Mijający tydzień upłynął w położonej na północy Borneo prowincji Sabah pod znakiem walk pomiędzy malezyjskimi siłami bezpieczeństwa a muzułmańskimi bojownikami przybyłymi z Filipin. Kryzys rozpoczął się na początku lutego.

Malezyjskie siły bezpieczeństwa przystąpiły do ofensywy we wtorek, zaczynając od ataku lotnictwa i ostrzału moździerzowego pozycji bojowników. Najzacieklejsze walki miały miejsce w czwartek, kiedy to malezyjskie oddziały miały zabić 31 Filipińczyków. Rzecznik bojowników informuje jednak, że nie ponieśli jakichkolwiek start, a ofiarami czwartkowych starć padli cywile. W dotychczasowych walkach strona malezyjska miała stracić łącznie 8 ludzi, a filipińscy bojownicy 52.

Grupa około 200 muzułmańskich bojowników przeniknęła do Sabahu około 9 lutego i zajęła kilka nadbrzeżnych wiosek. Teren obfitujący w zalesione wzgórza i liczne plantacje palm sprzyja akcjom partyzanckim. Filipińscy rebelianci nie prowadzą akcji pod szyldem Ruchu Wyzwolenia Moro, zmierzającego do oderwania od Filipin zamieszkałej głównie przez muzułmanów wyspy Mindanao; bojownicy są związani z grupa zmierzającą do wskrzeszenia zlikwidowanego w 1917 roku Sułtanatu Sulu, obejmującego Archipelag Sulu, Palawan, Sabah oraz zachodnie Mindanao.

Akcja bojowników wywołała duże zamieszanie zarówno na Filipinach, jak i w Malezji. Kuala Lumpur uznało rebeliantów za terrorystów i zażądało ich bezwarunkowej kapitulacji. Sami bojownicy są zwolennikami jednego z pretendentów do tytułu sułtana Jamalula Kirama III, który zaproponował Malezji zawieszenie broni i negocjacje. Z kolei inny pretendent Muedzul-Lail Tan Kiram, wyraził „głęboki smutek” z powodu akcji podjętej przez jego stryja i wezwał do pokojowego rozwiązania konfliktu. Warto jeszcze zaznaczyć, że w Sabach zamieszkuje już ponad 800 tysięcy muzułmanów z Filipin, którzy w minionych latach uciekli z ogarniętego walkami południa kraju.

(stripes.com)