W amerykańskim Kongresie twa spór o konieczność wymiany amerykańskich międzykontynentalnych pocisków balistycznych bazowania lądowego. Niektórzy politycy uważają, że lepiej jest kolejny raz zmodernizować pięćdziesięcioletnie pociski Minuteman III i pozostawić je w służbie do 2050 roku. Inni z kolei twierdzą, że lepiej jest przeznaczyć 100 miliardów dolarów na zakup i utrzymanie pocisków nowego typu opracowywanych w ramach programu sił powietrznych Ground Based Strategic Deterrent (GBSD).

Administracja prezydenta Joego Bidena prowadzi w tej chwili audyt mający określić amerykańskie potrzeby w dziedzinie broni jądrowej na najbliższe dekady. Według ogólnych szacunków, program modernizacji całej triady jądrowej może pochłonąć zawrotną sumę 1,2 biliona dolarów. Pojawiają się więc pytania polityków, czy nie da się skutecznie odstraszać Chin i Rosji za mniejszą sumę pieniędzy, na przykład utrzymując jedynie morską i lotniczą część triady, rezygnując całkowicie z pocisków bazowania lądowego. Z drugiej strony są politycy wzywający do zaniechania kolejnego czasochłonnego audytu i dalszych analiz i podjęcia ostatecznej decyzji o zakupie GBSD.

W marcu pojawiły się nawet głosy z progresywnej frakcji Partii Demokratycznej, żeby anulować cały program GBSD i przeznaczyć zaoszczędzony w ten sposób w najbliższym roku miliard dolarów na dalsze prace nad szczepionką na COVID-19. Nie należy się spodziewać poparcia tej inicjatywy nawet przez innych demokratów, ponieważ podobny wniosek został już odrzucony w zeszłym roku przy ponadpartyjnej zgodzie.

Montaż zasobnika powrotnego, w którym są głowice atomowe, do kadłuba rakiety.
(USAF)

Na ewentualnej rezygnacji z pocisków balistycznych bazowania lądowego najwięcej straci koncern Northrop Grumman, który we wrześniu 2020 roku otrzymał kontrakt o wartości 13,3 miliarda dolarów na opracowanie pocisku. Wiele do stracenia mają również stany Kolorado, Montana, Nebraska, Północna Dakota i Wyoming, w których znajdują się bazy pocisków Minuteman III stanowiące istotny czynnik w gospodarce tych stanów.

W ubiegłym tygodniu w Podkomisji do Spraw Sił Strategicznych Izby Reprezentantów odbyło się posiedzenie, w czasie którego na pytania polityków odpowiadali ludzie związani z Departamentem Obrony. Jedno z pytań dotyczyło między innymi pojawiających się nieoficjalnie informacji o prowadzonej przez Pentagon analizie efektywności ekonomicznej kanibalizacji 200 Minutemanów III w celu wykorzystania ich części do wydłużenia służby pozostałych 200 pocisków tego typu. Zadający to pytanie Mike Turner przypomniał, że do tej pory wojsko uważało jakiegokolwiek wydłużenia służby tych pocisków za niewłaściwe, nie tylko ze względów ekonomicznych, ale przede wszystkim z powodu moralnego zestarzenia się pocisków i ich możliwości bojowych.

Melissa Dalton, pełniąca obowiązki asystenta sekretarza obrony do spraw obrony, strategii i zdolności odpowiedziała, że nic jej nie wiadomo o prowadzeniu takiej analizy w Departamencie Obrony. Wskazała jedynie, że przeprowadzona będzie analiza programu GBSD, ale dopiero po tym, jak administracja prezydenta Bidena określi założenia i potrzeby polityki jądrowej. Zaznaczyła jednak, że po zakończeniu audytu strategicznego mogą się pojawić nowe zagadnienia do analizy optymalnego składu triady jądrowej, a więc w domyśle, może się pojawić kwestia zachowania Minutemanów III.

Do zwarcia doszło również pomiędzy demokratycznym deputowanym Johnem Garamendim, który już w zeszłym roku bezskutecznie proponował poprawkę do budżetu zobowiązującą Departament Obrony do przeanalizowania możliwości wydłużenia czasu służby Minutemanów do 2050 roku, i szefem US Strategic Command, admirałem Charlesem Richardem, który uważa te pociski za całkowicie przestarzale.

– Z operacyjnego punktu widzenia nie widzę żadnego argumentu przemawiającego za modernizacją – powiedział admirał Richard. – Minuteman III został zaprojektowany w latach siedemdziesiątych do pokonywania radzieckiej, analogowej obrony przeciwrakietowej. Potrzebuję broni, która zadziała i doleci do celu, a to przy zachowaniu Minutemanów III w rozważanym okresie czasu, przy próbie pokonania zaawansowanych systemów chińskich i rosyjskich będzie wyzwaniem.

Konsole operatorów wyrzutni pocisków Minuteman III. Do odpalenia niezbędne są dwie osoby.
(USAF)

W odpowiedzi Garamendi zacytował wypowiedź generała dywizji sił powietrznych Richarda Clarka, który w 2019 roku powiedział, że z technicznego punktu widzenia modernizacja napędu i systemu naprowadzania pocisków jest możliwa. Generał Richard odpowiedział, że w tej sprawie najlepiej zapytać bezpośrednio przedstawiciela sił powietrznych i sekretarza obrony. Taka odpowiedź nie spodobała się Garamendiemu, który odparował, że nie pyta się o sekretarza obrony, tylko o techniczną możliwość modernizacji pocisku.

Generał Richard stwierdził, że on, jako dowódca operacyjny, nie jest pewny, czy Minutemany III i ich analogowe systemy dowodzenia i kontroli można zmodernizować. Polityk na to zdziwił się, jak generał może tego nie wiedzieć. W końcu jego pracą jest być pewnym, czy coś zadziała.

– Właśnie tak. Dlatego potrzebuję nowych pocisków – odpowiedział generał, wskazując na brak części zamiennych do Minutemanów III. – W tej chwili to jak proszenie firmy o wyprodukowanie modemów do linii telefonicznych. Nikomu się nie opłaca tego robić. Siły powietrzne nieustannie robią magiczne sztuczki, aby rozwiązywać problemy. Obawiam się, że w pewnym momencie dojdziemy do punktu, kiedy w kapeluszu nie będzie kolejnych królików, i cały system przestanie działać.

Zobacz też: Litwa zamówiła 200 L-ATV

(defensenews.com)

US Air Force / Senior Airman Ian Dudley