Łyman wzięty, teraz już oficjalnie, potwierdzają to źródła zarówno proukraińskie, jak i prorosyjskie. Od momentu przecięcia korytarza łączącego miasto (i broniących go Rosjan) z Kreminną, Rubiżnem ługańskim i Siewierodonieckiem rozbicie oddziałów przeciwnika i zmuszenie ich do kapitulacji zajęło jeden dzień. Według ukraińskiego sztabu generalnego wszyscy Moskale, którzy zostali w Łymanie, zamiast się wycofać, albo się poddali, albo zginęli. Wojskowa faza bitwy, bardzo kosztownej dla Rosjan (rzekomo 4–5 tysięcy zabitych i jeńców) dobiegła końca, teraz trwa faza policyjna, czyli zabezpieczanie miasta i likwidacja niedobitków sił okupacyjnych.

Trzy tygodnie temu, kiedy walił się cały rosyjski front w obwodzie charkowskim, pojawiły się pierwsze informacje o odbiciu Łymanu (okupowanego wówczas od blisko czterech miesięcy). Wkrótce okazało się, że nie mają wiele wspólnego z prawdą, ale i tak zwiastowały początek końca. ZSU zaczęły systematyczne okrążanie Łymanu i wypychanie Rosjan z kolejnych okolicznych wsi. Znamienne, że nie podjęto próby frontalnego uderzenia na miasto – co jaskrawię kontrastuje z rosyjskimi próbami zajęcia Bachmutu, gdzie najeźdźcy próbują równocześnie oskrzydlić miejscowość i wedrzeć się do niej na rympał.



Najlepszy polski analityk zajmujący się wojną w Ukrainie, Konrad Muzyka, zwraca uwagę na różnicę między ofensywą w obwodzie charkowskim a bitwą o Łyman. O ile w tej pierwszej Ukraińcom pomogło przemieszczenie znacznych sił okupacyjnych do obwodu chersońskiego, o tyle w bitwie o Łyman Ukraińcy dowiedli swojej wyższości bez żadnego handicapu. Przeciwnie, bitwa i jej preludium trwały tak długo, że gdyby Rosjanie chcieli (i mieli zasoby), mogliby bez większych problemów zorganizować wzmocnienie garnizonu Łymanu.

Powstaje też pytanie, jak – i czy w ogóle – Putin rozegra politycznie utratę Łymanu. W końcu dopiero co anektował cztery ukraińskie obwody, a ustami swojego rzecznika Dmitrija Pieskowa groził, że każdy atak na nowo inkorporowane terytoria będzie traktowany jako agresja przeciwko Rosji. No więc mamy pierwszą taką „agresję”. Czy Kreml uzna, że słowa to wiatr, i będzie udawał, że tak właściwie to nic się nie stało?

Kreminna

Zabezpieczywszy Łyman, Ukraińcy przesunęli się już dalej na zachód. Dziś wieczorem ukraińska artyleria zaczęła zajmować stanowiska ogniowe i ostrzeliwać Rosjan broniących Rubiżnego ługańskiego, Lisiczańska, Kreminnej i Siewierodoniecka. Z Torśkego, czyli leżącej najdalej na wschód wsi zajętej przez Ukraińców w tym rejonie, do Kreminnej jest zaledwie szesnaście kilometrów, do centrum Siewierodoniecka – niecałe czterdzieści.

Od czasów antycznych wiadomo, że przeciwnik jest najsłabszy wtedy, kiedy jest rozproszony i ucieka, wtedy można mu zadać największe straty. ZSU nie marnują czasu i starają się zdyskontować chaos (żeby nie powiedzieć: panikę) wśród pododdziałów, które zdołały się wycofać z Łymanu. Trudno oczekiwać, aby zdołały one teraz zorganizować jakąkolwiek solidną obronę w Kreminnej, a więc miasteczko to najpewniej wkrótce trafi na listę odbitych przez ukraińskie wojsko. Przez Kreminną biegnie także droga (R66) i linia kolejowa wiodąca ze Swatowego do Siewierodoniecka.

