We wrześniu 2014 roku zakończyło się funkcjonowanie wojsk pancernych w Belgii. Nie była to sytuacja wyjątkowa w szeregach NATO – trzy lata wcześniej na taki sam krok zdecydowała się Holandia. I podobnie jak wcześniej Holendrzy, także Belgowie najwyraźniej doszli do wniosku, że była to zła decyzja, i szybko zaczęli szukać sposobu na jej odwrócenie.

Naturalną drogą byłaby współpraca z Berlinem lub Paryżem i leasingu albo francuskich Leclerców, albo niemieckich Leopardów 2. Zwolennikiem takiego rozwiązania był Michel Péters, doradca do spraw obronnych byłego premiera Charles’a Michela, rządzącego w latach 2014–2019 (obecnie przewodniczącego Rady Europejskiej).

– Francuskie wojska lądowe nie miały wolnych Leclerców do wydzierżawienia – stwierdził pułkownik Manuel Monin, zajmujący się realizacją francusko-belgijskiego porozumienia CaMo (Capacité Motorisée), dotyczącego współpracy w zakresie dostaw i eksploatacji pojazdów dla belgijskiego Komponentu Lądowego. – Dziś reaktywacja takiej zdolności wymagałaby zasobów ludzkich, których belgijskie siły zbrojne nie mają.

– Sądzę, że aby zostać czołgistą, jest już za późno – zauważył Péters na Twitterze. – W 2016 roku było to nadal możliwe ze szwadronem F [francuskojęzycznym] i N [niderlandzkojęzycznym]. Teraz wszystkie te zdolności już utracono. W przypadku obrony przeciwlotniczej zareagowano w ostatniej chwili.

Odtworzenie wojsk pancernych wymagałoby wiele wysiłku i stopniowego budowania potencjału. Dlatego też pod znakiem zapytania stoją ewentualne plany zaangażowania się w któryś z europejskich programów rozwoju czołgu podstawowego, w szczególności francusko-niemiecki MGCS.



W zamian Péters proponuje skupienie się na dzisiejszych wyzwaniach i zaplanowanie działań zapewniających szybki rozwój. Zgodził się z nim pułkownik Monin, podkreślający smutną rzeczywistość spadku ambicji politycznych w ostatnich latach, którą trudno będzie przywrócić.

Zarówno dla Pétersa, jak i dla Monina jasne jest, że jeśli Belgia chce mieć czołgi, musi teraz zainteresować się programem MGCS, który ma zastąpić Leclerki i Leopardy 2 do 2035 roku. Oprócz nowych czołgów mógłby on stworzyć szanse dla belgijskiego przemysłu obronnego. Niemniej jednak oznaczać to będzie, że na wskrzeszenie pododdziałów pancernych będzie trzeba czekać jeszcze co najmniej piętnaście lat.

Koniec belgijskich Leopardów

10 września 2014 roku belgijskie wojska lądowe formalnie zakończyły użytkowanie czołgów podstawowych Leopard 1 podczas ćwiczeń poligonowych w niemieckim Bergen-Hohne. Już wówczas stan wojsk pancernych nie był najlepszy, gdyż spośród 132 czołgów zmodernizowanych do wersji A5 tylko garstka pełniła służbę liniową. Resztę magazynowano, a obrazu faktycznego stanu dopełnia to, że 1/3 Batalion Ułanów (1er/3ème Bataillon de Lanciers) dysponował jedynie ośmioma wozami. Obecnie pododdział ten użytkuje transportery opancerzone Piranha IIIC (naturalnie słabiej uzbrojone) i pojazdy Dingo 2.

Bezpośrednio po zakończeniu zimnej wojny belgijskie wojska pancerne miały 468 czołgów, w szczególności Leopardów 1. Stopniowo je wycofywano, oddając do muzeów lub magazynów. Część belgijskich czołgów tego typu została zutylizowana w zakładach należących do Agencji Zaopatrzenia i Dostaw Organizacji Paktu Północnoatlantyckiego.

Zobacz też: Postępy programu belgijsko-holenderskich niszczycieli min

(defencebelgium.com)

Nationaal Archief, domena publiczna