Oddział bojowników zaatakował w sobotę 27 stycznia położoną w północnym Mali bazę sił rządowych. W starciu zginęło czternastu żołnierzy i siedemnastu napastników.
Operacja była jednym z najkrwawszych rajdów przeprowadzonych przez terrorystów w ciągu ostatnich miesięcy. Według rzecznika malijskich sił zbrojnych, pułkownika Diarrana Konego, do bazy natychmiast wysłano dodatkowe siły.
Mimo obecności sił międzynarodowych sytuacja w kraju nadal pozostaje bardzo napięta. Trwająca już pięć lat misja stabilizacyjna nie przynosi oczekiwanych rezultatów. Francja, stojąca na czele koalicji wspierającej rząd w Bamako, liczy na pomoc zawiązanych niedawno regionalnych sił antyterrorystycznych i wsparcie ze strony Wielkiej Brytanii.
Celami ataków bojowników nie są jedynie żołnierze. W czwartek 25 stycznia w wyniku eksplozji miny w wiosce Boni śmierć poniosło dwudziestu sześciu cywili. Zdaniem analityków terroryści cieszą się poparciem pasterzy Fulani, umożliwiających islamistom sprawne przemieszczanie swoich jednostek po całej Afryce Zachodniej.
Zobacz też: Terrorysta musi zapłacić grzywnę za zniszczenia w Timbuktu
(nytimes.com)