11 października w trakcie startu rakiety Sojuz FG z misją Sojuz MS-10, która miała dostarczyć dwóch astronautów na Międzynarodową Stację Kosmiczną, doszło do awarii podczas separacji bocznych członów rakiety. Na skutek tego incydentu misja musiała zostać przerwana, a kapsuła z załogą awaryjnie powróciła na Ziemię. Żadnemu z członków misji nic się nie stało.
Od razu po wypadku rozpoczęto śledztwo mające wyjaśnić jego przyczyny, aby móc powrócić do lotów załogowych. Od momentu zaprzestania misji promów kosmicznych w 2011 roku rakiety Sojuz są jedynym pojazdem, który wynosi ludzi na orbitę. Śledczy dość szybko ustalili, że przyczyną problemu przy separacji był nieprawidłowo dopasowany uchwyt mocujący. Montażyści, którzy byli odpowiedzialni za połączenie członów rakiety, wygięli trzon, przez co w momencie separacji boczny człon nie mógł się poprawnie odłączyć od centralnego.
Na spotkaniu z przedstawicielami firmy RKC-Progriess, która jest odpowiedzialna za budowę rakiet Sojuz, poruszony został problem z kulturą produkcji i kontrolą jakości. Dla rosyjskiego przemysłu kosmicznego jest to kolejny cios wizerunkowy. Niestety nie jest to odosobniony przypadek: w 2013 roku z powodu niewłaściwego montażu żyroskopów krótko po starcie rozbiła się rakieta nośna Proton-M. Problemy z kulturą pracy wystąpiły także podczas produkcji modułu Międzynarodowej Stacji Kosmicznej MKM Nauka została zanieczyszczona opiłkami przez co w dalszym ciągu nie został on ukończony.
Zobacz też: Rosja: ruszyły prace nad rakietą nośną Sojuz-5
(ria.ru)