W ostatnich dniach holenderski premier Mark Rutte przebywał w Stanach Zjednoczonych i spotkał się między innymi z prezydentem Donaldem Trumpem. Według nieoficjalnych informacji omawiano kwestie zaangażowania wojskowego Holandii w Syrii i cieśninie Ormuz. Oficjalna agenda rozmów koncentrowała się na sprawach gospodarczych.
Pod koniec czerwca Amerykanie poprosili Holendrów o wysłanie wojsk lądowych do północnej Syrii. Wstępnie minister obrony Ank Bijleveld odrzucała ten pomysł, argumentując, że nie ma odpowiedniego mandatu Organizacji Narodów Zjednoczonych do takich działań. Amerykański ambasador w Holandii stwierdził, że dodatkowy mandat nie jest konieczny i Holendrzy mogą działać na tej samej podstawie, na której wysyłali nad Syrię myśliwce F-16.
Natomiast 9 lipca Amerykanie wystosowali oficjalną prośbę do sojuszników z NATO o pomoc w patrolowaniu cieśniny Ormuz w związku z rosnącym napięciem między Stanami Zjednoczonymi a Iranem. Nieoficjalnie holenderscy urzędnicy uważają, że zgoda na wysłanie okrętu na Bliski Wschód pozwoli łatwiej odrzucić amerykańską prośbę o wysłanie żołnierzy do Syrii. Będzie się także wiązała z mniejszym niebezpieczeństwem dla holenderskich żołnierzy.
Każda zagraniczna misja holenderskich sił zbrojnych musi być najpierw zaakceptowana przez parlament.
Flaga z plaży „Utah”
Historyczno-wojskowym akcentem wizyty holenderskiego premiera w Waszyngtonie było przekazanie prezydentowi Trumpowi amerykańskiej bandery powiewającej na pierwszej barce desantowej, która wysadziła żołnierzy na plaży „Utah” w czasie D-Day. W 2016 roku banderę kupił na aukcji holenderski kolekcjoner Bert Kreuk. Szacuje się, że jest to najważniejsza pamiątka z dnia inwazji pozostająca do tej pory w rękach prywatnych.
Zobacz też: Chile odkupi holenderskie fregaty
(dutchnews.nl)