Niemiecka minister obrony Ursula von der Leyen zapowiedziała wzmocnienie potencjału jednostek pancernych Bundeswehry. Być może program będzie prowadzony wspólnie z Holandią.

Minister nie ukrywała na piątkowej konferencji prasowej, że decyzja o kolejnej w ciągu ostatnich lat restrukturyzacji niemieckich sił zbrojnych jest związana z rosyjskimi poczynaniami na Ukrainie. Zatwierdzona w roku 2010 reforma prowadzona w myśl koncepcji „szerokość przed głębokością”, doprowadziła do redukcji Bundeswehry z 250 do 185 tysięcy ludzi, wiele jednostek zostało zdezaktywowanych. Spora część ciężkiego sprzętu została zakonserwowana, a reszta rozdzielona po zachowanych jednostkach. Von der Leyen planuje odwrócić ten proces, pierwszą jednostką przeznaczoną do ponownej aktywizacji ma być 414 batalion pancerny z Bergen w Dolnej Saksonii. Do początku przyszłego roku jednostka ma przejąć koszary opuszczane przez brytyjską 7 Brygadę Pancerną.

W ramach odbudowy i wzmacniania potencjału niemiecka armia ma również zacieśnić współpracę z sojusznikami z NATO, ze szczególnym uwzględnieniem Francji, Polski i Holandii. Właśnie do tej ostatniej skierowana jest dodatkowa oferta ze strony Berlina. W ostatnich latach Holandia niemal całkowicie zlikwidowała swoje jednostki pancerne, a ich samodzielna odbudowa będzie bardzo żmudnym procesem. W związku z tym von der Leyen wysunęła propozycję włączenia resztek holenderskich pancerniaków do 414 batalionu. Tym sposobem można by szybciej obsadzić niemieckie Leopardy 2, a koszty utrzymania jednostki podzielić między oba kraje. Amsterdam nie ustosunkował się jeszcze do tej oferty. Niemiecki batalion pancerny liczy 700 żołnierzy i 44 czołgi.

(welt.de, ndr.de, fot. E.Heidtmann, na licencji Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 Unported, via Wikimedia Commons)