziały nowozelandzkie, australijskie, brytyjskie i greckie, które trafiły na wyspę podczas ewakuacji „W-Force” z Grecji. Podobne, optymistyczne meldunki składali piloci latający na rozpoznaniu nad Kretą, choć to można wytłumaczyć tym, że większą część wyspy porastały gaje oliwne i winnice, gdzie skrzętnie zamaskowane były pozycje obrońców. Agenci Abwehry, którzy trafili na Kretę na pokładach kaików, przekazywali sprzeczne informacje- w których liczebność przeciwnika wahała się od 15 do 100 tysięcy żołnierzy. Nie było pewnych informacji wywiadowczych, co oznaczało, że spadochroniarze będą skakać w nieznane. Anonimowy niemiecki spadochroniarz tak wspomina odprawę: „Obronę miały stanowić zdemoralizowane klęską w Grecji, rozbite i przemieszane wojska, bezładna zbieranina wygrzebana przez Anglików z najdalszych zakątków ich kolonialnego imperium”.
Obrońcy
Pierwsze oddziały brytyjskie przybyły na Kretę na początku listopada 1940 roku, z obawy na ewentualną inwazję włoską na kontynentalną Grecję. Generałowie Churchilla obawiali się, że podzielona wewnętrznie Grecja nie zdoła stawić skutecznego oporu armii przeciwnika. Jednostkami, które przybyły na wyspę, były trzy bataliony brytyjskiej piechoty: 2. Batalion pułku „Black Watch”, 2. Batalion pułku „York and Lancaster” i 1. Batalion pułku „Welch”, tworzące improwizowaną 14. Brygadę pod dowództwem bryg. Tidbury’ego. Był to zalążek przyszłych sił „Creforce”, jak później nazwano wojska Wspólnoty Brytyjskiej tworzącej garnizon Krety.
W następnych tygodniach wobec klęski wojsk włoskich w Grecji, Kreta znalazła się nagle na uboczu zainteresowań generalicji brytyjskiej, a siły i środki potrzebne do tworzenia silnej bazy morsko-lotniczej na niej, zostały wysyłane do Grecji jako tzw. „W-Force” pod dowództwem gen. Wilsona, które miały w niedługim czasie zmierzyć się ze świeżo zaangażowanymi w konflikt wojskami niemieckimi. W krótkiej kampanii zwanej przez Niemców jako Fall Marita, korpus Wilsona walczący ramię w ramię z Grekami, doznał ciężkich strat i zaczął się niebezpiecznie cofać. Straty były coraz większe- zwłaszcza wśród myśliwców RAF-u, których niedobór stanowił olbrzymi problem na Bliskim Wschodzie- w kampanii greckiej brytyjskie lotnictwo utraciło 209 samolotów, z czego śmierć poniosło 150 pilotów. Był to olbrzymi cios dla RAF-u, który nie mógł pozwolić sobie na tak wysokie straty- były tak duże, że lecące okrężną drogą z Wysp Brytyjskich uzupełnienia z ledwością za nimi nadążały. Wobec takiego obrotu spraw, dowodzący lotnictwem na Bliskim Wschodzie, gen. Longmore nie był w stanie skompletować wystarczających sił powietrznych do obrony Krety, a jedynie ich ułamek potrzebnych do sprawnej obrony przestrzeni powietrznej, nie mówiąc już o działaniach zaczepnych nad terytorium wroga. Brak kontroli nad własnym niebem był jednym z głównych powodów późniejszej klęski.
Niebezpieczna sytuacja w Grecji niedługo zamieniła się w widmo klęski, która niebawem nadeszła. 17 kwietnia 1941 roku stało się oczywiste, że konieczna będzie ewakuacja sił „W-Force” z kontynentalnej Grecji, która nie mogła się już dłużej opierać naciskającym Niemcom. Skutkiem tego było ponowne pojawienie się Krety w kręgu zainteresowań Churchilla i jego generałów, który chciał kontynuować walkę- i odwrócić jej niepomyślny przebieg- właśnie na tej skalistej wyspie. A co robiono na wyspie przed tym czasem? Przełom roku 1940 i 1941 to ciągłe ulepszanie wciąż budowanych lotnisk w Heraklionie (które jako jedyne na wyspie posiadało schrony dla samolotów i betonowe pasy startowe; pozostałe składały się wyłącznie z utwardzonych pasów startowych), Maleme i Retimo, a także Pedalii, Kasteli, na równinie Messara oraz w Kasmos Kastelii- z tego do niemieckiej inwazji udało się ukończyć jedynie pierwsze trzy, głównie z powodu niedoboru materiałów budowlanych, inżynierów- w tym czasie pracami na całej wyspie kierował zaledwie jeden saper o randze oficera- pojazdów transportowych i narzędzi.
