Duński dziennik Politiken donosi, że Kopenhaga podejmie bardziej ofensywne działania przeciwko hakerom. Podstawowym zadaniem będzie opracowanie strategii zwalczania przestępczości w sieci. W odpowiedzi na ataki hakerów na instytucje rządowe i przedsiębiorstwa powstanie specjalna jednostka zajmującą się sprawami zwalczania cyberprzestępczości ze strony wrogich państw i organizacji. Duńskie ministerstwo obrony zainwestuje w to przedsięwzięcie około 465 milionów koron (75 milionów dolarów).
Zgodnie z powziętym planem nowa jednostka zostanie organizacyjnie przypisana do duńskiej Wojskowej Służby Wywiadowczej (FE, Forsvarets Efterretningstjeneste). Oznacza to, że po raz pierwszy agencja zajmująca się wywiadem będzie mieć uprawnienia do prowadzenia cyberataków. Zadaniem nowej jednostki będzie nie tylko tworzenie zabezpieczeń, czyli działania defensywne, ale przede wszystkim opracowywać będzie plany i technikę ataku odwetowego na organizacje lub inne państwa, wśród których wymienia się przede wszystkim Chiny.
Oznacza to nic innego jak przejście z obrony do ataku w tak zwanej cyberwojnie. To wywołało debatę, w której podnosi się argumenty, że jeśli władze zdecydują się na wojnę, nawet jeśli miałaby toczyć się w sieci, potrzebna będzie zgoda parlamentu. – Kiedy państwo decyduje się na wojnę, to zwykle parlament ją wypowiada, a wojsko prowadzi – podnosi Anders Henriksen, wykładowca Uniwersytetu w Kopenhadze. Całkiem odmiennego zdanie prezentuje duński minister obrony. Nicolai Wammen jest przekonany, że duńska ofensywa w sieci nie będzie stać w sprzeczności z ustawodawstwem krajowym, a udział parlamentu nie będzie wymagany w autoryzacji operacji w sieci.
(armyrecognition.com; na zdjęciu Dowództwo Operacji Cybernetycznych US Navy, fot. Mass Communications Specialist 1st Class Corey Lewis , U.S. Navy)