Niedawno wiadomością dnia był atak na rosyjską bazę lotniczą Engels-2 w obwodzie saratowskim. Niestety, jak zwykle w takich wypadkach, na gorąco trudno było powiedzieć cokolwiek o rzeczywistych skutkach uderzenia. Wiadomo było, że stało się „coś” – i na tym koniec. Minęło czasu mało wiele i możemy się przyjrzeć sprawie dokładniej.

Zdjęcie bazy wykonane przez satelitę Planet Labs i pozyskane przez serwis The War Zone sugeruje, że doniesienia o druzgocącym ukraińskim ataku – gdzieniegdzie wspominano o pięciu zniszczonych samolotach – okazały się mocno przesadzone. Wykonana wczoraj fotografia nie pokazuje żadnych śladów, które musiałyby pozostać po takich zniszczeniach. Ba, w ogóle nie widać śladów zniszczeń.

Dziennikarze TWZ zwracają jednak uwagę, że najwyraźniej baza Engels doznała radykalnego ograniczenia aktywności. Na zdjęciu widać tylko jedenaście strategicznych nosicieli pocisków manewrujących. Jeszcze 29 listopada było ich dwadzieścia sześć. Do tego cztery Tu-95 i dwa Tu-160 stoją sobie smętnie pokryte śniegiem, co dowodzi, że ostatnio nie latały.



Taka redukcja współgra z informacjami, które pojawiły się bezpośrednio po ataku. W mediach społecznościowych — zwłaszcza rosyjskojęzycznych – błyskawicznie zaczęła krążyć wiadomość o częściowej ewakuacji bazy i przestawieniu wielu samolotów na Daleki Wschód, do bazy Ukrainka (o, ironio!) w obwodzie amurskim.

Wydaje się, że oficjalny rosyjski komunikat o trzech ofiarach śmiertelnych był zgodny z prawdą. 28 grudnia odbyła się ceremonia żałobna ku czci jednego majora i dwóch starszych poruczników, którzy stracili życie w ataku. Wszyscy trzej byli masłopupami, czyli technikami obsługi naziemnej.

Przy tej okazji zdementujmy inną wiadomość krążącą w mediach społecznościowych – tę o rosyjskim Su-27 strąconym przez rosyjską obronę przeciwlotniczą koło bazy Engels. Rzekomo podenerwowani przeciwlotnicy obsadzający wyrzutnię systemu Buk uznali myśliwiec lecący na wysokości przelotowej za kolejnego ukraińskiego drona i poczęstowali go rakietą. Problem w tym, że informacja wykwitła na mało znanych i mało wiarygodnych kanałach na Telegramie. To stamtąd podchwyciły ją media głównego nurtu i niektórzy „renomowani” OSINT-owcy. Konkretnych dowodów, które by potwierdziły tę wieść, nigdzie nie ma.

Niemniej dzisiaj rzeczywiście obrona przeciwlotnicza w obwodzie saratowskim musiała się wziąć do pracy. Do czego strzelano – nie wiadomo, ale zapewne do ukraińskiego UAV-a lub też czegoś, co za takowy cel uznano. Według władz obwodu saratowskiego odłamki uszkodziły cywilny samochód i kilka okien w domach mieszkalnych.



Rosyjskie systemy przeciwlotnicze odezwały się także na Krymie. W Sewastopolu ogłoszono alarm lotniczy i było słychać eksplozje niewiadomego pochodzenia, a na niebie pojawiły się ślady pocisków rakietowych. Okupacyjny gubernator Krymu Michaił Razwożajew oświadczył, że zestrzelono cel powietrzny, ale jaki – tego już nie był łaskaw zdradzić.

Ukraińska opl coraz skuteczniejsza

Bez dwóch zdań obrońcy Ukrainy coraz lepiej radzą sobie z niszczeniem pocisków manewrujących i samolotów pocisków. Obrona przeciwlotnicza pochwaliła się zestrzeleniem minionej nocy (z 29 na 30 grudnia) wszystkich samolotów pocisków Szahed-131 i Szahed-136 wypuszczonych przez Rosjan. Z kolei samego 29 grudnia strącono łącznie pięćdziesiąt osiem z siedemdziesięciu pocisków manewrujących (jeden z nich na poniższym nagraniu), cztery UAV-y Orłan-10 i śmigłowiec Mi-8. Pociski odpalano zarówno z samolotów (Tu-22M3 i Tu-95MS), jak i z okrętów na Morzu Czarnym.