Należy dodać, że wszystkie te obiekty- plus ważne strategicznie stacje wczesnego ostrzegania, czy umocnione porty- znajdowały się w północnym pasie wyspy, w zasięgu niemieckich bombowców, na dodatek wzdłuż jedynej głównej drogi, co stwarzało olbrzymie niebezpieczeństwo. Nie wybudowano żadnych lotnisk polowych w głębi wyspy, ani nie rozbudowano wiosek rybackich na południu Krety – takich, jak Chora Sfakion, która to nazwa w niedługim czasie stanie się bardzo znana – do roli zapasowych portów. Również zaniedbano budowę umocnień polowych- ze względu na braki w narzędziach i materiałach inżynieryjnych, nie pomogło tu nawet rekwirowanie narzędzi rolniczych lokalnej ludności. Z drugiej strony żołnierze perfekcyjnie zamaskowali własne pozycje i stanowiska obronne, wykorzystując przy tym specyfikę terenu i liczne, gęste winnice. Również system radarowy Brytyjczyków pozostawiał wiele do życzenia- dwie stacje radarowe połączone były z centrum dowodzenia obroną plot w Chanii zaledwie jedną linią telefoniczną, w dodatku posiadały martwe pole w pobliżu wybrzeży Krety i nie obejmowały zasięgiem południowej części wyspy. Wszystkie obiekty strategiczne zostały wystawione na ataki wroga, zarazem utrudniając do nich dostęp własnym konwojom zaopatrzeniowym z Egiptu. Nade wszystko problemy i utrudnienia w pracach powodował zupełny brak współpracy pomiędzy RAF i wojskami lądowymi, a ponadto brak wspólnej koncepcji obrony.
W ostatnich dniach kwietnia 1941 roku zaczęły docierać na Kretę oddziały ewakuowane z Grecji. Przetransportowano jednostki walczące i rozbite w kontynentalnej Grecji, a sama ewakuacja spowodowała olbrzymi chaos organizacyjny- z nowozelandzkiej 2. DP na wyspę dotarła 4. i 5. Brygada, zaś w wyniku zamieszania 6. Brygada ze sztabem dywizyjnym i całym sprzętem łączności odpłynęła do Egiptu. Z australijskiej 6. Dywizji Piechoty na Krecie znalazł się jedynie sztab 19. Brygady i kilka osłabionych batalionów- reszta zaś w Aleksandrii. Był to główny zrąb sił ewakuowanych na wyspę, gdzie zostały zreorganizowane a jej żołnierze ponownie sformowani w zwarte jednostki. Również w tym czasie słynny i lubiany wśród żołnierzy nowozelandzki gen. Bernard Freyberg został mianowany dowódcą wojsk na Krecie, szóstym od listopada 1940 roku.
