W położonym przy granicy z Rwandą kongijskim mieście Goma zmarła druga osoba zarażona wirusem ebola. Władze w Kigali w obawie przed pojawieniem się ogniska zachorowań po swojej stronie granicy zdecydowały się ogłosić zamknięcie wszystkich dróg prowadzących do Demokratycznej Republiki Konga.

Doniesienie o zamknięciu granicy potwierdził rwandyjski minister spraw zagranicznych Olivier Nduhungirehe. WHO stanowczo odradza wyjazdy do DRK, a władze Ugandy, Rwandy i Sudanu Południowego prowadzą kampanię obowiązkowych szczepień dla osób pracujących w pobliżu granicy.

Miasto liczy ponad 2 miliony mieszkańców, przez co ryzyko epidemii jest bardzo wysokie. Eksperci obawiają się, że zatrzymanie rozprzestrzeniania się wirusa we wschodniej Afryce jest praktycznie niemożliwe. Pierwszą odnotowaną ofiarą eboli był czterdziestoletni górnik przybyły z prowincji Ituri. Mężczyzna przejechał 490 kilometrów z kopalni, w której pracował, do swojego domu w Gomie. Dziewięć dni później zaczął wykazywać symptomy choroby, które uznano za – budzącą w DRK znacznie mniejsze obawy – malarię. Po niecałym tygodniu zmarł. Drugą ofiarą choroby stała się jego roczna córka.

Współpracujący z WHO doktor Michael Ryan oświadczył, iż nie wiadomo, jak górnik uległ zakażeniu. W części prowincji Ituri nie odnotowano zachorowań na ebolę. Pierwsze symptomy u chorego pojawiają się między drugą a dwudziestą pierwszą dobą po zachorowaniu, dlatego tak trudno ograniczyć rozprzestrzenianie się wirusa.

WHO ogłosiła Stan Zagrożenia Zdrowia Publicznego o Zasięgu Międzynarodowym i wezwała do nasilenia działań przeciw chorobie. Udzielanie pomocy utrudnia sytuacja polityczna w kraju. Ataki na szpitale polowe i chaos związany z wojną domową są codziennością dla pracujących w DRK lekarzy. Dodatkowo znaczna część pacjentów nieufnie podchodzi do pracowników służby zdrowia. Wielu Kongijczyków uważa, że ebola nie istnieje, a w szpitalach polowych pozyskuje się organy, które sprzedawane są później na czarnym rynku.

Zobacz też: Odra może być większym zagrożeniem niż ebola

(apnews.com)

Simon Davis / DFID