Po blisko ośmiu miesiącach od zdarzenia serwis Military.com dotarł do informacji o okolicznościach wypadku, w którym utracony został Super Hornet z lotniskowca USS Carl Vinson (CVN 70).
Jak się okazuje, pilotem maszyny nie był żaden z nowicjuszy odbywających swój pierwszy rejs, ale doświadczony lotnik mający za sobą 3800 godzin na F/A-18. Choć marynarka nie podała żadnych nazwisk, z informacji tej wynika, że za sterami myśliwca mógł być albo sam dowódca skrzydła powietrznego CVW-2 (w US Navy tradycyjnie określany jako Commander Air Group lub po prostu CAG), albo jego zastępca.
Bezpośrednią przyczyną zdarzenia była utrata kontroli nad maszyną w trakcie podejścia do lądowania. Wcześniej podczas lotu w F/A-18E zaświeciła się sygnalizacja spadku ciśnienia w instalacji hydraulicznej. Pilot innej maszyny wzrokowo potwierdził wyciek. Po resecie systemów sterowania Super Hornet podchodził do lądowania na jednym silniku, z wysuniętym podwoziem i sondą do tankowania w locie.
Dodatkowo pilota rozpraszało cyklicznie powtarzające się dźwiękowe ostrzeżenie o awarii. Ponownie włączył on prawy silnik, żeby odzyskać kontrolę nad maszyną, jednak potem omyłkowo włączył dopalacz lewego, co podniosło nos Super Horneta i pogłębiło jeszcze asymetrię ciągu. W ostatniej chwili przed niekontrolowanym zwaleniem się samolotu na skrzydło podjął decyzję o katapultowaniu.
Jak ustaliła komisja badająca wypadek, zaistniały problemy z komunikacją między pilotującym F/A-18E komandorem a niedoświadczonym porucznikiem na stanowisku kontroli lądowań. Kontroler nie za bardzo wiedział, na co zwrócić uwagę, weteran w kokpicie powinien zaś był w tej sytuacji wykazać większą inicjatywę. Mimo popełnionych błędów żadnemu z nich nie zarzucono później zaniedbań.

Flagowy Super Hornet eskadry VFA-137 podczas lądowania na USS Carl Vinson (CVN 70); w tle krążownik USS Lake Champlain (CG 57) i niszczyciel USS Wayne E. Meyer (DDG 108)
(US Navy / Mass Communication Specialist 2nd Class Z.A. Landers)
Wysokość strat oszacowano na 88,5 miliona dolarów. Wcześniej z powodu usterek feralny myśliwiec nie latał przez dziewięćdziesiąt osiem dni. Na wypadek „niespodzianek” na jego lot próbny przydzielono więc doświadczonego oficera. Zdaniem komisji być może właśnie dzięki temu pilot wyszedł bez szwanku, jeśli nie liczyć traumy po tym, gdy omal nie utonął pod czaszą własnego spadochronu.
Pechowa maszyna zdecydowanie jednak nie była rekordzistą wśród czasowo niezdolnych do lotu F/A-18E/F. W grudniu 2016 roku, po 11 tysiącach roboczogodzin prac serwisowych, do służby wrócił Super Hornet eskadry szkoleniowej VFA-122. Do czasu pożaru silnika w sierpniu 2009 roku samolot miał wylatane zaledwie 2183 godziny, kolejne siedem lat spędził zaś w naprawie.
Zobacz też: Magic Carpet rewolucjonizuje lądowania na lotniskowcach
(military.com; na fot. tytułowej flagowy F/A-18E eskadry VFA-137, z nazwiskiem dowódcy skrzydła pod kabiną, podczas uzupełniania amunicji działka na pokładzie Carla Vinsona)