W wyniku panicznej i chaotycznej ewakuacji siły „W-Force” utraciły cały swój ciężki sprzęt, środki łączności, transportu, czy narzędzi saperskich, a większość żołnierzy na dobrą sprawę zachowała jedynie swoje karabiny i karabiny maszynowe, których i tak nie było dostatecznie wiele. Zwłaszcza istniały poważne braki w broni automatycznej. Sytuację to wspomina pewien nowozelandzki żołnierz: „Była to prawdziwa farsa rozlokowywać oddziały nowozelandzkie (…) na pozycji uznawanej za strategiczną (…) i wyposażać je w jeden pistolet maszynowy na drużynę”, a jako wsparcie przydzielać jeden karabin maszynowy i dwa 3-calowe moździerze. Brakowało także elementów ekwipunku osobistego, jak koce czy menażki. Porucznik Roy Farran, dowódca czołgu lekkiego Vickers Mk. VI, który dotarł na Kretę 14 maja, tak opisuje te braki: „Brakowało artylerii, jeśli nie liczyć kilku zdobycznych dział włoskich, które wycelowywało się, patrząc wzdłuż lufy (…). Nie było moździerzy, bo w Aleksandrii zapomniano załadować płyty oporowe. Nie było łopat, okopy trzeba było więc kopać za pomocą hełmów. (…)”. Oprócz tych sił, na Krecie znalazło się kilka batalionów greckich złożonych z ewakuowanych Greków i Kreteńczyków oraz żołnierzy jednostek tyłowych, którym brakowało nawet i karabinów, umundurowania czy amunicji- nie wspominając o ich kiepskim wyszkoleniu. Oprócz tego na Krecie funkcjonowała żandarmeria grecka licząca kilku tysięcy żandarmów, do których w następnych dniach-tygodniach zaczęli dołączać Grecy, którym udało się uciec z kontynentalnej części kraju. W końcu na Kretę udało się dotrzeć ok. 7 tys. żołnierzom greckim i 300 kadetom z ateńskiej szkoły oficerskiej. Mimo tego wszystkiego żołnierze zachowali wysokie morale i chęć walki, a Grecy braki w wyposażeniu i wyszkoleniu nadrabiali olbrzymim zapałem i chęcią odwetu. Na wyszkoleniu Greków zależało samym Brytyjczykom, którzy organizowali improwizowane kursy i szkolenia z taktyki, a także przydzielano jednostkom greckim kilkuosobowe grupki Nowozelandczyków, pełniących rolę instruktorów. Również podjęto kroki zbrojenia tych oddziałów, choć ostatecznie nie zostało to ukończone ze względu na brak czasu.
To samo czuła ludność kreteńska, od wieków walcząca w partyzantce przeciwko kolejnym okupantom ich wyspy. Ich nienawiści do Niemców przekonali się piloci Luftwaffe strąceni nad Kretą w dniach poprzedzających desant. Kreteńczyk George Psychoundakis wspomina taką historię: „Samolot spadł tuż nad brzegiem i jego jedno skrzydło znalazło się pod wodą. Na plaży zebrali się mieszkańcy wszystkich okolicznych wiosek, którzy w pewnym momencie rzucili się biegiem w stronę samolotu, krzycząc „Załatwmy ich!”. Pięciu niemieckich lotników musiało się bronić, strzelając w powietrze, dopóki nie uratowała ich z opresji załoga australijskiego transportera opancerzonego. Po raz ostatni patrzyliśmy na tych [ludzi], których pragnęliśmy udusić własnymi rękami (…) [a potem] całą naszą złość skierowaliśmy przeciwko samolotowi (…)”. Mimo to na dzień 1 maja, jak depeszował Freyberg, siły te były „całkiem niewystarczające dla odparcia spodziewanego ataku”.
Wszystkie supertajne informacje na temat przyszłego desantu na Kretę były przekazywane drogą radiową za pośrednictwem maszyny kodującej Enigma, którą Niemcy uważali za super bezpieczną. Jako, że była to operacja Luftwaffe, informacje kodowano za pomocą lotniczego kodu, już dawno rozpracowanego przez brytyjskich i polskich kryptologów, którzy projektowi odkodowanej Enigmy nadali własny kryptonim- Ultra.
To właśnie dlatego, po raz pierwszy w tej wojnie, Brytyjczycy znali z dokładnością wszelkie plany przeciwnika i jego działania. Waga tych informacji była nieoceniona- przykładowo 25 kwietnia 1941 roku, w dniu wydania przez Hitlera dyrektywy dot. Operacji „Merkur”, jej cała treść znalazła się w rękach wywiadu brytyjskiego. Prócz tego za pomocą Ultry odkryto na terenie Bułgarii w marcu obecność szybowców i spadochroniarzy gen. Sussmanna, aż po ustalenie pierwotnej daty inwazji, odkrycie planów działań poprzedzających desant i rozmiary sił w nim biorących udział. Naturalnie wszelkie wiadomości trafiały na biurko gen. Freyberga, który na ich podstawie miał jak najlepiej przygotować obronę. Co do informacji dostarczanych przez kryptologów brytyjskich, można się przyczepić jedynie do wyolbrzymienia zagrożenia desantem morskim, co miało fatalne następstwa, w dniach toczących się później walk.
