Prezydent Kolumbii Gustavo Petro ujawnił, że zapadła decyzja o wyborze nowego samolotu bojowego dla tamtejszych sił powietrznych. Bogota zdecydowała się na pozyskanie szwedzkich Gripenów w najnowszej wersji E/F. Nie ma na razie żadnych oficjalnych informacji na temat tego, ile myśliwców zostanie kupionych, ani o terminach i harmonogramach – wszystko to jest kwestią do dalszych negocjacji.

Petro podkreślił, że samoloty będą fabrycznie nowe, czemu oczywiście trudno się dziwić – nie ma jeszcze Gripenów E/F, które można by pozyskać z drugiej ręki. Ciekawsze pytanie dotyczy tego, czy i w jakim stopniu w realizację kontraktu będą zaangażowane zakłady brazylijskiego Embraera, produkujące Gripeny na licencji. Samoloty te służą w Kraju Kawy – będącym jedynym użyt­kow­ni­kiem eksportowym tej wersji – pod oznaczeniem F-39.

Nieoficjalne doniesienia mówią, że dziesięć nowych samolotów miałoby kosztować około 2 miliardów dolarów. W ramach offsetu Saab zainwestuje w budowę fabryki produkującej elastyczne panele słoneczne w depar­ta­men­cie Córdoba. Zostaną zrealizowane także inwestycje o charakterze społecznym: zwiększające dostęp do wody pitnej w depar­ta­men­cie La Guajira i modernizujące szpital imienia Świętego Jana Bożego w Bogocie.

Podkreślmy: nie podpisano jeszcze żadnego kontraktu, toteż chociaż Kolumbijczycy wydają się zdeterminowani, aby doprowadzić transakcję do końca, wszystko może się zmienić. Nie byłby to pierwszy raz. Pod koniec 2022 roku informowano oficjalnie, że ministerstwo obrony Kolumbii zdecydowało się na pozyskanie francuskich Rafale’i i że lada dzień ma być uzgodniona treść umowy, a wkrótce później nastąpi jej podpisanie.

Nie minęły dwa tygodnie, a minister obrony Iván Velásquez przyznał, że rząd nie osiągnął porozumienia ani z Dassaultem, ani z Saabem, którego Gripena wskazano jako opcję rezer­wową. Pod względem formalnym anulowanie zakupu uzasadniono wygaśnięciem 31 grudnia ważności dokumentu Conpes 4078, przewi­du­ją­cego zabezpieczenie pieniędzy na zakup nowych samolotów. Conpes, czyli rada narodowa do spraw polityki gospodarczej i socjalnej (Consejo Nacional de Política Económica y Social), w 2022 roku poparła wydatek rzędu 678 milionów dolarów. Szkopuł w tym, że była to decyzja poprzedniej rady – służącej do sierpnia przy prezydencie Ivánie Duque, a nie przy Gustavie Petro. Stąd rekomendacja wygasła z końcem roku.

Tu nie Netflix – za nic nie trzeba płacić. Jak długo będziemy istnieć, tak długo dostęp do naszych treści będzie darmowy. Pieniądze są jednak niezbędne, abyśmy mogli funkcjonować.

Odkąd rozpoczęliśmy finansowanie Konfliktów przez Patronite i Buycoffee, serwis pozostał dzięki Waszej hojności wolny od reklam Google. Aby utrzymać ten stan rzeczy, potrzebujemy 1700 złotych miesięcznie.

Możecie nas wspierać przez Patronite.pl i przez Buycoffee.to.

Nasze comiesięczne podsumowania sytuacji finansowej możecie przeczytać tutaj.

MAJ BEZ REKLAM GOOGLE 90%

Mieliśmy do czynienia ze sporą niespodzianką. Po raz pierwszy od lat we władzach kraju istniała jednolita wola polityczna. I nawet prezydent Petro, który jeszcze jako senator sprze­ci­wiał się wydawaniu setek milionów dolarów na samoloty bojowe, dał się przekonać. Co więc nie zagrało? Jak podają kolumbijskie media, obu europejskim koncernom nie odpowiadał sposób, w jaki Bogota chciała realizować zakup, lub też nie zdążyły przygotować stosownej oferty przed końcem roku.

F-39 nad starym hangarem Zeppelinów w bazie lotniczej Santa Cruz opodal Rio de Janeiro.
(Força Aérea Brasileira)

678 milionów dolarów wystarczyłoby wówczas na zakup trzech lub czterech Rafale’i C albo pięciu Gripenów E. Oczywiście miał to być dopiero początek. Docelowe zapotrzebowanie oceniono na szesnaście lub przynaj­mniej czternaście myśliwców. Niestety pozyskanie drugiej partii planowano zrealizować w ramach osobnej umowy. A osobna umowa to także osobne negocjacje, które w kolumbijskich warunkach mogłyby (ujmijmy to delikatnie) się przeciągać. Rzecz jasna, kiedy sprzedaje się samoloty, nie ma czegoś takiego jak „małe zamówienie”; to zresztą maksyma Dassaulta i jego szefa Érica Trappiera. Problemem jest raczej niepewność co do dalszych zamówień, a nie wzgardzenie kontraktem na cztery myśliwce.

