Media dotarły do raportu Bundeswehry na temat katastrofy śmigłowca bojowego Tiger, do której doszło w lipcu ubiegłego roku w Mali. Ze zgromadzonych dowodów wynika, że wine ponosi obsługa naziemna.

Pikanterii sprawie dodaje fakt, że chodzi nie o techników wojskowych, ale o zespół serwisowy przysłany przez Airbusa. Podczas przygotowań maszyny do misji w Afryce, jeszcze w bazie Fritzlar w pobliżu Kassel, serwisanci zamocowali łopaty wirnika głównego pod złym kątem. Spowodowało to niewłaściwy przepływ powietrza wokół śmigłowca. Gdy w trakcie lotu z prędkością 250 kilometrów na godzinę na wysokości około 500 metrów pilot skierował nos maszyny w stronę ziemi, autopilot uznał, że kontrola nad maszyną została całkowicie przejęta przez załogę i się wyłączył.

Sytuacja potoczyła się dalej tak, jak wykazały pierwsze ustalenia. Tiger zaczął gwałtownie spadać, a napór powietrza doprowadził do rozpadu wirnika głównego. Załoga miała zaledwie trzy sekundy na reakcję, co w efekcie zostawiło ją bez żadnych szans na ratunek.

Niemieckie ministerstwo obrony poinformowało, że był to jedyny Tiger ze źle złożonym wirnikiem. Prokuratura postawiła zarzut nieumyślnego spowodowania śmierci trzem pracownikom Airbusa.

Z powodu katastrofy Airbus wydał biuletyn, w którym uznał eksploatację Tigerów za niebezpieczną. Niemcy wstrzymały loty śmigłowców tego typu na dwa, a Hiszpania – na trzy miesiące.

Zobacz też: Problemy niemieckiego kontyngentu w Mali

(dw.com)

materiały prasowe EADS