Rosyjski atak z 29 grudnia był kolejnym, które możemy zaliczyć do kategorii zmasowanych – w odróżnieniu od tych dni, kiedy Rosjanie wypuszczają jedynie po kilkanaście pocisków. Służba wywiadowcza ukraińskiego ministerstwa obrony twierdzi jednak, iż „rakietowy potencjał wroga się kurczy. [Rosjanie] nie dadzą rady utrzymać takiej intensywności pod względem regularności i masowości”.

Wyraźnie widać, że po początkowym szoku ostrze kampanii mającej sparaliżować infrastrukturę elektroenergetyczną trochę się przytępiło. Z jednej strony to pokłosie wzmacniania obrony przeciwlotniczej (głowa miasta Kijowa Witalij Kłyczko powiedział w rozmowie z niemieckim Spieglem, że systemy IRIS-T uzyskały stuprocentową skuteczność) i coraz większego doświadczenia żołnierzy. Z drugiej – dostaw agregatów prądotwórczych, dzięki którym można zminimalizować negatywne skutki przerw w dostawach energii elektrycznej tam, gdzie miałyby one najtragiczniejsze skutki. Wreszcie z trzeciej – doświadczenie zyskują też pracownicy branży energetycznej, którzy coraz sprawniej usuwają uszkodzenia.



Tymczasem Ukraińcy i Ukrainki swoim zachowaniem wciąż dają najeźdźcom do zrozumienia, że ani myślą dać się zastraszyć. Kłyczko stwierdził, że liczba ludności w stolicy – szacowana na podstawie obecności telefonów komórkowych logujących się do sieci – wróciła już niemal do przedwojennego poziomu. W styczniu było 3,8 miliona, w marcu – niespełna milion, obecnie jest 3,6 miliona.

Sytuacja na froncie

Linia frontu już od dłuższego czasu pozostaje statyczna, przynajmniej oglądana z odpowiednio dużej odległości. Jeśli jednak zejdziemy na szczebel taktyczny, niektóre odcinki wciąż żyją i przesuwają się w tę i we w tę. Najwięcej dzieje się oczywiście w sektorze od Swatowego do Kreminnej (czy właściwie do Lisiczańska), gdzie Ukraińcy szukają miejsca, w które mogliby się wgryźć i przełamać obronę okupantów, ci zaś kontratakują (chyba bez większego ładu i składu), próbując odepchnąć nieprzyjaciela w tył.

Minionej nocy ukraińska artyleria intensywnie ostrzeliwała infrastrukturę kolejową w Swatowem. Prawdopodobnie Rosjanie ściągali tamtędy dodatkowe siły – do walki albo pod samym Swatowem, albo bliżej Kreminnej – a Ukraińcy o tym wiedzieli.

W Donbasie, rzecz jasna, także sporo się dzieje, ale tam obie strony jak były ugrzęźnięte, tak są nadal. Obrona Bachmutu trzyma się mocno, Rosjanie przesuwają się najwyżej o parę, paręnaście metrów na niektórych (króciutkich) odcinkach. Podobne skutki przynosi pełzająca ofensywa mająca doprowadzić do okrążenia Awdijiwki. Tu kluczowa jest obecnie miejscowość Opytne, której południowa część jest kontrolowana przez Rosjan (ściślej: „żołnierzy” neonazistowskiej Grupy Wagnera), a północna – przez Ukraińców.



W kwestii dementowania fake newsów chcemy zwrócić uwagę Czytelników na poniższy filmik. Krąży on ostatnio w sieci z opisem sugerującym, iż jest to rosyjska kolumna szykująca się do wejścia do działań gdzieś na południowym odcinku frontu. W rzeczywistości nagranie pochodzi z pierwszych tygodni wojny i wykonano je przy granicy ukraińsko-białoruskiej, w pobliżu Narowli.

I jeszcze na koniec dobre wieści z obwodu chersońskiego. 27 grudnia pod ostrzałem HIMARS-ów znalazło się miejsce (sztab, stanowisko dowodzenia), w którym przebywało kilku starszych oficerów 36. Armii Ogólnowojskowej. Najstarszy stopniem był pułkownik Marat Gadżybałajew.

Heneralnyj sztab ZSU