Pierwszym posunięciem nowego dowództwa z gen. Freybergiem na czele, było nadanie siłom broniącym Krety nazwę „Creforce”. Nowo powstałe siły zaczęły w pośpiechu organizować improwizowane sztaby i ponownie formować żołnierzy w bataliony, pułki i brygady. 1 maja gen. Freyberg depeszował do swego zwierzchnika, gen. Wavella, prosząc o posiłki dla jego własnych sił. Równocześnie sir Bernard Freyberg zwrócił się do rządu Nowej Zelandii, między innymi pisząc: „(…) nie ma tu sił morskich a lotnictwo na wyspie to 6 Hurricanów i 17 przestarzałych samolotów (…). Jeżeli możecie, wywrzyjcie presję, żebyśmy zostali w dostatecznym stopniu wzmocnieni, lub żeby zrewidowano decyzję o utrzymaniu Krety”. Niedługo potem Churchill napisał do premiera Nowej Zelandii depeszę utrzymaną w uspokajającym tonie. Część postulatów dowódcy sił „Creforce” została spełniona- znaczne zespoły okrętów Floty Śródziemnomorskiej zostały wysłane w Obronie wyspy, natomiast nie udało się pozyskać żadnych dodatkowych dywizjonów myśliwskich. Te nieliczne samoloty stacjonujące na Krecie w niedługim czasie zostały zniszczone w walkach powietrznych lub na pasach lotnisk, jeszcze przed inwazją. W przededniu operacji „Merkur” Niemcy zyskali całkowite panowanie w powietrzu.
Mimo problemów z uzyskaniem dodatkowej liczby samolotów, w dniach 9-19 maja 1941 siły „Creforce” zostały wzmocnione dodatkowymi dywizjonami artylerii przeciwlotniczej i polowej- w tym 85 sprawnych dział, które umiejętnie rozlokowano tak, by pokrywały ogniem lotniska i miejsca ewentualnego desantu morskiego. Wiele z nich było zdobycznymi działami włoskimi, o których wspominał Roy Farran. Na Kretę dotarło również 6 czołgów ciężkich Matilda Mk. II (Królewski Pułk Czołgów) i 16 lekkich Vickersów Mk. VI z 3. Pułku Huzarów- ich stan techniczny był jednak fatalny. Dodatkowo garnizon zasiliły dwa bataliony piechoty z pułków „Leicester” i „Agryll and Sutherlands”, oraz siły MNBDO (Marine Naval Base Defense Oraganisation)- wojska przeznaczone do obrony baz morskich. Mimo to te dodatkowe siły były niewystarczające, jednak spowodowane to było trudną sytuacją w Libii, powstaniem w Iraku, oraz stratami poniesionymi w kontynentalnej Grecji. W przeddzień niemieckiej inwazji, 19 maja, siły „Creforce” liczyły łącznie z oddziałami greckimi ok. 43 tysięcy żołnierzy.
Rozmieszczenie sił
Freyberg, rozlokowując swoje oddziały, kierował się przede wszystkim samym ukształtowaniem terenu północnego wybrzeża, które dzieliło przewidywany obszar walk na pięć oddzielonych od siebie teatrów działań o których doskonale zdawał sobie sprawę, że będą musiały bronić się samodzielnie- choćby i z powodu braku środków transportu, które umożliwiałyby szybki przerzut odwodów w zagrożone odcinki, a także panowania Niemców w powietrzu. Freyberg, dysponując informacjami z Ultry, podzielił teren obrony na cztery sektory- Maleme, zatoka Suda, Retimo, Heraklion- które pokrywały się z niemieckimi strefami zrzutu.
