Saudyjskie lotnictwo wojskowe oddelegowało do nalotów na Jemen dwa razy więcej samolotów bojowych brytyjskiej produkcji niż cały RAF ma w gotowości operacyjnej. Tornada GR4 i Typhoony odgrywają kluczową rolę w atakach na milicję Huti. Saudyjczycy wyasygnowali do tej operacji około stu samolotów wykonujących loty niemal codziennie. Około połowę z nich stanowią maszyny produkcji brytyjskiej sprzedawane do Arabii Saudyjskiej od trzydziestu lat. Ponadto siedemdziesiąt trzy Tornada zostały zmodernizowane, tak by mogły przenosić bomby Paveway IV i pociski Storm Shadow.

Z drugiej strony jest RAF, który od czasu pierwszej wojny w Zatoce Perskiej skurczył się z trzydziestu do siedmiu eskadr liniowych i w podobnej operacji jak saudyjska mógłby wystawić jedynie trzydzieści sześć Tornad. Ponadto z powodu cięć budżetowych nie wszystkie Typhoony zostały już zmodernizowane na tyle, by móc skutecznie atakować cele naziemne Państwa Islamskiego.

RAF miał duże kłopoty, by wysłać kontyngent Tornad do walki z ISIS. Początkowo zdołał wysłać na Cypr jedynie cztery maszyny, a później zwiększono ich liczbę do ośmiu. RAF wykonał jedynie sześć procent nalotów, jakie wykonała koalicja walcząca z ISIS, co jest wynikiem bardzo umiarkowanym łagodnie mówiąc.

Marszałek sir Michael Graydon powiedział, że obawia się, że w sytuacji awaryjnej RAF mógłby wystawić jedynie około trzydziestu samolotów. – By prowadzić kampanię przez długi czas, jak to robią Saudyjczycy w Jemenie, potrzeba wielu samolotów i wielu pilotów, a my po prostu ich nie mamy z powodu cięć budżetowych – powiedział marszałek.

(telegraph.co.uk, fot. Maciej Hypś, konflikty.pl)

Maciej Hypś, Konflikty.pl