Przebazowanie 200 żołnierzy piechoty morskiej do amerykańskiej bazy marynarki wojennej Sigonella na Sycylii (jest ona zarazem włoską bazą sił powietrznych) potwierdza poniekąd zmianę myślenia o sposobach walki z terroryzmem w Afryce. Barack Obama zdecydował się przenieść nacisk z użycia dronów na wykorzystanie sił specjalnych, przynajmniej na afrykańskim teatrze działań.

Lokalizacja nie jest przypadkowa. Sigonella to baza z odpowiednią infrastrukturą, położona bardzo blisko libijskiego wybrzeża (nieco ponad 160 kilometrów). Będzie doskonałą bazą wypadową dla rajdów małych grup żołnierzy, którzy będą zadawać szybkie i precyzyjne ciosy. Namiastką były październikowe operacje Delta Force i DEVGRU, odpowiednio w Libii i Somalii. Śmiało można stwierdzić, że zajęcie centrum handlowego Westgate w Nairobi, stolicy Kenii, i spowodowanie śmierci sześćdziesięciu siedmiu osób obudziło śpiącego lwa.

O stopniowym budowaniu coraz lepszej pozycji wyjściowej świadczy zaangażowanie samego prezydenta. W czerwcu i lipcu Barack Obama złożył dwie wizyty na afrykańskim kontynencie, które powszechnie postrzegane są jako dowód, choć nie jedyny, na wzrost aktywności Amerykanów w tej części świata. Oznaczać to może, że prowadzone dotychczas na małą skalę tak zwane sekretne wojny mogą przybrać na sile. Zdaniem niektórych analityków zarówno liczba, jak i złożoność operacji przeciwko terrorystom, czy jak kto woli bojownikom, będą systematycznie rosły. Koordynacją zajmą się amerykańskie dowództwo regionalne AFRICOM i Połączone Dowództwo Operacji Specjalnych (JSOC), które może prowadzić działania na całym świecie.

Jak na światowe mocarstwo Stany Zjednoczone w Afryce dysponują nader skąpą infrastrukturą. Mają tylko jedną oficjalną bazę marynarki wojennej Camp Lemonnier w Dżibuti, jednak bardzo ważną, stąd bowiem prowadzą rozpoznanie i uderzenie w terrorystów w Jemenie i Somalii. Systematycznie prowadzone są studia i działania nad uruchomieniem kolejnych, mniejszych punktów, z których można sterować bezzałogowcami (na przykład w rejonie Delty Nigru). Tymczasem niebagatelne znaczenie będzie mieć sieć baz we Włoszech, do których przebazowuje się część specjalnego oddziału reagowania kryzysowego z bazy lotniczej Morón w Hiszpanii. Docelowo w samej Sigonelli znajdzie się tysiąc żołnierzy piechoty morskiej, których obszarem odpowiedzialności będzie wyłącznie Libia. I nie chodzi w tym przypadku wyłącznie o ochronę dyplomatów.

(armyrecognition.com)