Do sektora Maleme, dowodzonego przez bryg. Putticka przydzielono dwie brygady- 4. i 5. Brygadę Nowozelandzką i trzy bataliony greckie, jednak 4. Brygada stanowiła odwód naczelnego dowódcy, pozostające do jego wyłącznej dyspozycji. W wyniku tego główny ciężar niemieckiego natarcia w tym sektorze miała przyjąć 5. Brygada bryg. Hargesta, która rozlokowała się na lotnisku Maleme (kompania C 22. Batalionu), stokach wzgórz leżących wzdłuż drogi nadbrzeżnej (w tym na taktycznie ważnej pozycji- Wzgórzu 107, które zajmowały trzy kompanie 22. Batalionu płk. Andrew; zajmujący pozycje na grzbiecie żołnierze panowali zarówno nad lotniskiem, jak i żelaznym mostem nad Tavronitis), na odcinku od wyschniętego koryta rzeki Tavronitis do wioski Platanias. Wśród jednostek wchodzących w skład tej brygady znajdował się 28. Batalion Maoryski- jedna z najskuteczniejszych jednostek nowozelandzkich, budząca w Niemcach grozę, których żołnierzy nazywali „bestiami w ludzkich skórach”. Patrząc ogólnie na rozlokowanie jednostek 5. Brygady, była ono rozmieszczona cienkim kordonem na dużym obszarze. Dodatkowo w maleńkim porcie Kastelii leżącym na zachodnim skraju wyspy umieszczono 1. Pułku Grecki.
Sektor obrony zatoki Suda (dow. Gen. Weston) zajmowały 2-tysięczne siły MNBDO, 1. Batalion pułku „Welch”, dwa bataliony australijskie broniące plaż Georgioupoli i improwizowana 10. Brygada (dowódca płk. Kippenberger) w skład której wchodził 20. Batalion Nowozelandzki, dwa pułki greckie oraz przekwalifikowani żołnierze różnych służb pomocniczych i tyłowych. Żołnierze 10. Brygady mieli przyjąć na swoje barki główny ciężar niemieckiego ataku, toteż oddziały rozlokowano w dużej części na taktycznie ważnych wzgórzach otaczających miasteczko Galatas, na głównych szlakach komunikacyjnych prowadzących do stolicy wyspy, oraz blokowali ważne przełęcze górskie. Pozycje brygady Kippenbergera rozciągały się wokół tzw.
„Doliny Więzienia”, która swą nazwę zawdzięcza charakterystycznemu budynkowi więzienia i nad wybrzeżem, a takie rozmieszczenie sił umożliwiało trzymanie pod ogniem całej doliny, jak i umożliwiało dostarczenie posiłków i odwodów w razie potrzeby. Można to skrócić do stwierdzenia, że 10. Brygada osłaniała wszelkie podejścia do Chanii. Dużą cześć jego brygady tworzyły pułki greckie, niedoszkolone, niedozbrojone, lecz za to pełne zapału. Mimo to 10. Brygada nie była dostatecznie liczna, by móc obsadzić cały teren, na którym przypuszczalnie mogli się znaleźć Niemcy, toteż w efekcie braku dodatkowych oddziałów powstała w okolicach Alikianos groźna luka o szerokości ponad 3 km. Teren ten był idealny pod desant spadochronowy i w efekcie pozostawiono przeciwnikowi wolne miejsce na zrzucenie desantu bez napotkania żadnego oporu. Po jakimś czasie rozlokowano na tym obszarze kawalerię dywizyjną i 8. Pułk Grecki, lecz niebezpieczna pozycja sprawiała, że w wyniku bardziej zdecydowanych działań wroga siły te zostałyby odcięte i spisane na straty. Skarżący się na to płk. Kippenberger, usłyszał od swojego przełożonego, że podczas wojny „trzeba się czasem uciekać do morderstwa”.
W sektorze Retimo stacjonowały dwa bataliony australijskie i trzy greckie broniące lotniska, oraz oddziały greckiej żandarmerii wspierane przez piechotę rezerwy, stacjonujące w samym mieście. Dowódcą tego odcinka został Australijczyk bryg. Vessey.
W rejonie Heraklionu rozmieszczono brytyjskie 2. Batalion Pułku „Black Watch”, 2. Baon Pułku „York and Lancaster” oraz 2. Batalion Pułku “Leicester”, wspierane przez batalion australijski, trzy bataliony greckie i 250 artylerzystów, przeformowanych w oddział piechoty. Dodatkowo, z dostarczonych na wyspę ciężkich czołgów Matilda Mk. II znalazły się pod dwa w każdym sektorze. Jeśli chodzi o lekkie czołgi z Pułku Huzarów, 6 trafiło do Heraklionu, natomiast pozostałe 4 do 4. Brygady Nowozelandzkiej.
