Minął prawie miesiąc od ostatnich co bardziej znaczących wydarzeń na froncie w Ukrainie. Przez cały marzec Moskale zajęli około 60 kilometrów kwadratowych terenu. Zarówno znaczna część Bachmutu, jak i cała Awdijiwka pozostają w rękach obrońców. Podjęta przez najeźdźców próba zorganizowania ofensywy generalnej na wielu odcinkach frontu spaliła na panewce.

Miesiąc temu pisaliśmy, że sytuacja Bachmutu jest bardzo trudna. Ale kleszcze mające odciąć „Twierdzę Bachmut” od reszty Ukrainy wciąż się nie zacisnęły i na tę chwilę wszystko wskazuje, że już się nie zacisną. Zamiast okrążać miasto, Moskale atakują na rympał i próbują zepchnąć obrońców w tył, coraz dalej na zachód. Prawdopodobnie trwa dosyłanie kolejnych świeżych pododdziałów mających wspomóc natarcie w krytycznej fazie.

Obecnie walki koncentrują się wzdłuż linii kolejowej przecinającej Bachmut z północy na południe, a także w rejonie słynnego (i już niestety zniszczonego) pomnika MiG-a-17 u zbiegu ulic Korsuńskiego i Czajkowskiego. W zachodniej części miasta Wagnerowcy zajęli skwer Aleja Róż przy Zbiorniku Piwnicznym (na powyższej mapie to ta podłużna niebieska plama na prawo od słowa „Khromove”). Ukraińcy kontrolują w Bachmucie jeszcze około pięciu kilometrów kwadratowych terenu zurbanizowanego, głównie blokowiska i osiedla domków jednorodzinnych. Oczywiście miasto jest już doszczętnie zrujnowane, tak że określenie „teren zurbanizowany” ma już tylko znaczenie taktyczne.



Tymczasem Moskale ponoszą ogromne straty zarówno w Bachmucie, jak i pod Awdijiwką, gdzie według źródeł ukraińskich liczba zabitych sięga dwu pełnych kompanii dziennie. Pod Awdijiwką Ukraińcy przeprowadzili w ciągu kilku ostatnich dni kontratak, który najwyraźniej skutecznie złamał zapał Moskali.

Co z ukraińską ofensywą?

To właśnie ów tytułowy Godot. Już od ponad miesiąca wszyscy obserwatorzy wojny czekają na ukraińską ofensywę wiosenną. Cywilizowany świat czeka z nadzieją, Moskale czekają z obawą, ale czekamy wszyscy. W prokremlowskich kanałach Telegramu od dawna panuje konsensus, że cios spadnie na południu, być może na osi Zaporoże–Melitopol.

Na tę chwilę ofensywa właśnie na tym kierunku mogłaby przynieść Ukraińcom największe korzyści. Maksymalny możliwy sukces, największe trofeum do zgarnięcia, to przecięcie całego korytarza lądowego na Krym. Osiemdziesiąt pięć kilometrów w linii prostej do Morza Azowskiego, czy raczej do estuarium rzeki Mołocznej. Ambitny cel, szalenie ambitny, lecz nie nieosiągalny. Ukraina tymczasem potrzebuje zwycięstw, aby nie zachwiała się wiara zachodnich sojuszników w jej możliwości. Zidentyfikowane rosyjskie umocnienia polowe wskazują, że armia najeźdźcza poświęca dużo zasobów na obronę kierunku melitopolskiego.

Tyle spekulacji. Tylko jedną rzecz wiemy na pewno: ofensywa jest przygotowywana. Kiedy? Gdzie? Jakie będą jej cele? Nie wiadomo. Sekretarz Rady Bezpieczeństwa Narodowego Ukrainy Ołeksij Daniłow powiedział, że szczegóły planów zna od trzech do pięciu osób. Podkreślił również, że kiedy ofensywa się zacznie, nie będzie wątpliwości, że się zaczęła.