Jedyna nadzieja Rosjan w tym, że obrońcy Łymanu zdołali im kupić wystarczająco dużo czasu, podobnie jak wcześniej ukraińscy obrońcy Mariupola kupili czas towarzyszom broni w Donbasie i obwodzie chersońskim. Ale chociaż bitwa o Łyman trwała trzy tygodnie, Rosjanie zmarnowali ten czas. Mobilizację ogłoszono zaledwie dziesięć dni temu, pierwszych mobików posłano na front trzy dni później. Gdyby znaleźli się tam trzy tygodnie wcześniej, oczywiście większy ich odsetek byłby już zginął, ale też większy odsetek można by zorganizować w jako tako dowodzone pododdziały, które teraz mogłyby zabezpieczyć Kreminną. A tu klops – takich pododdziałów nie ma. Jest tylko masa mięsa armatniego, które nie da rady się przeciwstawić dobrze wyposażonym, zdyscyplinowanym Ukraińcom niesionym impulsem kolejnego zwycięstwa.

Tymczasem wczoraj Wołodymyr Zełenski odwołał jesienny pobór do wojska, a jednocześnie odwołał jesienną turę demobilizacji żołnierzy służby zasadniczej. To już druga taka decyzja – w kwietniu odwołano wiosenne rundy poboru i demobilizacji.



Rzecz jasna, garnizon Łymanu miał się bronić do ostatniego żołnierza. Dlaczego? Ze względów zarówno operacyjnych, jak i politycznych. Te pierwsze dałoby się jeszcze obejść, gdyby wcześniej zarządzono porządny odwrót na nową linię obrony, ale te drugie były niewzruszone. Putin kazał bronić, sołdat musi bronić. Dlatego też dosłano tam posiłki, które Ukraińcy przerobili na granulat razem z wcześniej obecnymi jednostkami. Rozbita została między innymi 58. Armia Ogólnowojskowa, która czternaście lat temu brała udział w ataku na Gruzję.

Skutek jest taki, że teraz nie ma Łymanu, zaraz nie będzie Kreminnej, a do tego otworem przed Ukraińcami stanęła północna część obwodu ługańskiego. Rosjanie wycofują się teraz na linię rzeki Krasnej – biegnącej przez Kreminną i Swatowe, będącej dopływem Dońca. Na tę drugą miejscowość wkrótce będą się kierować ukraińskie oddziały z przyczółka kupiańskiego, który powoli jest rozszerzany, ale nie ma pewności, jak obecnie biegną jego granice.

Obwód chersoński

Chcielibyśmy napisać co nieco o sytuacji w obwodzie chersońskim, ale Ukraińcy wciąż utrzymują tam ścisłą blokadę informacyjną, Rosjanie zaś mało piszą o tym odcinku frontu – ich uwaga skupia się na tym, co się dzieje nad Dońcem. Wiadomo, że trwają zacięte walki w okolicy przyczółka pod Dawydiwym Bridem, prawdopodobnie bardziej intensywne w ciągu ostatnich kilku dni niż w minionych dwóch tygodniach. Ukraińskie pociski spadły dziś po południu na posterunek policji w okupowanym Berysławiu (nad Dnieprem, naprzeciwko Kachowki). Także w samym Chersoniu słyszano dziś eksplozje.

30 września ukraińska obrona terytorialna strąciła śmigłowiec uderzeniowy Ka-52 w obwodzie zaporoskim.