Ostatnie odprawy
W tym samym czasie, gdy siły Freyberga przygotowywały obronę wyspy, niemieckie wojska rozpoczęły pierwszą fazę ofensywy w powietrzu, polegającej na intensywnym bombardowaniu lotnisk, domniemanych stanowisk artyleryjskich, portów i obozów wroga. Całymi dniami Luftwaffe krążyło nad Kretą, wyszukując celów do zaatakowania. Celem bomb były nawet niewielkie grupy kąpiących się w morzu żołnierzy, tak więc względnie bezpieczne były jedynie oddziały skryte w gajach oliwnych i winnicach. Celem intensywnych bombardowań były instalacje portowe w Sudzie i statki ze świeżymi siłami, wchodzące do portu. Niebezpieczeństwo tych nalotów zmusiło w niedługim czasie Brytyjczyków do wprowadzania statków do zatoki dopiero po zmroku i wyprowadzania ich jeszcze przed wschodem Słońca. Innym priorytetowym celem niemieckiej Luftwaffe były stanowiska artylerii przeciwlotniczej. Dzięki doskonałemu maskowaniu poniesiono w nich zadziwiająco małe straty.
Nadeszły ostatnie chwile przed wyruszeniem. Żołnierze niemieccy byli w doskonałych nastrojach, liczyli na szybkie i łatwe zwycięstwo. O świcie, 19 maja 1941 roku, ostatnie ciężarówki dowoziły spadochroniarzy na lotniska, gdzie trwały już ostatnie przygotowania. Wyładowywano wyposażenie i amunicję, podwieszano zasobniki z bronią a spadochroniarze sprawdzali swoje uprzęże. Jako, że niemieccy spadochroniarze nie mogli skakać z bronią długą w ręku- co wynikało ze specyfiki ich spadochronów- chowano ją do zasobników mocowanych pod centropłatem samolotu transportowego. Były one uwalniane na spadochronach w chwili, gdy pierwszy skoczek opuszczał samolot. Ich znalezienie po wylądowaniu było dla nich zadaniem priorytetowym jako, że spadochroniarze skakali jedynie uzbrojeni w broń boczną, nóż i cztery granaty. Jedynie żołnierze desantowani szybowcami wchodzili do walki w pełnym uzbrojeniu.
Na kilka godzin przed inwazją, oficerowie przeprowadzili ostatnie odprawy jak ta, którą wspomina Adolf Strauch z 2. Batalionu 2. Pułku Spadochronowego: „Wieczór, mrok otula nasze namioty. Grupa z sąsiedniej kompanii śpiewa. (…) Na odprawie powiedziano, że operacja ma być łatwizną. Samoloty rozpoznawcze przywożą jedną dobrą wiadomość za drugą. Oczekuje się, że pod koniec pierwszego dnia walki uda nam się osiągnąć pomyślne rozwiązanie. Ci z nas, którzy mają jakieś doświadczenie, wiedzą, co o tym myśleć”. Trzeba też dodać, że dopiero w tym czasie, na kilka godzin przed wyruszeniem, piloci transportowi dostali zdjęcia swoich stref zrzutu. Odprawy zakończyły się słowami oficerów „Do maszyn!”.
Już po zmroku na pas zaczęły kołować pierwsze samoloty transportowe. Wraz ze startem kolejnych maszyn pojawił się nowy problem- tumany kurzu i chmury piasku okazały się być podnoszone przez kołujące samoloty, zmuszając pilotów do robienia coraz dłuższych przerw w starcie. Ten niepozorny problem zburzył jednak cały harmonogram lotów dla operacji „Merkur”.
Wstawał świt, był wtorek, 20 maja 1941 roku. Kości zostały rzucone. Teraz niemieckim sztabowcom pozostało jedynie czekać i wierzyć w zwycięstwo.
[g_href]http://www.konflikty.pl/gallery.php?cat=Operacja%20Merkury[/g_href][g_title]Operacja Merkury[/g_title]
Bibliografia:
Davin Dan, „Crete”
Farran Roy, „Skrzydlaty Sztylet”
Lucas James, „Pikujące Orły”
MacDonald Callum, „Kreta 1941”
Skotnicki / Nowakowski, „Kreta ’41”