Stocznie nie wybudują dla Marynarki Wojennej Stanów Zjednoczonych aż tylu nowych okrętów, ile chciałaby ona mieć. Nie wszystkie jej problemy z liczebnością rozwiążą także remonty i modernizacje. Pracujący dla American Enterprise Institute admirał w stanie spoczynku John Miller ma jednak inne propozycje, które pozwoliłyby US Navy i US Marine Corps szybko pojawiać się w zapalnych punktach globu.
Jednym z głównych pomysłów think tanku jest zwiększenie obecności amerykańskich sił morskich w Europie. Grupa okrętów desantowych (ARG) wraz z jednostką ekspedycyjną marines (MEU) miałyby na stałe bazować na Sycylii, analogicznie do sił US Navy i USMC od lat stacjonujących w Japonii. Na jej czele stałby jeden ze śmigłowcowców mogących odgrywać rolę minilotniskowców – albo USS America (LHA 6), albo USS Tripoli (LHA 7).
Ten sam port byłby dostępny również dla krążowników i niszczycieli oraz jednostek wsparcia logistycznego stanowiących eskortę sił desantowych. W innej ze śródziemnomorskich baz stacjonowałyby okręty do działań przybrzeżnych klasy LCS. Obecność piechoty morskiej w Norwegii nabrałaby zaś charakteru stałego.
Okręty podwodne US Navy trafiłyby do szkockiego portu Faslane, gdzie już bazują podobne jednostki Royal Navy. Natomiast inna część floty podwodnej Stanów Zjednoczonych przesunięta zostałaby na wyspę Guam. W przypadku baz poza terytorium USA nie obyłoby się, rzecz jasna, bez działań amerykańskiej dyplomacji.
Miller i jego współpracownik Tom Donnelly próbują teraz przekonać do pomysłu marynarkę. Twierdzą, że nie chodzi im tylko o większą liczebność, wyższy poziom gotowości, skuteczniejsze uzbrojenie lub efektywne rozmieszczenie sił morskich Stanów Zjednoczonych, ale o wszystkie te czynniki razem wzięte.

Okręt desantowy USS Mesa Verde (LPD 19) podczas ćwiczeń na Morzu Śródziemnym w 2011 roku
(US Navy / Mass Communication Specialist 2nd Class Josue L. Escobosa)
Choć plan skupia się głównie na wykorzystaniu istniejących zasobów, nie jest całkowicie pozbawiony postulatów sprzętowych. Według autorów miałaby zostać zbudowana trzecia jednostka typu America zorientowana na prowadzenie operacji lotniczych. Systemy bojowe wszystkich pozostających w służbie dwudziestu dwóch krążowników typu Ticonderoga powinny być zaś doprowadzone do najnowszego standardu Aegis Baseline 9.
Plan zakłada również większe nasycenie floty pionowymi wyrzutniami pocisków rakietowych. Moduły Mk 41 miałoby otrzymać co najmniej sześć okrętów desantowych typu San Antonio, cztery okręty zaopatrzeniowe typu Supply i nie mniej niż sześć jednostek typu Lewis and Clark, a nawet tankowce typu Henry J. Kaiser. Oczywiście dyżurnym punktem programu jest też przyspieszenie dostaw myśliwców F-35B.
Projekt określany jest jako iNavy lub Improved Navy. Przeprowadzone gry wojenne wykazały zdecydowaną przewagę działań z wysuniętych baz nad konkurencyjną teorią, jakoby stacjonowanie sił morskich poza USA było tylko generatorem dodatkowych kosztów. Czas pokaże, czy i na ile te idee zostaną przez US Navy wdrożone.
Zobacz też: US Navy w 2030 roku według wizji think tanków
(defensenews.com; na zdj. tytułowym MH-60S nad pokładem okrętu zaopatrzeniowego USNS Supply)