Japonia zwiększa obecność militarną na położonych na Morzu Wschodniochińskim Wyspach Riukiu. Strategiczne znaczenie archipelagu polega na tym, że odcina on chińskiej flocie drogę na Pacyfik.

Według źródeł, do których udało się dotrzeć agencji Reutera, liczba personelu Japońskich Sił Samoobrony na wyspach ma wciągu najbliższych pięciu lat wzrosnąć pięciokrotnie i osiągnąć liczbę dziesięciu tysięcy. W regionie mają zostać rozmieszczone liczne baterie rakiet przeciwlotniczych i przeciwokrętowych oraz jednostki lotnicze i szybkiego reagowania. Tokio nie czyni ze swoich planów tajemnicy, chociaż nie mówi o nich głośno. Już w kwietniu 2014 na wyspie Yonaguni ruszyła budowa stacji radarowej dalekiego zasięgu, mającej monitorować chińską aktywność na Morzu Wschodniochińskim oraz w regionie spornych wysp Senkaku/Diaoyu.

Japończycy twierdzą, że ich celem jest nie wdrożenie w regionie doktryny anti-access / area denial, ale stworzenie zaplecza do wspólnego z Amerykanami utrzymania panowania w powietrzu i na morzu. Osobnym problemem pozostaje reakcja lokalnej ludności na pojawienie się większej liczby jednostek Sił Samoobrony. Cześć mieszkańców opowiada się zdecydowanie przeciw, chociaż panuje zgoda, że lepiej mieć już na miejscu własne siły niż Amerykanów.

(reuters.com, fot. Los688, via Wikimedia Commons)