Czy generał jednej z NATO-wskich armii może publicznie krytykować swoich cywilnych zwierzchników? Może, ale musi się liczyć z konsekwencjami – do wystąpienia ze służby włącznie. To właśnie spotkało generała Waldemara Skrzypczaka, który skrytykował sposób działania Ministerstwa Obrony Narodowej, przez długi czas niepotrafiącego zapewnić polskim kontyngentom w Iraku i Afganistanie należytego sprzętu. W wakacje minie rok od tego wydarzenia i choć krytyka ta chyba każdemu interesującemu się problemami wojska wydawała się słuszna i oczywista, od tamtej pory nic się nie zmieniło. O zakupie wozów patrolowych w ramach pilnej potrzeby operacyjnej czytam już chyba od dwóch lat, w kwestii używania BSL o wiele lat wyprzedzili nas nawet Rumuni. Ale nie popadajmy w publicystykę, wszak o recenzję tu chodzi. Recenzję książki „Moja wojna” autorstwa trzech ludzi: generała Waldemara Skrzypczaka oraz dwóch dziennikarzy, Pawła Reszki i Michała Majewskiego.
Podzielona na trzynaście rozdziałów książka, to w zasadzie wywiad rzeka z generałem, tyle że odpowiednio zredagowany, w taki sposób, że nie ma pytań, a jedynie opowieść głównego bohatera o całej karierze wojskowej. Karierze na którą właściwie był skazany od dziecka, bo jego ojciec też był zawodowym żołnierzem i młody Skrzypczak dorastał właściwie w jednostce wojskowej.
Chociaż zdecydowaną większość książki zajmuje problematyka współczesna, dla mnie najciekawsze są rozdziały poświęcone czasom słusznie minionej PRL. Mają formę tych wszystkich niezliczonych opowieści z wojska, które można usłyszeć od rodziny czy znajomych. Wiadomo, że tam zawsze dzieje się coś ciekawego i jest o czym opowiadać, a jeśli ktoś – jak generał – spędził w armii całe życie, to ciekawych historii zna bez liku. Oprócz anegdot znajdziemy tam oczywiście i poważniejsze tematy, jak kwestia stanu wojennego, w czasie którego Skrzypczak stał w czołgu pod bramą stoczni w Gdańsku, czy kwestia ewentualnej wojny z Zachodem. Kilka akapitów poświęcono także sprawie pułkownika Kuklińskiego i jej odbiorowi w wojsku. A ten zasadniczo nie jest pozytywny, o czym generał nie boi się mówić. Podoba mi się też jego podejście do tego okresu, który był jaki był, ale którego nie wolno z góry całkowicie potępiać, szczególnie w kwestiach wojskowych, które pod wieloma względami były lepsze od obecnych.
Książka nie powstała jednak po to, by generał opowiedział kilka anegdot z czasów młodości, ale by szerzej i bardziej dogłębnie przedstawić opinię na temat stanu współczesnego Wojska Polskiego. Po części zrobił to w czasie słynnej konferencji prasowej, gdzie oskarżył MON o brak należytego dbania o bezpieczeństwo i wyposażenie żołnierzy przebywających na misjach w Iraku i Afganistanie. Jednak jak możemy się przekonać podczas czytania, problemy polskiej armii są znacznie poważniejsze, co właściwie dla nikogo w miarę regularnie interesującego się tematem nie jest wielkim zaskoczeniem. Rozdziały temu poświęcone stanowią w zasadzie jedno wielkie oskarżenie pod adresem wszystkich kolejnych rządów i wyższych dowódców w czasie III RP. Oskarżenie to jeszcze nic, najgorsze jest to, że w zasadzie generał wszędzie ma rację, a ostatnie wydarzenia powiązane z katastrofą rządowego Tu-154 w zasadzie potwierdzają jego punkt widzenia.
Książkę czyta się bardzo dobrze, w zasadzie można ją „łyknąć” jednego dnia – lub nocy. Na pewno spora w tym zasługa generała, który jak na starego wiarusa przystało, potrafi opowiadać, posługując się przy tym żywym, barwnym, wojskowym językiem. Pomocny okazał się zapewne także udział dwóch dziennikarzy, którzy rozmawiali ze Skrzypczakiem. Mam jedno zastrzeżenie co do technicznej strony wydania. Zielone marginesy z orzełkami nie wyglądają najlepiej, ale to kwestia gustu. Reszta jest w porządku.
Wydawnictwo Zysk i S-ka stanęło na wysokości zadania wydając ciekawą i bardzo aktualną książkę, i to w bardzo rozsądnej cenie. Powinien po nią sięgnąć każdy zainteresowany losami współczesnego Wojska Polskiego, niezależnie od tego, jak ocenia publiczne wystąpienie generała Skrzypczaka. Książka doczekała się także pozytywnej opinii gen. prof. Stanisława Kozieja, którego niedawno mianowano szefem Biura Bezpieczeństwa Narodowego. Będzie miał teraz możliwość realnego wpływania na poprawę obecnej sytuacji i miejmy nadzieję, że ją wykorzysta. Zapraszam do czytania.