Pod koniec ubiegłego roku Amerykanie, przez przypadek, wysłali na Kubę rakietę Hellfire. Była ona nieuzbrojona, a wysłana została z Hiszpanii, gdzie była używana w ramach ćwiczeń NATO. Nie wiadomo jeszcze, czy pomyłka w dostawie spowodowana była celowym działaniem czy tylko niekompetencją cywilnego przewoźnika, ale faktem jest, że dosyć nowoczesny typ uzbrojenia znalazł się w kraju od lat obłożonym wieloma sankcjami ze strony Stanów Zjednoczonych.
Nie jest to pierwszy przypadek, gdy w coś cennego gubi się w amerykańskim transporcie wojskowym, który jest najbardziej skomplikowanym systemem logistycznym na świecie. Także w zeszłym roku wojskowe laboratorium w stanie Utah przypadkowo wysłało FedExem do laboratoriów w siedemnastu stanach i trzech innych państwach żywe zarodniki wąglika. W 2013 roku prywatna firma zgubiła w drodze z Afganistanu do USA kilka dronów RQ-20, każdy o wartości pół miliona dolarów. Po 249 dniach ładunek odnalazł się w Teksasie. W 2006 roku wysłano na Tajwan fragment głowicy nuklearnej, a rok później niczego nieświadoma załoga B-52 przez kilka godzin latała nad kilkoma stanami z sześcioma uzbrojonymi bombami atomowymi.
Późniejsze śledztwo wykazało, że Siły Powietrzne nie mogą się doliczyć ogółem kilkuset elementów wchodzących w skład arsenału jądrowego. Wreszcie w 2014 roku z powodu niedostatecznej liczby kluczy używanych do montażu głowic atomowych w rakietach Minuteman technicy z trzech baz rakietowych przesyłali je sobie FedExem. Na szczęście żaden z nich się nie zgubił.
(stripes.com, fot. Maciej Hypś, konflikty.pl)