Chociaż sezon pokazów lotniczych już za nami, warto cofnąć się nieco w czasie do początków jesieni. Wtedy odbyły się w czeskiej Ostrawie kolejne pokazy wojskowe połączone ze świętem czeskiego lotnictwa – Dni NATO. Jak zwykle nie zabrakło ciekawych pojazdów i samolotów, mimo że w tym roku nie zobaczyliśmy ani jednego lotniczego zespołu akrobacyjnego. Pozostałe maszyny w pełni to zrekompensowały, dostarczając dziesiątkom tysięcy widzów wielu godzin wspaniałych przeżyć. Tym bardziej że było wśród nich kilka perełek mogących być gwiazdami znacznie większych imprez lotniczych.

Pokazy, jak zwykle, składały się z dwóch elementów: części lądowej i lotniczej. W tej pierwszej widzowie mogli zobaczyć różnej maści pojazdy wojskowe. Oczywiście największe zainteresowanie jak zawsze wzbudzały czołgi T-72 i bojowe wozy piechoty BMP-2. Dodatkową atrakcją był udział polskiego Leoparda 2, który w ciągu dwóch dni kilka razy zaprezentował się w pokazie dynamicznym.
fot. Agnieszka Ziółkowska

Dni NATO to jednak nie tylko impreza wojskowa. Prezentują się na niej także inne służby mundurowe z Czech i krajów ościennych: Polski, Niemiec czy Słowacji. Reprezentowane są oddziały policyjne, służby graniczne, celnicy, strażacy, a nawet strażnicy więzienni. Na szczególne wyróżnienie zasługuje motocyklowa Straż Zamkowa z Pragi i konne oddziały ostrawskiej policji.
fot. Agnieszka Ziółkowska

Wśród wielu najmłodszych widzów (ale nie tylko) uznanie większe niż kierowcy czołgów czy piloci myśliwców zdobyły psy służące w policji i straży granicznej. Przed publicznością zaprezentowały umiejętności w tropieniu narkotyków i materiałów wybuchowych, a także jako wierni kompani policjantów – broniący ich i chwytający przestępców. O ile w policji służą przeważnie psy większe i silniejsze, o tyle u celników spotkać można było rozwieź pieski niewielkie, ale o niezwykłych nosach.
fot. Natalia Wirkus

Część lądową uzupełniała wystawa sprzętu wojskowego, który nie brał udziału w pokazach dynamicznych. Można tu było zobaczyć niemal dowolny rodzaj sprzętu używany przez czeskie wojska lądowe, od czołgów przez zestawy przeciwlotnicze, transportery, szpitale polowe i ciężarówki z różną zabudową po sprzęt budowlany.
fot. Maciej Hypś

Tegoroczna edycja była pierwszą, w której wyróżniono jeden kraj jako tak zwane specjalne państwo partnerskie. Każda kolejna edycja będzie takiego partnera specjalnego miała, a pierwszym została Polska. Nasza wystawa była jeszcze bogatsza niż zwykle, a wszystkie polskie stoiska znalazły się w jednym miejscu – samoloty, Rosomak czy ogródek sił specjalnych. Ten ostatni cieszył się wielkim zainteresowaniem, bo oprócz oglądania uzbrojenia dzieci mogły sprawdzić się na minipoligonie, założyć elementy wyposażenia czy dostać gadżet z autografem komandosa. Na to ostatnie trzeba było jednak sobie zasłużyć, na przykład wykonać trzydzieści przysiadów.
fot. Maciej Hypś

Wystawa statyczna samolotów jak zwykle zgromadziła maszyny większe i mniejsze. Do tych pierwszych z pewnością można zaliczyć dwa Herculesy i dwa Spartany, a gwiazdką była latająca cysterna KC-135. Szkoda, że w sobotę belgijski C-130 stał tak daleko. Wokół niego zawsze toczy się imprezowa część pokazów. Polski Hercules i C-295 stały osobno, z resztą polskich gości.
fot. Agnieszka Ziółkowska

Podobnie jak Su-22 w efektownym tygrysim malowaniu. Polacy pokazali wszystkie trzy podstawowe typy naszych samolotów bojowych: Su-22, F-16 i MiG-29. Ten ostatni miał prezentować się także w powietrzu, ale przewidziana do tego maszyna zepsuła się, a pomysłu, by wyciągnąć tę ze statystki i na niej wykonać pokaz, nie udało się zrealizować, gdyż wszystkie drogi kołowania były już zastawione ekspozycją i spowodowałoby to za duże zamieszanie. Na pocieszenie zwiedzający mogli zobaczyć kokpity wszystkich tych samolotów.
fot. Maciej Hypś

Pomimo że goście znad Bosforu nie latali i nie zabrali ze sobą Solo Türka, wzbudzili duży entuzjazm wśród bardziej zaawansowanych miłośników lotnictwa za sprawą dwóch Phantomów, które pojawiły się w Ostrawie. Po ich wycofaniu w Niemczech F-4 pozostają na służbie w Europie jedynie w Grecji i Turcji, a i tam zostaną niedługo wycofane. Dlatego była to jedna z ostatnich okazji, by zobaczyć na własne oczy te kultowe samoloty z czasów zimnej wojny.
fot. Maciej Hypś

