Od wielu lat zachęcamy naszych Czytelników do zainteresowania się wspaniałą rozrywką, jaką są wszelkiego rodzaju pokazy lotnicze. Każdego sezonu, które trwają przeważnie od maja do początku października, jeździmy po Polsce i Europie na różne imprezy tego typu, aby zdać Wam relacje. Zwykle były to imprezy lokalne bądź regionalne na skalę Europy Środkowej. Tym razem mamy dla Was coś specjalnego – największe na świecie pokazy lotnicze o charakterze militarnym, słynny brytyjski Royal International Air Tattoo!
O randze tej imprezy świadczyć może fakt, że w zeszłym roku jednym z występujących samolotów był F-22 Raptor, a pojawił się i F/A-18 Super Hornet. We wcześniejszych edycjach brał udział także bombowiec B-2. W tym toku aż takich gwiazd nie było, jednak program lotów wypełniony był co do minuty, a jedynie pogoda przeszkodziła w pełnej jego realizacji. Na wystawie statycznej i w powietrzu można było zobaczyć ponad sto samolotów wszelkich klas i typów. Nie zabrakło także śmigłowców. Wśród gwiazd tegorocznej edycji organizatorzy wymienili miedzy innymi zespoły akrobacyjne Red Arrows, Frecce Tricolori, Saudi Hawks i Viper Team, odrestaurowany brytyjski bombowiec strategiczny z czasów „zimnej wojny” Avro Vulcan oraz obecny jedynie na wystawie statycznej należący do lotnictwa Ukrainy myśliwiec Su-27. Ten ostatni nie łatał z powodu ogólnego słabego poziomu wyszkolenia tamtejszych pilotów, którzy od pewnego czasu w ogóle nie wykonują akrobacji na pokazach. Od siebie dodałbym jeszcze solowy występ tureckiego F-16. Nie można też zapominać o kilku maszynach, które brały udział w ostatniej edycji Tiger Meet i prezentowały się w efektownych tygrysich malowaniach. Jak widać było w czym wybierać, a to tylko najważniejsze punkty programu.
Do samolotów jeszcze wrócimy, zacznijmy od spraw organizacyjnych. Spośród wielu innych pokazów RIAT wyróżnia się tym, że nie ma sprzedaży biletów w kasach na lotnisku w dniu pokazów. Są do nabycia jedynie w przedsprzedaży i nie da się o nich powiedzieć, by były tanie. Za jakość trzeba jednak płacić. Dojazd zorganizowano perfekcyjnie, przynajmniej jeśli chodzi o gości przyjeżdżających pociągami, a następnie przesiadających się na autobusy dowożące ich pod samą bramę wejściową na lotnisku. Choć podróż trwała około 40 minut wąskimi, wiejskimi drogami, autobus ani razu nie stał w korku. Na miejscu sprawna kontrola bezpieczeństwa, sprawdzenie biletów i można było rozpoczynać zabawę. Właściwie można by było, ale pogoda skutecznie to uniemożliwiała. Zarówno w sobotę, jak i w niedzielę od rana padał silny deszcz, który nie tylko uniemożliwiał latanie, ale odbierał także chęć do spacerowania i zwiedzania wystawy statycznej. Ludzie chronili się w namiotach wystawowych i pod wszelkimi dostępnymi dachami. Były to jednak tylko złe miłego początki, bo w sobotę o godzinie 13, a w niedzielę już około 11 przejaśniało się i pokazy ruszały. Pierwotnie jednak miały zaczynać się o 9.30, więc pomimo ich wydłużenia poza planowaną godzinę 18, nie udało się zmieścić wszystkich maszyn. Ani w sobotę, ani w niedzielę nie udało się zaprezentować Hiszpanom z Patrulla Águila. Szkoda.
Wystawa statyczna
Aby zobaczyć wszystkie rozstawione wzdłuż lotniska samoloty na wystawie statycznej, trzeba było przejść ładnych kilka kilometrów. Kto nie miał siły, mógł skorzystać z darmowego autobusu zatrzymującego się w różnych punktach lotniska. By relacja nie zamieniła się w wyliczankę ograniczę się jedynie do przedstawienia najciekawszych maszyn, a więcej będzie można zobaczyć na zdjęciach.
Dużą ciekawostką były na pewno C-130 z tak egzotycznych dla nas krajów, jak Arabia Saudyjska, Jordania i Oman. Były również Herculesy z USA, nie tylko w wersji transportowej, ale też MC-130 przystosowanej do wykonywania misji na rzecz oddziałów specjalnych za liniami wroga. Skoro jesteśmy przy Amerykanach, nie można nie wspomnieć o B-52 czy kilku maszynach rozpoznania elektronicznego (Mercury E-6B i RC-135), które może nie zachwycają sylwetką, ale odgrywają coraz większą rolę na współczesnym polu walki. Jak wspomniałem, jedną z gwiazd był ukraiński Su-27, któremu towarzyszył olbrzymi Ił-76. Miłośnicy większych samolotów mogli też zobaczyć latającą cysternę KC-135 czy brytyjski i niemiecki samolot do przewożenia VIP-ów i ładunków – odpowiednio były to A330 MRTT i A310.