Dodajmy, że na razie nie warto liczyć na ofensywę mającą odbić Krym. Generał w stanie spoczynku Ben Hodges w artykule dla The Economist twierdzi jednak, iż w dalszej perspektywie czasowej jest to możliwe. „Rosja nigdy nie zgodzi się na wymianę Krymu w drodze negocjacji – pisze Hodges. – Ukraina powinna walczyć o odzyskanie Krymu. Przede wszystkim należy odizolować półwysep dzięki połączeniu użycia broni precyzyjnej dalekiego zasięgu i sił pancernych. Izolacja wymaga zakłócenia, a następnie przerwania jedynych dwóch połączeń lądowych Krymu z Rosją: Mostu Kerczeńskiego oraz mostu lądowego z Rostowa przez Mariupol i Melitopol. Następnie Ukraina powinna przez całe miesiące uderzać na cele krytyczne na Krymie, tak żeby dla rosyjskich sił powietrznych, lądowych i morskich dalsze stacjonowanie na półwyspie było niewykonalne”.

Szef rady rezerwistów wojsk lądowych Iwan Tymoczko stwierdził, że Rosjanie wciąż próbują atakować na różnych kierunkach, ale ich celem nie jest już przełamanie frontu. Chodzi jedynie o związanie walką sił ukraińskich i sprowokowanie ukraińskiego dowództwa do skierowania posiłków do miejsc, w których sytuacja robi się trudna. Każda dodatkowa kompania przeznaczona do obrony to kompania, której nie będzie można użyć w nadchodzącej kontrofensywie.

Straty rosyjskie

Według Listy Oryxa najeźdźcy stracili już ponad 10 tysięcy sztuk sprzętu, w tym blisko 2 tysiące czołgów zniszczonych, uszkodzonych i/lub zdobytych przez przeciwnika. Rosyjski przemysł nie jest w stanie uzupełniać tych strat (względnie) nowoczesnymi czołgami, co wymusza kierowanie na front czołgów starszej generacji. Jak zwraca uwagę David Axe z Forbesa (w artykule, w którym zdjęcie polskich T-55 w Zbąszyniu podpisano jako czołgi sowieckie, ale mniejsza…), na krótszą metę daje to wymierną korzyść: skrócenie czasu szkolenia pancerniaków.



Problem w tym, że przedpotopowe czołgi będą hurtowo padały ofiarą Leopardów, Challengerów czy nawet młodszych czołgów posowieckich. Nowi czołgiści, o ile dopisze im szczęście i nie zginą w ciągu pierwszych dni, będą zdobywali bezcenne doświadczenie na polu walki, ale wobec przewagi technicznej nieprzyjaciela prędzej czy później zabiorą to doświadczenie do grobu. Wskutek tego przewaga ukraińskich dowódców czołgów stopniowo będzie narastać, a rosyjskie czołgi będą zarówno słabsze technicznie, jak i gorzej dowodzone, co tylko dalej napędzi to błędne koło.

W tym miejscu odnotujmy również zniszczenie pierwszej stacji radiolokacyjnej 1Ł119 Niebo-SWU. Jest to zarazem pierwszy potwierdzony przypadek użycia operacyjnego radaru tego typu w wojnie.

Afera szpiegowska

Tymczasem w Stanach Zjednoczonych rozwija się afera szpiegowska z prominentnym wątkiem ukraińskim. Na przełomie stycznia i lutego (nie marca i kwietnia!) w internecie, na małym i zasadniczo anonimowym serwerze Discorda, pojawił się ogromny zbiór dokumentów obejmujących między innymi ustalenia służb wywiadowczych na temat sytuacji na froncie w Ukrainie. Wciąż nieznana jest skala wycieku, nie wiadomo również, które dokumenty są prawdziwe, a które fałszywe. Nie ma jednak wątpliwości, że zasadnicza część jest autentyczna. Pojawiają się tam na przykład wiarygodne odniesienia do ściśle tajnego systemu rozpoznania satelitarnego LAPIS.