Hitem tegorocznej edycji pokazów w powietrzu miał być z pewnością V-22 Osprey. Po pierwsze: dlatego że to niezwykła konstrukcja łącząca zalety śmigłowca i samolotu, a po drugie: dlatego że bardzo trudno obecnie w Europie zobaczyć na pokazach w powietrzu jakikolwiek amerykański samolot wojskowy. Choć obecny był tylko w sobotę, rzeczywiście spotkał się z wielkim zainteresowaniem, aczkolwiek jego pokaz w powietrzu wzbudził mieszane uczucia, ograniczył się bowiem do kilku kręgów nadlotniskowych w różnym układzie śmigieł.
fot. Maciej Hypś

Drugim mocnym akcentem pokazów był udział gości ze Szwecji, którzy poza Herculesem przysłali zabytkowego Drakena i Viggena. Samoloty te wykonały wspólny przelot z czeskim Gripenem, ukazując dziedzictwo i postęp konstrukcji lotniczych Saaba. Następnie każdy z nich dał pokaz solowy. A w dziedzinie przelotów grupowych mieliśmy jeszcze dwa: prezydenckiego A319 w towarzystwie pary Gripenów i pary L-159 oraz czeskiego tercetu szkolno-bojowego: L-29, L-39 i L-159.
fot. Agnieszka Ziółkowska

O ile Viggena mogliśmy zobaczyć w Ostrawie już roku temu, o tyle Draken był zupełną nowością, a jest to samolot bardzo ciekawy. Zaprojektowano go i zbudowano ściśle według szwedzkich wymagań, nakierowanych na możliwość operowania z dróg publicznych i łatwość obsługi przez żołnierzy poborowych po krótkim przeszkoleniu. Ponadto wyróżnia się niezwykłym układem podwójnej delty. Był też jednym z pierwszych europejskich myśliwców osiągających prędkość naddźwiękową. Mimo zaawansowanego wieku Drakeny ciągle wykorzystywane są w USA do szkolenia pilotów.
fot. Maciej Hypś

Skoro jesteśmy przy samolotach Saaba, wspomnijmy też o Gripenach. Czeski rząd niedawno ogłosił przedłużenie leasingu tych samolotów i najprawdopodobniej właśnie z tą decyzją związana jest tak duża obecność Saaba na dwóch ostatnich Dniach NATO. Wszyscy są zadowoleni: Szwedzi zarobią, Czesi mają porządny samolot bojowy, a widzowie mają co oglądać. Na przykład ten egzemplarz w nowym, tygrysim malowaniu.
fot. Maciej Hypś

Na pokazach zaprezentowały się trzy różne F-16: grecki, duński i holenderski. Każdy pokaz był inny, ale wszystkie efektowne. O ile Grek latał jak zwykle nisko, głośno, można powiedzieć: brutalnie, o tyle sojusznicy z północy postawili na technikę. Holender ma dni lepsze i gorsze (ten był zdecydowanie lepszy), ale poniżej pewnego poziomu nie schodzi, lecz duńskie demo wzbudzało pewne obawy o poziom. To był szok: Duńczyk latał wspaniale, dynamicznie i raz po raz odpalał flary, do których jeszcze wrócimy. Było to dla mnie największe zaskoczenie in plus tegorocznej edycji Dni NATO.
fot. Maciej Hypś

Flary, flary, flary. To jest to, co misie lubią najbardziej. Oczywiście poza hukiem, zapachem, efektownymi manewrami, zespołami, ciekawymi malowaniami… Na niektórych pokazach ich używanie ograniczają liczne obostrzenia, do zakazu włącznie, alle nie w Ostrawie. Kto tylko je miał na pokładzie, ten odpalał: pojedynczo, parami, serią – byle jaśniej, byle efektowniej. Szpan na całego. Odpalał Duńczyk, odpalał Holender (co trzeba podkreślić: nie w pas startowy), odpalał też Fin z dalekiej północy. Poza nimi nie żałowali sobie Czech i Grek.
fot. Maciej Hypś

Nie mogło zabraknąć także śmigłowców. Poza tradycyjnymi pokazami Mi-24 i Mi-171 w różnych konfiguracjach były też EC 135 i Bell 412 należące do czeskiej policji. Szkoda, że w tym roku w powietrzu zabrakło belgijskiego A109, który ze swoimi flarami idealnie wpasowałby się w odrzutowe towarzystwo. Na ziemi towarzyszyły mu austriacki UH-60, polski Mi-17 i śmigłowce gospodarzy.
fot. Maciej Hypś

Jak co roku imprezę odwiedziły dziesiątki tysięcy gości. Organizatorzy mówią o liczbie około dwustu tysięcy. I było to widać w każdym miejscu lotniska i okolic. Wszyscy świetnie się bawili, czemu z pewnością dopomogła piękna pogoda. W ciągu dnia temperatury dochodziły chyba do dwudziestu stopni, co jak na końcówkę września w górach nie jest codziennością. Nie pamiętam, by w którejś z trzech poprzednich edycji, w których uczestniczyłem, było tak ciepło. Jak zwykle – poza organizacją parkingów, której nie da się zmienić – nie można nic zarzucić od strony organizacyjnej.
fot. Maciej Hypś

Dni NATO stanowią doskonałe zamknięcie sezonu pokazowego. O ile tylko czas i środki pozwolą, za rok znowu się tam wybiorę, do czego i Was zachęcam. Świetne pokazy w urokliwy górskim otoczeniu zapewniają dwa dni świetnie spędzonego czasu i zabawy, o czym zaświadcza ekipa belgijskiego Herculesa i czeskich pomocników, tanecznym pociągiem zmierzająca do stanowiska z piwem.
fot. Maciej Hypś