Chiny są powszechnie uznawane za najbliższego sojusznika Korei Północnej. Jak mylne jest to przekonanie udowodniły incydenty z ostatnich tygodni.
Początek wydarzeń miał miejsce 8 maja na Morzu Żółtym w pobliżu granicy morskiej pomiędzy oboma państwami. Grupa 7 chińskich kutrów rybackich została uprowadzone na terytorium KRLD. Pierwsze 4 jednostki zostały zwolnione kilka dni później po zapłaceniu okupu, negocjacje w sprawie uwolnienia 3 kolejnych ciągnęły się do 21 maja. Akt piractwa? Trudno wyobrazić sobie, że w państwie takim jak Korea Płn. mogło dojść do takiej akcji bez wiedzy i przyzwolenia władz.
Jeszcze większe podejrzenia budzą następujące fakty: piraci nosili jednolite stroje, część z nich posługiwała się płynnie mandaryńskim, a łodzie, jakich użyli „piraci” znajdują się na wyposażeniu północnokoreańskich sił specjalnych – były to szybkie kutry ucharakteryzowane na jednostki rybackie. Chińskie władze odmawiają jakiegokolwiek komentarza na ten temat, poza stwierdzeniami o prowadzeniu negocjacji (trwały 10 dni) oraz bliskiej współpracy w tej sprawie z północnokoreańskimi władzami morskimi. Pjongjang także milczy w tej sprawie (co już jest mniej dziwne).
Przypuszczalnie akcję północnokoreańskich służb specjalnych sprowokowała chińska krytyka nieudanego testu rakietowego z kwietnia i planów nowej próby jądrowej. Porwanie zbiegło się także w czasie z potężnymi ćwiczeniami amerykańskiego i południowokoreańskiego lotnictwa pod kryptonimem Thunder Max. Są to doroczne ćwiczenia, jednakże w tym roku były szczególnie intensywne. Nie wiadomo jednak, czemu miałyby się przyczynić do pogorszenia relacji KRLD z ChRL. Są opinie głoszące, że cała sprawa nie miała charakteru politycznego, a Koreańczycy starają się w ten sposób powstrzymać nielegalne połowy na swoich wodach.
(Asia Times)