Nie tylko amerykańskie siły powietrze borykają się z problemem niedoboru pilotów i innego personelu. Podobne kłopoty mają również siły zbrojne Chile. Wojskom lądowym brakuje ponad 8 tysięcy żołnierzy, a marynarka wojenna i lotnictwo mają kłopoty nieznacznie mniejsze.

W rezultacie braków wśród pilotów chilijskie siły powietrzne wykorzystują jedynie dwadzieścia sześć z czterdziestu czterech posiadanych myśliwców F-16. Brak personelu ogranicza również możliwość eksploatacji innych statków powietrznych. W przeliczeniu na jednego żołnierza Chilijczycy wydają na szkolenie najwięcej spośród wszystkich państw Ameryki Południowej. Problemem jest późniejsze zatrzymanie w służbie wyszkolonych specjalistów, którzy odchodzą do lepiej płatnych zawodów w sektorze cywilnym – do linii lotniczych lub przemysłu górniczego.

Władze próbują niwelować skutki niedoborów, zatrudniając więcej pracowników cywilnych, ale kandydaci muszą zgodzić się na zarobki niższe, niż oferuje rynek cywilny, więc chętnych nie ma zbyt wielu. Uzupełnienie stanowią też poborowi, których jest 15 tysięcy rocznie, ale szkolenie rekrutów do obsługi zaawansowanego sprzętu technicznego jest nieefektywne.

W 2004 roku wprowadzono również nowy model służby kontraktowej. Wprowadzono czteroletnie kontrakty, a każdy nowy żołnierz mógł służyć maksymalnie szesnaście lat i miał obiecane szybsze awanse i podwyżki żołdu, ale po zakończeniu służby nie przysługiwała mu wojskowa emerytura. Niestety za tym nie poszły zmiany w innych ustawach o służbie wojskowej. W rezultacie awanse i powiązane z nimi podwyżki nie były tak szybkie, jak obiecywano, co spowodowało kłopoty z przedłużaniem kontraktów i zmniejszyło zainteresowanie służbą wojskową.

Zobacz też: Chilijski oficer błękitnych hełmów postrzelony na Haiti

(Jane’s Defence Weekly Vol. 58)

Gobierno Regional Tarapacá, Creative Commons Attribution 3.0 Chile