Japonia postanowiła zbadać możliwość wykorzystania walki radioelektronicznej do obrony przed pociskami balistycznymi. Niekonwencjonalny projekt zainicjowano z myślą o północnokoreańskim programie rakietowym.

Pomysł jest stosunkowo prosty: opiera się na zakłócaniu pracy łącza danych między pociskiem a naziemną stacją kontrolną. W założeniu ma to doprowadzić do zejścia rakiety z kursu, zmiany jej trajektorii lub nawet uruchomienia mechanizmu samozniszczenia. Nawet jeżeli nie uda się osiągnąć tych celów, Japończycy liczą na uniemożliwienie zbierania danych o locie, co powinno spowolnić północnokoreański program rakietowy.

Takie rozwiązanie jest znacznie bezpieczniejsze z politycznego punktu widzenia niż zestrzelenie pocisku, czym Japonia w poprzednich latach kilkakrotnie groziła. W przypadku zastosowania sprzętu walki radioelektronicznej trudniej zidentyfikować sprawcę.

Pomysł wpisuje się również w zainicjowany w ubiegłym roku program zwiększania zdolności Sił Samoobrony w spektrum elektromagnetycznym. Ministerstwo obrony przeznaczyło do tej pory na ten cel 3,8 miliarda jenów (34,5 miliona dolarów).

Prace maja na razie koncentrować się wokół nowego samolotu walki radioelektronicznej. Już w roku 2018 pojawiły informacje o takiej specjalistycznej wersji transportowego Kawasaki C-2, jednak sama firma ostatnio przedstawia swój morski samolot patrolowy P-1 jako lepsze rozwiązanie.

Prace nad przeciwrakietowym systemem walki radioelektronicznej mają ruszyć w nowym roku budżetowym, który rozpocznie się 1 kwietnia. Nowy sprzęt ma planowo zacząć trafiać do jednostek za pięć lat.

Zobacz też: Korea Północna: miliard dolarów za niesprzedanie rakiet do Iranu

(yahoo.co.jp)

Stefan Krasowski, na licencji Creative Commons Attribution 2.0 Generic