Szeroko rozumiana działalność wywiadowcza z reguły nie przypomina nijak przygód Jamesa Bonda. Czasami jednak pozornie typowa misja może przerodzić się w źródło żartów w kantynie. O takiej sytuacji opowiada Dino A. Brugioni w artykule znajdującym się w odtajnionym wydaniu kwartalnika CIA z 1979 roku.
Tekst Prezydent Truman i kongijski pocisk ziemia–powietrze opisuje reakcję byłego prezydenta Stanów Zjednoczonych na niezwykłe okoliczności, w jakich znalazł się pod ostrzałem amerykański samolot prowadzący rozpoznanie nad Republiką Konga. Zgodnie ze zwyczajem aktualny gospodarz Białego Domu pozwala swoim poprzednikom na dostęp do okresowych raportów wywiadowczych.
Trumanowi, pełniącemu funkcję głowy państwa w latach 1945–1953, raporty przedstawiał późniejszy dyrektor Agencji Bezpieczeństwa Narodowego generał broni Marshall S. Carter. Znany on był z dużego poczucia humoru i umieszczania żartów w opracowywanych przez siebie dokumentach.
W 1964 roku podczas kryzysu kongijskiego amerykańskie siły powietrzne przeprowadzały loty na rozpoznanie nad terenami zagrożonymi przez aktywność bojowników walczących przeciwko rządowi podczas powstania Simba. Na jesień 1964 roku planowano amerykańsko-belgijską operację ratunkową mającą na celu odbicie zakładników ze Stanleyville (obecnie Kisangani) w ramach operacji „Czerwony Smok”, dlatego pozyskanie dokładnych danych było kluczowe.
Dla uzyskania dobrej jakości zdjęć pilot musiał znacznie obniżyć wysokość lotu, narażając się na ostrzał z ziemi. Podczas jednej z takich operacji samolot został zaatakowany z ziemi przez niezidentyfikowanego Kongijczyka. Zdarzenie zostało uwiecznione na zdjęciu.
Generał Carter załączył fotografię przedstawiającą napastnika i charakterystykę broni którą się posłużył. Według opisu był to: „znajdujący się w nieumocnionym stanowisku system ziemia–powietrze. Pocisk Mark 1 Mod 1 ma manualny bezwładnościowy system naprowadzania, mobilną wyrzutnię zapewniającą moc jednej procy przy starcie i niebagatelny wpływ na zwieracze w przypadku trafienia. Ma jednak znikomą celność, a jego C.E.P. [współczynnika prawdopodobieństwa trafienia celu] nie oszacowano. Nie sprawdzono również tempa oddania ponownego strzału”.
Tak szczegółowy opis nie dotyczył nieznanej wcześniej tajnej broni, lecz… rzuconej dzidy. Fotografia przedstawiała kongijskiego rolnika ciskającego prymitywnym oszczepem w amerykański samolot.
Sama fotografia była znana już wcześniej, ale dopiero teraz wyszło na jaw, jak zareagował na nią Truman. Były prezydent, pamiętając swoją służbę w wojskach lądowych, miał równie żartobliwie stwierdzić: „mam nadzieję, że zalecono pilotom, aby latali na większych wysokościach. Proszę sobie wyobrazić, jaki wpływ na karierę młodego lotnika miałaby adnotacja w opisie przebiegu służby mówiąca, że został strącony dzidą”.
Zobacz też: Żelazna pięść ONZ. Pojazdy pancerne misji w Kongu 1960–1963
(muckrock.com)