Z końcem listopada mija termin składania odpowiedzi na rozesłane przez amerykański Korpus Piechoty Morskiej zapytania o możliwość dostarczenia pocisków przeciwokrętowych odpalanych z wyrzutni lądowych. Broń taka miałaby służyć marines do obrony przed atakiem z morza, wsparcia działań US Navy i otwarcia korytarzy do lądowania przybywających na miejsce jako ostatnie sił US Army.

Zdaniem wojskowych w ewentualnym współczesnym konflikcie dominacja Stanów Zjednoczonych na morzu wcale nie byłaby oczywista. Kadra dowódcza USMC nawołuje więc do tego, aby nie myśleć już kategoriami inwazji na Iwo Jimę z 1945 roku, ale raczej w kategorii walk o Wyspy Salomona w 1942 roku. Przytaczane jest też inne wydarzenie historyczne, z 1941 roku, gdy amerykańska piechota morska broniąca wyspy Wake zatopiła japoński niszczyciel Hayate ogniem artylerii nadbrzeżnej.

Z zakupem uzbrojenia ziemia–woda dla US Marine Corps wiążą się dylematy techniczne, logistyczne i finansowe. Koszt zakupu rakiety M30 bądź M31 odpalanej z wyrzutni HIMARS lub MRLS to „zaledwie” od 100 do 200 tysięcy dolarów, większy pocisk ATACMS kosztuje od 750 do 820 tysięcy, a cena broni takiej jak Naval Strike Missile (na zdjęciu) czy Harpoon może sięgać prawie 1,5 miliona dolarów.

O ile odpalenie z okrętu pocisku przeciwko celowi lądowemu mającemu stałe współrzędne GPS jest stosunkowo proste, o tyle atak na wciąż zmieniający swą pozycję okręt wymaga bardziej wyrafinowanych układów naprowadzania. Żeby zaś osiągnąć maksymalną skuteczność, na ostatnim etapie lotu pocisk powinien poruszać się nisko nad falami i przebić kadłub wrogiej jednostki tuż nad linią wodną.

Najlepiej byłoby, gdyby plany zakupowe USMC w zakresie zwalczania celów nawodnych udało się zgrać z zamierzeniami US Army. Docelowym rozwiązaniem mógłby być wtedy zakup przez piechotę morską pocisku ze wspieranego przez wojska lądowe projektu Long-Range Precision Fires (LRPF), o połowę mniejszego niż ATACMS przy o dwie trzecie większym zasięgu.

Do tego najtaniej byłoby użyć do wystrzeliwania pocisków posiadanych już przez USMC 11-tonowych kołowych wyrzutni M142 HIMARS. Mogą jednak one nie radzić sobie w piaszczystym nadbrzeżnym terenie równie dobrze jak 25-tonowe gąsienicowe M270 MLRS. Te natomiast w żadnym wypadku nie zmieściłyby się do ładowni używanych przez Korpus samolotów transportowych C-130.

Jak widać, dylematów jest wiele. Tym bardziej że w skład systemu ziemia–woda o zasięgu ponad 120 kilometrów wchodzić mają także stanowiska wykrywania i dowodzenia. A żeby skutecznie razić cele morskie, marines będą musieli korzystać z łącz transmisji danych okrętów i lotnictwa US Navy. Po otrzymaniu propozycji USMC ma więc zająć się bardzo poważnie opracowaniem swoich wymagań.

Zobacz też: Marines chcą wyrzutni HIMARS na okrętach desantowych

(breakingdefense.com, marinecorpstimes.com)

Raytheon