Jeśli chodzi o mniejsze samoloty, i tu nikt nie mógł czuć się zawiedziony. Były brytyjskie Tornado i Typhoon, amerykańskie F-16 i wspominane już „tygrysie” Mirage 2000, niemieckie Tornado czy belgijski F-16. Maszyny naszych zachodnich sąsiadów prezentowały się wyjątkowo i moim zdaniem były najładniejszymi samolotami tych pokazów. Szkoda, że nie można ich było zobaczyć w powietrzu, ale nie pamiętam, kiedy ostatnio Niemcy latali na jakichkolwiek air show. Wystawiono także wiele lokalnych konstrukcji zabytkowych jak choćby Vampire, Venom czy Dragon.
Nie można zapomnieć o śmigłowcach, wśród których znalazły się holenderski Apache, Chinooki z Holandii i Wielkiej Brytanii, nowoczesne EH-101 Merlin i klasyczne już CH-53 z Niemiec czy kilka odmian Lynxa i Sea Kinga. Załoga holenderskiego dwuwirnikowca z dumą prezentowała trofeum dla najlepszej ekspozycji statycznej pokazów.
Występy dynamiczne solo
Trudno jednoznacznie wskazać najciekawszy punkt programu. Jeden będzie zachwycał się zwrotnością i mocą myśliwców, inny majestatem bombowców, a jeszcze kto inny będzie zachwycony pokazami historycznych samolotów z drugiej wojny światowej. Na RIAT każdy znalazł coś dla siebie.
Dla miłośników myśliwców nie lada gratką była możliwość obejrzenia i porównania aż czterech F-16 pochodzących odpowiednio z Belgii, Danii, Holandii i Turcji. Można było porównać kunszt pilotów i efektowne malowania samolotów. Pod względem samego lotu najlepiej wypadli Belg i Turek, jednak Holender jak zwykle sporo nadrabiał malowaniem płatowca. Duńczyk zasłużył co najwyżej na ocenę dostateczną, ale na jego obronę trzeba wspomnieć, że jako jedyny nie należy do wyspecjalizowanego demo teamu i nie koncentruje się tylko na pokazach.
Z innych maszyn był między innymi szwedzki Gripen, włoskie Tornado IDS czy Typhoon, który w odróżnieniu od pokazowego obyczaju zaprezentował się z podwieszonym uzbrojeniem, a przynajmniej jego atrapami. Występujące w parze brytyjskie Tornada wzięły udział w symulowanym ataku na cele naziemne, a ich pokaz uzupełniono efektami pirotechnicznymi. Skoro już przy atakowaniu celów na ziemi jesteśmy, nie można nie wspomnieć o amerykańskim A-10 Thunderbolt II, który również popisywał się swoimi możliwościami. Wprawdzie w sobotę jego pokaz przerwano z powodu problemów technicznych zgłoszonych przez pilota, ale w niedzielę wszystko odbyło się już bez przeszkód. Wielką manewrowość zaprezentował Rafale, który wystąpił w okolicznościowym malowaniu z okazji 30 tysięcy godzin wylatanych na tym typie, a stary austriacki Saab J105 jako jedyny z tygrysiego klubu zaprezentował się w powietrzu. Ciekawostką był solowy występ należącego do RAF Hawka, za sterami którego siedziała kobieta. Jest to pierwszy raz, kiedy kobieta została pilotem pokazowym w Wielkiej Brytanii.
Gwiazdą pokazów był odrestaurowany siłami prywatnej fundacji i składek zwykłych ludzi bombowiec strategiczny Avro Vulcan. Zaprezentował niezwykłą jak na maszynę tej wielkości zwrotność i sylwetkę, która czyni go jedną z najbardziej charakterystycznych maszyn tej klasy. Nie da się go z niczym pomylić.
Epoka drugiej wojny światowej reprezentowana była przez myśliwce P-51 Mustang, Spitfire i Hurricane. Towarzyszył im bombowiec Lancaster. Na wystawie statycznej wspierały je też dwie poczciwe Dakoty, które będzie można zobaczyć także na zbliżających się pokazach w Radomiu.
Zespoły akrobacyjne
To na nie zwykle najbardziej czekają wszyscy odwiedzający pokazy lotnicze. Także pod tym względem goście RIAT nie mogli czuć się zawiedzeni. Były zespoły bardzo dobrze znane, znalazło się też miejsce dla kilku zespołów egzotycznych. Szkoda, że nie mogliśmy w powietrzu zobaczyć Hiszpanów.
