Kilka dni temu opisywaliśmy problemy trapiące bojowe wozy piechoty Puma. Ale to tylko wierzchołek piramidy kłopotów, które w ostatnich latach ujawniły się w niemieckich siłach zbrojnych. Problemy sprzętowe i kadrowe są odwrotnie proporcjonalne do ambicji Berlina w przewodzeniu europejskiej części Paktu Północnoatlantyckiego i niesieniu pomocy Ukrainie. Jednym z pomysłów wzmocnienia wschodniej flanki jest pochodzący od samego ministra obrony Borisa Pistorius plan utworzenia brygady stacjonującej na stałe na Litwie. W ostatnich dniach przedsięwzięcie jest pod ostrzałem.

Największym jego zwolennikiem jest sam Pistorius, który – jak zauważa Die Welt – zdaje się nie widzieć pojawiających się problemów. Szef resortu obrony stwierdził w zeszłym tygodniu na Konferencji Bezpieczeństwa w Berlinie, że wkład Europy w wiarygodność środków odstraszania NATO musi wzrosnąć w nadchodzących latach. Niemiecki wysiłek jest trapiony przez trzy podstawowe braki: sprzętu, personelu i pieniędzy. Nie brakuje złośliwych komentarzy, na przykład o „nieudanym suflecie”, i ostrzeżeń przed brygadą „z miotłami”. Jak jest naprawdę?



Przypomnijmy: Niemcy mają sformować Panzerbrigade 42, liczącą 4800 żołnierzy i 200 osób personelu cywilnego. Dowództwo i struktura będą budowane w 2024 roku, a pełną gotowość operacyjną uzyskają pięć lat później. Infrastrukturę, w tym kwatery dla żołnierzy i ich rodzin, mają zapewnić Litwini.

Resort obrony zdecydował niedawno, że na Litwę przeniesiony zostanie 122. batalion grenadierów pancernych z Oberviechtach, mający w uzbrojeniu bwp Puma, których problemy już dokładnie znamy. Siłę rażenia komponentu lądowego ma wzmocnić 203. batalion pancerny z Augustdorfu, którego trzon stanowią czterdzieści cztery czołgi Leopard 2A6/A7V. Dwa bataliony wzmocnione zostaną przez trzeci, który będzie miał charakter rotacyjny, a współtworzyć go będą żołnierze niemieccy, holenderscy i norwescy.

Założeniem jest, aby w pełni wyposażeni żołnierze byli gotowi podjąć działania gdziekolwiek na wschodniej flance sojuszu z w ciągu dziesięciu dni. Czegoś takiego nigdy nie było w Bundeswehrze. Dlatego Pistorius nazywa Brygadę Litewską punktem zwrotnym. Ale słowa polityków to jedno, a rzeczywistość – drugie.

Leopard 2A7 z system Trophy.
(Rafael)

– Każdy, kto opanował cztery podstawowe działania arytmetyczne, wie, że brygada bojowa wiąże się z dodatkowym zapotrzebowaniem kadrowym i materiałowym, o które jest w Bundeswehrze bardzo ciężko – mówi uszczypliwie pułkownik André Wüstner, prezes Stowarzyszenia Bundeswehry.



W tym tygodniu Pistorius otrzyma od wojska listę wymagań dotyczących wyposażenia żołnierzy delegowanych na Litwę. Wówczas z grubsza pozna cenę tego przedsięwzięcia. Mimo że część kosztów pokryje Wilno z własnego budżetu, gros kosztów spadnie na Berlin. Trzeba będzie zakupić dziesiątki tysięcy elementów uzbrojenia i zaopatrzenia.

– Minister nadal nie mówi, ile nas to wszystko kosztuje – stwierdził Ingo Gädechens z CDU, członek Komisji Budżetowej w Bundestagu. – Można odnieść wrażenie, że sam minister nie podchodzi do całej sprawy poważnie. Co to za sygnał dla naszych sojuszników?

Niemiecki żołnierz z karabinkiem G36.
(US Army / Staff Sgt. Thomas Duval)

Pistorius podczas obrad poświęconych budżetowi na 2024 rok zapowiedział, że wprowadzi do budżetu osobny punkt dotyczący finansowania spraw związanych z nowo tworzoną brygadą. Koniec końców – nie wprowadził. Środki dla brygady znalazły się się w rozdziale „Inne wydatki” pod tytułem „Niepodzielne istotne wydatki administracyjne”.