Aktualizacja (1.35)

W rosyjskim internecie zaczęło się szukanie winnych klęski w Łymanie. Czeczeński watażka i zbrodniarz Ramzan Kadyrow oraz rosyjski faszysta i zbrodniarz Jewgienij Prigożyn najwyraźniej zawiązali tu sojusz i zgodnie atakują oficerów bezpośrednio dowodzących obroną Łymanu (z generałem-pułkownikiem Aleksandrem Łapinem na czele), a także samego szefa sztabu Walerija Gierasimowa, który rzekomo nie usłuchał rady Kadyrowa, by zdjąć Łapina ze stanowiska. Kadyrow nawołuje także do użycia broni jądrowej w Ukrainie.

Pojawiają się również głosy w obronie Łapina. Jego stronnicy przypominają, że to on doprowadził do stosunkowo łatwego zajęcia Lisiczańska dzięki okrążeniu o, mimo że pierwotny plan zakładał szturm frontalny. Łapin jest ponoć aktywnym i rozsądnym dowódcą, który nie boi się przyjeżdżać na pierwszą linię, a w Łymanie zgubiły go problemy z łącznością i kontrolą nad poszczególnymi pododdziałami.



Po kilku tygodniach względnego spokoju na lotnisku Belbek na północ od Sewastopola ponownie doszło do eksplozji, ale tym razem niespowodowanej przez Ukraińców (a przynajmniej nic na to nie wskazuje). Po prostu samolot wypadł z pasa podczas startu, rozbił się i spłonął, a jako że startował, miał pełen zapas paliwa, który stał się źródłem ogromnego słupa dymu.

W jednym z Krabów, które przekazaliśmy Ukrainie, pękła niedawno lufa. To wyraźny symptom intensywnego – nazbyt intensywnego — użycia na froncie.

Tymczasem wieść gminna niesie, że otrzymane od Niemiec zestawy przeciwlotnicze Gepard – jeśli nie wszystkie, to przynajmniej niektóre – wycofano ze strefy przyfrontowej i przeniesiono do dużych miast. Gepardy mają polować na irańskiej produkcji amunicję krążącą używaną przez Rosjan do ataków na skupiska ludności. Poniższe zdjęcia ministra obrony Ołeksija Reznikowa wykonano w Odessie.

Washington Post informuje, powołując się na źródła w amerykańskich i ukraińskich służbach wywiadowczych, że Putin osobiście zatwierdził wymianę jeńców, dzięki której Ukraińcy odzyskali oficerów z garnizonu Azowstali, a rosyjski dyktator – swojego kolesia Wiktora Medwedczuka, ukraińskiego zdrajcę. Medwedczuk miał się stać namiestnikiem okupowanej Ukrainy po tryumfalnej „specjalnej operacji wojskowej” (Putin jest też ojcem chrzestnym jego córki). FSB miała ostrzegać Putina, że taka wymiana wywoła oburzenie w Rosji.

Tak też się stało. Oficerowie „Azowa” i zagraniczni ochotnicy byli najcenniejszymi jeńcami, których Rosja miała do dyspozycji. Spożytkowanie takiego skarbu, w tym prominentnych „nazistów” (według kremlowskiej propagandy), po to, aby Putin mógł odzyskać wiernego kamrata, nie mogło się spodobać prostym żołnierzom, niezależnie od tego, jaką rolę odgrywają w tej wojnie i jak chętnie w niej uczestniczą. Putin jednak zdecydował, że gangsterska lojalność wobec oligarchów, którzy pomagają mu utrzymać władzę, jest ważniejsza.

Z kolei Le Monde donosi, że haubice samobieżne CAESAR (6–12 egzemplarzy), które miały trafić do Danii, prawdopodobnie zostaną przekazane Ukrainie. Będzie to wymagało pewnej ekwilibrystyki formalnej, ale pozwoli Ukrainie wzmocnić wojska lądowe działami, które zdobyły już uznanie tamtejszych artylerzystów, tymczasem Kopenhaga i producent CAESAR-ów, Nexter, zyskają czas na spokojne omówienie kwestii technicznych sprawiających, że Dania wciąż nie odebrała swoich haubic.

Heneralnyj sztab ZSU