Z zespołów, które często widujemy na różnych pokazach, przede wszystkim wymienić należy występujący na bodajże najpopularniejszym obecnie typie samolotu szkolno-bojowego na świecie Hawk – Red Arrows. Jest to zespół, który występuje chyba najczęściej, a jednak nigdy się nie nudzi. W tym co robią, są perfekcyjni i słowa nie są w stanie oddać, co podczas ich pokazu widać na niebie. Dlatego odsyłam Was do filmów. O miano najlepszego na RIAT z Red Arrows walczyła nie mniej uzdolniona włoska drużyna Frecce Tricolori na samolotach MB-339. Jak to Włosi, w odróżnieniu od dostojnych Anglików, robią dużo zamieszania. Wykorzystują mnóstwo kolorowych dymów, a ich mijanki cztery na pięć są ich znakiem firmowym. Podobnie jak charakterystyczny komentator mówiący po angielsku z włoskim akcentem, który nieodmiennie wywołuje uśmiech na twarzach słuchaczy.
Wystąpił też popularny prywatny zespół Breitling Jet Team latający na czechosłowackich samolotach L-39, a także Breitling Wingwalkers na czterech Boeingach Stearman. Nie wykonują one zwykłej akrobacji, ale w czasie latania na górnych skrzydłach stoją akrobatki – zabezpieczeni oczywiście.
Z zespołów bardziej egzotycznych wymienić należy trzy: Royal Jordanian Falcons, Saudi Hawks i Viper Team. Pierwszy lata na czterech maszynach Extra 300 co jest raczej niespotykane wśród wojskowych zespołów akrobacyjnych. Ich występ można porównać do polskiego zespołu Żelazny, tyle że na innych samolotach. Zaprezentowali się nieźle, ale z występów solowych wiem, że Extrę 300 stać na więcej. Na plus należy zaliczyć samą ich obecność, bo dostać się z Jordanii na Wyspy na tych małych samolocikach nie jest prostą sprawą. Nie wiem tego na pewno, ale możliwe, że po prostu rozmontowali skrzydła i zapakowali je do towarzyszącego im Herkulesa.
Saudi Hawks to wykorzystujący identyczne jak Red Arrows samoloty Hawk zespół z Arabii Saudyjskiej. Samoloty pomalowane są w saudyjskie barwy narodowe: zielony z białymi akcentami. Ich występ był niezły, ale jak wyżej, już sam fakt ich pojawienia się w Europie stanowił wystarczającą zachętę do ich zobaczenia. Był to dopiero drugi w historii ich występ na Starym Kontynencie, pierwszy miał miejsce na początku lipca w austriackim Zeltweg. Charakterystyczną figurą wykonywaną przez ten zespół jest godło Arabii Saudyjskiej – wykonana przez cztery samoloty palma i dwa samoloty malujące dymem krzyżujące się miecze.
Wreszcie Viper Team – brytyjski prywatny zespół akrobacyjny założony przez pilotów RAF-u, którzy latają na pochodzących z lat pięćdziesiątych myśliwcach Hawker Hunter. Obecnie jest to jedyny zespół latający na tych maszynach. W przeszłości były używane między innymi przez takie teamy jak Black Arrows czy Patrouille Suisse. Może nie zachwycają zwrotnością, ale prezentują moc, duszę i dziedzictwo czasów, gdy samoloty miały być jak najlepsze, a nie tanie.
Zakończenie
RIAT to prawdziwe święto miłośników lotnictwa. Jest na nim wszystko, czego można wymagać od tego typu imprezy. Poza pokazami i wystawą statyczną na lotnisku znajduje się kilkadziesiąt punktów gastronomicznych, które serwowały wszystko od kuchni włoskiej po najbardziej angielskie z angielskich fish & chips. Podobna była liczba stoisk handlowych, na których do nabycia było wszystko, co maniak samolotów może sobie zamarzyć: gadżety zespołów akrobacyjnych, książki, modele RC i do sklejania, lornetki, krzesełka, parasole, a gdyby ktoś zapomniał zabrać ze sobą, także aparaty fotograficzne i części do nich. Prawdziwe koło i fotele z Concorde’a? Paręset funtów i są twoje. Alexandra Burke grająca na żywo do kotleta? Wliczone w cenę biletu.

Stoiska rekrutacyjne armii brytyjskiej zachęcały najmłodszych do zapoznania się z ofertą sił zbrojnych
Łukasz Golowanow

Zespół akrobacyjny Breitling Wingwalkers. Na górnych skrzydłach dobrze widoczne są akrobatki
Łukasz Golowanow
The Royal International Air Tattoo 2011 należy do historii, ale organizatorzy zapraszają już do Fairford na 7–8 lipca 2012 roku. Zaznaczcie sobie tę datę w kalendarzu i zaczynajcie zbierać pieniądze. To co tam zobaczycie warte jest każdego wydanego pensa.
Zobacz materiał wideo jaki przywieźli z Londynu nasi wysłannicy!