Uzasadnione wątpliwości powstają już na samym początku formowania tego związku organizacyjno-taktycznego, a tak naprawdę koszty będą rosnąć. Początkowo przede wszystkim gros czasu (i pieniędzy) pochłoną prace administracyjne, a zakończenie projektu przewidywane jest dopiero w 2027 roku lub później. Wygląda to dramatycznie, jeśli skonfrontujemy te wiadomości z wcześniejszą obietnicą rządu federalnego złożoną NATO, że od 2025 roku Bundeswehra wystawi dywizję liczącą około 15 tysięcy żołnierzy gotowych do obrony Sojuszu Północnoatlantyckiego. W skład tej dywizji wejdzie Brygada Litewska.



Trzonem Brigade Litauen ma być 203. batalion czołgów z Augustdorfu w Nadrenii Północnej-Westfalii. Ale powstają kolejne wątpliwości. Na początku roku Niemcy przekazali siłom zbrojnym Ukrainy osiemnaście czołgów Leopard 2A6, licząc na szybkie dostawy nowych pojazdów pancernych w wersji 2A7. W listopadzie Siemtje Möller, sekretarz stanu w Federalnym Ministerstwie Obrony, ogłosiła plan przezbrojenia pancerniaków w możliwe najlepszy sprzęt. Sęk w tym, że nie odbędzie się to za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.

Początkowo można było sądzić, że najlepszy dostępny sprzęt to Leopard 2A7V, ale jeśli przyjąć takie rozwiązanie, należałoby wyciągać czołgi z konkretnych jednostek, które je otrzymały, i przekazywać pancerniakom 203. batalionu. Karkołomne, nieprawdaż? Wychodzi na to, że batalion otrzyma Leopardy 2A7A1.

Jest to informacja dobra, ale tylko pozornie. Będzie je można wprowadzić do służby już w przyszłym roku, ale w okresie dwóch lat do uzbrojenia może trafić zaledwie osiemnaście sztuk. Brigade Litauen nie może czekać na zamówione – jak na razie w opłakanie niskiej liczbie osiemnastu sztuk – najnowsze Leopardy 2A8. I to wszystko pod warunkiem terminowych dostaw branży. Co więcej, do tego czasu niemieccy pancerniacy muszą ćwiczyć na symulatorach.

– Pistorius chce wysłać na Litwę batalion czołgów bez czołgów – trafnie podsumował całą sprawę Gädechens. – Co to za sygnał dla naszych litewskich sojuszników?



Zdaniem Gädechensa Pistorius ma tylko dwie możliwości: odłożyć utworzenie brygady „na bliżej nieokreślony dzień” lub „wysłać tam żołnierzy z miotłami zamiast czołgów”. A jak doskonale wiemy, plany otworzenia Brygady Litewskiej to tylko ułamek problemów Bundeswehry jako całość funkcjonującej znacznie poniżej pełnych zasobów materialnych. Według Die Weltna przeszkodzie uzupełnieniom braków w taborze pojazdów pancernych stoi brak pieniędzy albo woli politycznej ustalenia priorytetów wydatków. Możliwość łatwego pozyskania dodatkowych czołgów wynika z ramowej umowy z przemysłem.

Ponieważ brygada litewska nie będzie gotowa w zakładanym terminie, ministerstwo planuje, że jej miejsce w dywizji początkowo zajmie 21. Brygada Pancerna, która na początku grudnia przejęła przewodnictwo w ramach NATO-wskiej inicjatywy enhanced Vigilance Activity Brigade. Jest to jednostka stacjonująca w Niemczech, mająca stanowisko dowodzenia w Rukłem na Litwie i tam regularnie ćwiczy z litewskim wojskiem. Brygada nie spełni jednak natowskiego wymogu gotowości do walki w dowolnym miejscu na wschodniej flance w ciągu dziesięciu dni.

Co więcej, ogólne plany wobec Brigade Litauen wydają się chwiać w posadach. 6 grudnia Pistorius przed Komisją Obrony Bundestagu próbował wyjaśnić parlamentarzystom modyfikacje swojego planu. Zgodnie z nowymi ustaleniami na Litwę powinna trafić „ciężka brygada bojowa”, licząca 3,5 tysiąca żołnierzy, a nie, jak wcześniej zakładał, 4–5 tysięcy. Ma powstać z komponentów wyciągniętych z niemieckich sił zbrojnych, które na Litwie zlepi się w jedną całość. Po raz kolejny widać, że kwestie finansowa i sprzętowa studzą słomiany zapał decydentów.

– Przeniesienie tej jednej brygady na Litwę kosztuje Republikę Federalną Niemiec wiele wysiłku – powiedział politolog Carlo Masala z Uniwersytetu Bundeswehry w Monachium. – Obecnie ponownie prowadzimy politykę bezpieczeństwa i obrony tak, jak gdyby w Europie Wschodniej nie było rosyjskiej wojny napastniczej.

Zobacz też: Co nowego u chińskich lotniskowców?

Bundeswehr-Fotos, Creative Commons Attribution 2.0 Generic