W kwestii wojny w Ukrainie szczególnie ciekawe informacje dotyczą sytuacji Bachmutu. W ostatnich dniach lutego była katastrofalna, a garnizon miasta był o włos od okrążenia. Aby ustabilizować sytuację, do walki skierowano pododdziały trzymane w rezerwie z myślą o wiosennej kontrofensywie.

Wyszło także na jaw, że Amerykanie mają głęboki dostęp do wewnętrznej komunikacji Grupy Wagnera, co nie powinno dziwić, ale jednak domyślać się to jedno, a wiedzieć – to zupełnie inna para kaloszy. Okazuje się, że Wagnerowcy próbowali pozyskać broń z Turcji, a pomoc zaoferowała malijska junta Assimiego Goïty. To właśnie Mali miałoby oficjalnie pozyskać tureckie uzbrojenie, a następnie po cichu przekazać je zbrodniarzom Prigożyna.



Dokumenty wskazują ponadto na doskonałe rozeznanie amerykańskiego wywiadu w kwestii rosyjskich planów – do poziomu wiedzy o poszczególnych atakowanych celach. Dzięki temu Ukraińcy wiedzieli zawczasu o wielu uderzeniach i mogli się na nie przygotować. Są tam również wzmianki o niedoborach amunicji w niektórych ukraińskich jednostkach pierwszoliniowych. Te informacje docierały jednak do nas także bardziej konwencjonalnymi kanałami; wszystko wskazuje, że braki wynikają głównie z konieczności zachomikowania amunicji na rzecz nadchodzącej ofensywy.

Osobliwie interesująca jest informacja, że ubiegłego roku mało brakowało, a Rosjanie zestrzeliliby brytyjski samolot zwiadowczy opodal Krymu. 29 września rosyjski Su-27 odpalił pocisk powietrze–powietrze w pobliżu RC-135W Rivet Jointa. O tym, że do incydentu doszło, dowiedzieliśmy się wkrótce potem, ale szef resortu obrony Ben Wallace dawał do zrozumienia, że nie istniało zagrożenie dla RAF-owskiej maszyny i że całość miała wydźwięk raczej komiczny niż (potencjalnie) tragiczny. Ujawnione dokumenty sugerują, że sprawa była dużo poważniejsza, niż dotąd sądziliśmy.

Jeszcze jeden interesujący fragment dotyczy strat w rosyjskich wojskach pancernych. Amerykańskie szacunki mówią o 2048 zniszczonych czołgach, co niemal dwukrotnie przewyższa dane z Listy Oryxa. Z drugiej strony jeśli Amerykanie podciągają pod „zniszczenie” każdy rodzaj utraty, daje to rozbieżność na poziomie 5%. Liczba poległych to według Amerykanów 35-43 tysiące po stronie rosyjskiej i 15-17 tysięcy po ukraińskiej. W runecie krążą już nieudolnie przerobione wersje zdjęć mające dowodzić, że Ukraińcy stracili cztery razy więcej żołnierzy.

Jak nieoficjalnie dowiedziała się telewizja CNN, przeciek zmusił już dowództwo ZSU do zmiany niektórych planów.

Uganda

Na koniec w charakterze ciekawostki odnotujmy, że nawet sojusznicy Rosji dostrzegają jej słabość. Gotowość do obrony Moskwy ogłosił samozwańczy putinista, ugandyjski generał Muhoozi Kainerugaba, syn prezydenta Yoweriego Museveniego. Stwierdził on, że w przypadku zagrożenia rosyjskiej stolicy przez bliżej nieokreślone siły imperialistów Uganda bezzwłocznie wyśle, chciałoby się powiedzieć: bratnią, pomoc wojskową.

Nazywany pierwszym synem Ugandy Kainerugaba znany jest z kontrowersyjnych i niezwykle barwnych wypowiedzi. Według ugandyjskiego prawa oficerowie czynnie służący w siłach zbrojnych nie mogą zabierać publicznie głosu na temat polityki zagranicznej czy spraw dotyczących innych państw. Generałowi, jako synowi prezydenta, wielokrotnie uchodziły jednak płazem podobne medialne wyskoki.

Heneralnyj sztab ZSU