W powszechnej świadomości Gułag i, szerzej biorąc, cały radziecki system represji kojarzy się głównie z mężczyznami. To oni w przeważającej części byli przymusowymi robotnikami na wielkich budowlach socjalizmu, oni służyli w batalionach karnych, to żołnierze-mężczyźni byli ofiarami czystek w Armii Czerwonej w czasach stalinowskiego terroru. Jednak represje dotykały wszystkich ludzi, a znaczny ich odsetek stanowiły dzieci w różnym wieku. Tym mało znanym problemem zajęła się para naukowców: Cathy A. Frierson i Siemion S. Wileński, którym zawdzięczamy ukazanie się książki „Dzieci Gułagu”.
Jej oryginalne wydanie, a właściwie wydania, ukazały się nakładem wydawnictwa Uniwersytetu Yale w USA. A dlaczego wydania? Bo książki wychodzące w serii Annały komunizmu są wydawane równocześnie po angielsku i rosyjsku. Polskie wydanie przetłumaczono z wersji angielskiej. Zresztą Siemion Wileński wcześniej sam napisał książkę pod takim samym tytułem, która jednak była tylko zbiorem dokumentów i wspomnień represjonowanych. W ramach ciekawostki dodam, że w komitecie doradczym projektu Annały komunizmu po stronie amerykańskiej znajdowali się miedzy innymi Czesław Miłosz i Zbigniew Brzeziński. Może to wszystko brzmi nieco skomplikowanie, ale najważniejsze jest, że dzięki Wydawnictwu Naukowemu PWN mamy okazję zapoznać się z wynikami prac międzynarodowych autorów.
Tytuł ma dwojakie znaczenie. Z jednej strony dosłowny, gdzie chodzi o dzieci, które w jakiś sposób padły ofiarą Gułagu przez to, że ich rodzice zostali zesłani do obozu pracy lub same też urodziły się w takich obozach. W drugim znaczeniu słowo Gułag odnosi się do całego Związku Radzieckiego z lat 1917–1953, bo taki okres obejmuje książka, i dzieci, które cierpiały niekoniecznie z powodu obozów pracy, ale wojny domowej, rozkułaczania i kolektywizacji rolnictwa, klęsk głodu, przesiedlania grup etnicznych i narodów oraz wreszcie II wojny światowej. Określenie dokładnej liczby ofiar systemu jest niemożliwe, ale biorąc pod uwagę dostępne dane demograficzne, Autorzy szacują, że dzieci w ten lub inny sposób stanowiły co najmniej 40% represjonowanych, co daje zatrważającą liczbę ponad 10 milionów osób.
Dzieci cierpiały w różny sposób. Jedne trafiały do państwowych domów dziecka, gdzie warunki były przeważnie gorzej niż złe, wiele zmarło w czasie epidemii i klęsk głodu, część była bezdomna lub w najlepszym wypadku mieszkała z dalszą rodziną lub obcymi. W relacjach pojawia się nawet informacja o kanibalizmie najmłodszych dzieci w rodzinie, by starsze i silniejsze mogły przeżyć. Potomkom „wrogów ludu” zabraniano nauki na wyższych uczelniach i dyskryminowano na wiele innych sposobów, a jednocześnie państwo starało się zatrzeć w nich pamięć o rodzicach i ukształtować na wiernych i bezwolnych obywateli radzieckich. W wielu wypadkach odnosiło to skutek, jednak rodzinne więzy często znosiły największe próby i szczególnie po śmierci Stalina dochodziło do wielu ponownych spotkań. Nie były one łatwe ani dla dzieci, ani dla rodziców i bywało, że do końca życia nie odrodziła się prawdziwa więź. Urazy psychiczne na resztę życia to jeszcze jeden ze skutków represjonowania dzieci w państwie, w którym według słów samego Stalina „syn nie może odpowiadać za ojca”. Nieliczne są relacje o należących do administracji państwowej dobrych ludziach, którzy zbrodnicze zalecenia Moskwy wypełniali z niewielkim zaangażowaniem.
Jest więc o czym czytać i nie jest to lektura łatwa i przyjemna. Nie tylko ze względu na tematykę, ale również suchy, dosyć naukowy styl Autorów, którzy prócz dokumentów i wspomnień w książce zawarli też – a może przede wszystkim – historyczną i socjologiczną analizę zjawiska represjonowania dzieci, starając się uogólniać i znajdywać prawidłowości kierujące systemem, a materiały źródłowe były jedynie ilustracją dla wyników badań autorów.
Dodatków w książce nie ma wiele. Jest wstęp napisany przez autorkę „Gułagu” Anne Applebaum, niewielka wkładka ze zdjęciami, kalendarium i indeksy. Szkoda, że przypisy umieszczono na końcu książki, a nie na dole każdej strony. Chociaż tam też znajdują się przypisy, ale tylko od polskiego konsultanta merytorycznego. Objaśniają te fragmenty, które mogłyby być dla Czytelnika niejasne, i prostuje niektóre twierdzenia autorów, tam gdzie nie do końca zgodne jest to z historią. Na przykład gdy mowa jest o wybuchu wojny na wschodzie, Autorzy oczywiście przywołują 22 czerwca 1941 roku, słowem nie wspominając o radzieckiej agresji na Polskę. W tym kontekście dziwi nieco, że znajdujące się we wspomnianej radzie naukowej osoby z polskim pochodzeniem albo dobrze znające naszą historię nie naprostowały tego błędu. Jedynie na stronie 237 znajdziemy informację o zajęciu wschodnich terenów Polski, ale jak piszą Autorzy, miało to umożliwić ZSRR stworzenie strefy buforowej przed przewidywaną inwazją niemiecką. Nie tylko dzięki książkom Wiktora Suworowa wiemy, że sprawy miały się zupełnie inaczej, i jest to dość poważny błąd, chociaż dla głównego wątku w sumie pozbawiony znaczenia.
U nas nie trzeba nikogo specjalnie przekonywać, jak zbrodniczym systemem był socjalizm w wydaniu leninowsko-stalinowskim. Nie taki jest zresztą też sens tej książki. Ona pokazuje jedynie, że jego ofiarami byli nie tylko rzeczywiści i wyimaginowani dorośli wrogowie ludu, ale również ich dzieci, których jedyną przewiną było to, że istniały. „Dzieci Gułagu” próbują odpowiedzieć na pytania, jak mogło do tego dojść, jakie były postawy społeczne wobec tego problemu oraz jak wyglądała oficjalna i rzeczywista polityka rządu radzieckiego. Nie jest to najbardziej odpowiedni tytuł, by zacząć przygodę z literaturą historyczną, ale dla zainteresowanych tematyką będzie to z pewnością interesująca lektura. A porządne merytorycznie i redakcyjnie wydanie z PWN tylko podnoszą jej wartość.