Prezydent Rodrigo Duterte zawiesił wypowiedzenie porozumienia VFA (Visiting Forces Agreement), regulującego zasady przebywania amerykańskich wojsk na terenie Filipin. Waszyngton przyjął decyzję z zadowoleniem i zapowiedział kontynuację ścisłej współpracy z Manilą w zakresie bezpieczeństwa.
Duterte od samego początku prezydentury stawiał na rozluźnienie związków ze Stanami Zjednoczonymi, obecna burza zaczęła się jednak dopiero w styczniu tego roku. Amerykańskie władze cofnęły wówczas bez wyjaśnienia wizę byłemu szefowi filipińskiej policji, Ronaldowi dela Rosie. Jest on odpowiedzialny za brutalną kampanię antynarkotykową, a jednocześnie był i jest bliskim współpracownikiem prezydenta.
Decyzja o wypowiedzeniu VFA była odpowiedzią na działania Waszyngtonu. Duterte pozostawił sobie jednak margines bezpieczeństwa. Wypowiedziane 11 lutego porozumienie miało pozostać w mocy jeszcze przez pół roku. Teraz zostało przedłużone o kolejne pół roku, a według pisma dostarczonego amerykańskiej administracji przez ambasadę Filipin w zależności od niesprecyzowanego „rozwoju sytuacji politycznej, i nie tylko, w regionie” może zostać wydłużone o dalszych sześc miesięcy.
Dużą rolę w dwustronnych negocjacjach ratujących VFA mieli odegrać ambasadorowie Jose Manuel Romualdez w Waszyngtonie i Sung Kim w Manili. Faktem jest jednak, że podjęta przez Dutertego próba bardziej niezależnej polityki zagranicznej zakończyła się fiaskiem.
Kompletnie błędne okazało się założenie, że zdystansowanie się od USA i zbliżenie z Pekinem doprowadzi do zmniejszenia chińskiego nacisku na Filipiny na Morzu Południowochińskim. Nic takiego nie nastąpiło, a wręcz przeciwnie – ograniczenie amerykańskiego parasola ochronnego uczyniło z Filipin łatwiejszą ofiarę.
Błędne okazały się także kalkulacje nawiązania bliższych stosunków z Rosją. Mimo pokazywania się w Azji Południowo-Wschodniej Moskwa jest niezdolna do równoważenia Chin w tym regionie. Nawet zamiar kupna rosyjskiego uzbrojenia spalił na panewce. Filipińskie siły zbrojne są wyposażone przede wszystkim w amerykański sprzęt, a wdrażanie nowych systemów to kłopoty dla logistyki i koszty, na które Manili zwyczajnie nie stać.
Ten ostatni wątek dał o sobie znać w ostatnich miesiącach. Waszyngton zablokował kupno przez Filipiny tureckich śmigłowców bojowych T129, a jednocześnie wydał zgodę na sprzedaż AH-1Z Viperów lub AH-64E Guardianów. Manila nie ma pieniędzy na kupno tych zaawansowanych maszyn, a w tle cały czas wisiało ryzyko wstrzymania dostaw części zamiennych do innego sprzętu amerykańskiej produkcji.
Zobacz też: Turcja wykluczona z programu F-35
(militarytimes.com)