Ukraińcy po raz kolejny wzięli się za uprzykrzanie życia personelowi bazy lotniczej Engels-2 pod Saratowem, odległej o ponad 600 kilometrów od nieokupowanego terytorium Ukrainy. Jest to już drugi atak na tę bazę w ciągu jednego miesiąca. Podobno i tym razem do uderzenia wykorzystano rozpoznawcze bezzałogowe aparaty latające Tu-141 Striż przerobione na samoloty pociski, chociaż scenariusz ten ma pewne dziury, o których niżej. Jeden bsl (nie wiadomo, czy jedyny użyty) spadł prawdopodobnie na budynek na terenie bazy używany przez personel lotniczy. Niektóre źródła podają, że był to punkt dowodzenia bazą.

Według oficjalnego komunikatu władz rosyjskich przekazanego przez agencję TASS „26 grudnia około 1.35 czasu moskiewskiego [w Saratowie 2.35] rosyjska obrona przeciwlotnicza strąciła na małej wysokości zbliżający się do lotniska wojskowego Engels ukraiński bezzałogowy aparat latający”. Nieoficjalnie wiadomo, że kolejne cztery osoby zostały ranne i trafiły do szpitala. Jeżeli atak rzeczywiście przebiegł tak, jak twierdzą Rosjanie, byłaby to nader nietypowa sytuacja – i ogromny pech tych, którym ukraiński dron (szczątki drona?) spadł na głowę. Oficjalnie strat w samolotach nie stwierdzono.



Z kolei Ukraine Battle Map na Twitterze ustalił na podstawie dostępnych zdjęć i nagrań eksplozji najbardziej prawdopodobne miejsce uderzenia ukraińskiego drona. Wskazano wysuniętą najdalej na północ część płyty postojowej, gdzie nie ma żadnych budynków. Jeśli wyliczenia są poprawne, mogłoby to wskazywać na zniszczenie samolotu i porażenie załogi lub pracujących przy nim techników.

W tym miejscu możemy powtórzyć to, co pisaliśmy na początku grudnia. Jeżeli faktycznie pięćdziesięcioletnia maszyna – owszem, dość szybka, ale przecież nawet nie naddźwiękowa (prędkość przelotowa około 1000 kilometrów na godzinę) – zdołała przelecieć 600 kilometrów w rosyjskiej przestrzeni powietrznej, będzie to kompromitacja na miarę legendarnego lotu Mathiasa Rusta do Moskwy. Tylko oczywiście Mathias Rust zrobił to raz. Jeśli zaś jakimś sposobem Ukraińcy przewieźli mniejszego drona na teren Rosji i stamtąd wypuścili nad cel, owszem, będzie to usprawiedliwienie dla obrony przeciwlotniczej, ale zarazem monumentalna kompromitacja FSB i jej szefa Aleksandra Bortnikowa.

Wprawdzie nie mamy szczególnie dobrego zdania o możliwościach rosyjskiej opl, ale mamy wątpliwości, czy Ukraińcy rzeczywiście chcieliby przerabiać garstkę posiadanych Striżów na pociski manewrujące. W latach 2014–2021 sprawdzały się one nieźle w swoich właściwych zadaniach, czyli jako bezzałogowce rozpoznawcze. Niezależnie od wsparcia wywiadowczo-rozpoznawczego, którego udzielają Ukrainie zachodni sojusznicy, przelecenie się z kamerą w nad wyznaczoną strefą stanowi niepowtarzalne źródło solidnych informacji, a Tu-141 ma w tej dziedzinie przewagę prędkości nad małymi komercyjnymi dronami. Dlatego też (z pewnym wahaniem) skłaniamy się ku „specjalsom” z mniejszymi dronami działającym w głębi Rosji.

Ołeksij Arestowycz, doradca szefa kancelarii prezydenta Ukrainy, sugeruje, że Rosjanie zaplanowali na dzisiaj zakrojone na dużą skalę uderzenie pociskami manewrującymi. Atak na bazę Engels miał udaremnić te plany.



Engels, gdzie stacjonują strategiczne nosiciele pocisków manewrujących Tu-95 i Tu-160, jest bazą macierzystą 121. Gwardyjskiego Sewastopolskiego Pułku Ciężkiego Lotnictwa Bombowego i 184. Pułku Ciężkiego Lotnictwa Bombowego. Pojawiły się nieoficjalne doniesienia, jakoby rosyjskie WKS zarządziły częściową ewakuację bazy. Niektóre stacjonujące tam samoloty odesłano na inne lotniska.

Najlepszym podsumowaniem tego epizodu okazała się informacja, iż dziś wieczorem nad Saratowem rozległ się dźwięk syreny alarmu lotniczego. Nie, tym razem to nie Ukraińcy zaatakowali po raz kolejny. Tym razem to Rosjanie testowali działanie systemu alarmowego w bazie Engels. Rychło w czas.

Kreminna

Na terenie Ukrainy linia frontu w ciągu ostatnich kilku tygodni pozostawała – z niewielkimi wyjątkami – statyczna. Najzaciętsze walki trwają obecnie pod Kreminną. Ukraińcy odbili niedawno (oficjalnie potwierdzono to dziś) dwie ważne wsie zabezpieczające dostęp do tego miasta, Czerwonopopiwkę i Dibrową. Ta pierwsza jest szczególnie istotna, gdyż leży na drodze R66, wiodącej na północ do Swatowego.