Saab i Dassault nalegały wobec tego na podpisanie jednej umowy, zakładającej wyposażenie w myśliwce jednej pełnej eskadry. Wszelkie kwestie harmonogramu dostaw miałyby być zawarte w tej umowie na z góry określonych zasadach (pozos­ta­wia­ją­cych oczywiście Kolumbii niezbędne pole manewru). Francuzi obiecali udzielenie 20-letniego kredytu i byli gotowi zaczekać na pierwszy przelew aż pięć lat. Niestety rząd Gustava Petro nie mógł w tej kwestii ustąpić, gdyż Conpes 4078 nie umożliwiał zawarcia kontraktu o tak dużej wartości.

Serwis InfoDefensa twierdził wówczas, że upór europejskich koncernów wzbudził rozczaro­wanie w Kolumbii, zarówno w resorcie obrony, jak i w dowództwie sił powietrznych.

Kolumbijski Kfir.
(Facmilitar, Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 Unported)

Trzeba przy tym pamiętać, że Kolumbijczykom zostało mało czasu. Wiekowe Kfiry miały być wycofane ze służby w latach 2023–2024, a i tak ich przydatność już od lat jest minimalna. Według raportu World Air Forces 2025 w służbie pozostaje dziewiętnaście Kfirów, ale trudno powiedzieć, jak wiele z nich odbywa jeszcze loty. Co gorsza, pozyskiwanie części zamiennych jest już praktycznie niemożliwe.

Apogeum problemów technicznych nastąpiło latem 2015 roku, kiedy co najmniej dziesięciu pilotów kolumbijskiej 111. Eskadry odmówiło wykonywania lotów na starych i awaryjnych Kfirach oraz postanowiło odejść z sił zbrojnych. Oznaczało to faktyczny paraliż kolumbijskiej obrony powietrznej. Rok wcześniej w Kolumbii rozbiły się dwa Kfiry, jednomiejscowy i dwu­miejs­cowy, w którym zginął jeden członek załogi.

Wkrótce pod klęsce negocjacji z Dassaultem Bogota zaczęła na nowo rozglądać się za myśliwcami. Wstępny wybór padł na Gripena – który tym razem wygrał rywalizację z ame­ry­kań­skim F-16 – już pod koniec ubiegłego roku. Ale okazało się, że zakupy w Szwecji mogą być niewykonalne. Jak informowała InfoDefensa, Stany Zjednoczone były skłonne zablokować eksport do Kolumbii silników General Electric F414-GE-39E, stanowiących napęd Gripena.

JAS 39E Gripen z czterema pociskami RBS15 Mk 4.
(Hans Berggren; Harleys, Copyright Saab AB)

Blokowanie eksportu takimi metodami nie jest niczym niesłychanym. Kiedy Argentyna ponad dziesięć lat temu miała apetyt na zakup Gripenów, Wielka Brytania – która w 2012 roku wprowadziła embargo na eksport do Argentyny uzbrojenia i materiałów podwójnego zastosowania – zablokowała transakcję. Jako dostawca kluczowych systemów dla tego samolotu, Londyn miał takie prawo.

W przypadku Kolumbii byłaby to decyzja zaskakująca (podkreślmy: to było jeszcze przed chaotyczną prezydenturą Donalda Trumpa). Ostatecznie okazało się jednak, iż była to albo kaczka dziennikarska, albo też przeciek dotyczący planów, których nigdy nie wprowadzono w życie. Sam Saab prędko zdementował te doniesienia.

W ubiegłym miesiącu, już po zmianie na stanowisku gospodarza Gabinetu Owalnego, amery­kań­ski ambasador miał poprosić o spotkanie z nowym kolumbijskim ministrem obrony Pedrem Arnulfo Sánchezem w celu, jak pisze InfoDefensa, „omówienia procedur dotyczących procesu zakupu samolotów i porównania zalet oferty amerykańskiej”, w tym inter­ope­ra­cyj­ności kolumbijskiego lotnictwa z US Air Force. Można przypuszczać, że jako element nacisku posłużyła też kwestia deportacji Kolumbijczyków, na które prezydent Petro zgodził się w styczniu pod groźbą wojny celnej. Niemniej o blokadzie reeksportu silników najwyraźniej nikt nie wspominał.

Força Aérea Brasileira