Rosjanie prawdopodobnie próbowali kontratakować na kierunku Płoszczanka–Newśke, tak aby podkopać lewą flankę sił ukraińskich walczących o zdobycie Kreminnej. Kontrataki te nie przyniosły zakładanego skutku, ale na razie okupanci wokół Kreminnej trzymają się mocno i nic nie wskazuje, aby doszło do przełamania frontu.

Kreminna znalazła się jednak w połowicznym okrążeniu i niewykluczone, że Ukraińcy chcą tu powtórzyć manewr, który przyniósł im taki sukces pod Oskiłem: zagrożą Rosjanom domknięciem kleszczy i pozostawią jedną, niezbyt wygodną drogę odwrotu pod ostrzałem. A jeśli okupanci zostaną na miejscu, zostaną odcięci i albo się poddadzą, albo zginą.

Bachmut

Najdłuższa bitwa tej wojny za jakiś czas może się okazać także najbardziej krwawa, a w ukraińskiej mitologii narodowej urośnie zapewne do podobnych rozmiarów co obrona Westerplatte w naszej mitologii. Z tą różnicą, że Ukraińcy swoje Westerplatte mogą jeszcze obronić, mimo ogromu sił zaangażowanych przez Moskali. Po tym, jak obrońcy wyparli przeciwnika ze wschodnich obrzeży miasta, Rosjanie zdołali uchwycić na nowo jedynie minimalny skrawek Bachmutu. Nie dają rady także w Sołedarze, a na południe od Bachmutu utknęli w Kliszczijiwce. Na południu na korzyść obrońców działa ukształtowanie terenu – Rosjanie muszą praktycznie cały czas walczyć pod górę.

Najeźdźcy prawdopodobnie chcą zrobić z Bachmutem to, co Ukraińcy z Kreminną – zamknąć kleszcze wokół miasta. Ale to nie będzie proste zadanie. Fin Emil Kastehelmi zwraca uwagę, że jeśli nawet zajmą Kliszczijiwkę, wciąż będą musieli atakować pod górę i na terenie, na którym będą dobrze widoczni i wystawieni na ostrzał tak bezpośredni, jak i pośredni. Co więcej, przy dotychczasowym tempie natarcia zamknięcie okrążenia może być kwestią kilku miesięcy.



Coraz więcej analityków twierdzi, że zaczyna im brakować amunicji. Nie że tak w ogóle, w skali globalnej, ale właśnie pod Bachmutem, gdzie moskalska logistyka po prostu nie wyrabia. Współgra z tymi analizami poniższe nagranie, w którym neonaziści z Grupy Wagnera obrażają szefa sztabu generalnego Walerija Gierasimowa i skarżą się na brak amunicji artyleryjskiej.

Chersoń

Linia frontu na dolnym Dnieprze jest i w najbliższym czasie pozostanie nieruchoma. Okres świąteczny (rachunku zachodniego) okazał się jednak tragiczny dla tego miasta. 24 grudnia Rosjanie ostrzelali miasto, wyraźnie mając na celu zastraszenie ludności cywilnej. W ataku – o który Kreml z właściwą sobie perfidią oskarżył Ukraińców – zginęło jedenaście osób, a ponad sześćdziesiąt zostało rannych, ale niektórzy ludzie z tej drugiej grupy – osiemnastu według najnowszych danych – wciąż walczą o życie w szpitalach.

25 grudnia w Chersoniu zginęło zaś trzech saperów Służby Ochrony Cywilnej usuwających miny i improwizowane ładunki wybuchowe pozostawione przez okupantów. Bezpośrednio w eksplozji życie stracili Serhij Kurinnyj i Dmytro Krasnoszczokow. Ich kolega, Ołeksij Sycz, zmarł w drodze do szpitala.

Ukraińscy sabotażyści

Na koniec dzisiejszego sprawozdania powróćmy jeszcze do kwestii ukraińskich żołnierzy działających w głębi terytorium nieprzyjaciela. Nie jest to oczywiście nic nowego, mimo że konkretów z natury rzeczy znamy mało (na przykład w kwietniu Ukraińcy zniszczyli linię kolejową w obwodzie briańskim).

Rosjanie pochwalili się dzisiaj zabiciem czteroosobowego zespołu ukraińskiego, również przebywającego w obwodzie briańskim. Nie wiadomo, kiedy dokładnie do tego doszło, ani w jaki sposób Ukraińcy stracili życie, ale śnieg wskazuje, że nagranie wykonano stosunkowo niedawno, a stan zwłok widocznych na nieocenzurowanym filmie wskazuje na minę lub inny duży ładunek wybuchowy.

Jewhen Karaś, szef skrajnie prawicowego ugrupowania Sicz (zapisywanego po ukraińsku jako С14, co ma odzwierciedlać pisownię Січ), potwierdził, że nie mamy tu do czynienia z rosyjską mistyfikacją. Członkowie tego zespołu byli powiązani z nacjonalistyczno-anarchistyczno-chrześcijańską partią Bractwo, mieli od 19 do 38 lat. Podejrzewamy, że właśnie taki zespół, tyle że złożony z lepiej wyszkolonych komandosów SSO, może być odpowiedzialny za ataki na bazę Engels.

Alex Beltyukov, Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 Unported