Już od ładnych paru lat nie było tak kontrowersyjnej edycji RIAT-u. Najlepsze pokazy lotnicze Starego Kontynentu znalazły się w ogniu krytyki u zbiegu trzech powodów: kiepskiej pogody, nadmiernie wygórowanych oczekiwań i pięknych niespodzianek. Teoretycznie żadna z tych okoliczności nie powinna skutkować wieszaniem psów na organizatorach. Na pierwszą nie mają oni wpływu, za drugą winę ponoszą w głównej mierze widzowie (kto w tych czasach bezkrytycznie wierzy reklamom?!), trzecia zaś powinna skutkować radością. Tymczasem fora internetowe i grupy na Facebooku wypełniły się niepochlebnymi opiniami zarówno stałych bywalców, jak i osób, które odwiedziły RIAT po raz pierwszy czy drugi w życiu.
Tymczasem RIAT 2017 stanowił bardzo udane pokazy. Deszcz i nisko wiszące chmury zepsuły wprawdzie sobotnią odsłonę, ale piątek i niedziela zasługują na bardzo wysoką ocenę. Przyszłoroczna edycja – mająca stanowić jeden z głównych punktów obchodów stulecia Royal Air Force – zapowiada się wybornie i już teraz z pełnym przekonaniem zachęcam: kto jeszcze nigdy nie odwiedził RIAT-u, a pragnie kiedyś w końcu to uczynić, powinien zaplanować wypad na rok 2018.
O ile za rok RIAT będzie poświęcony setnym urodzinom RAF-u, o tyle w roku bieżącym skupiał się na siedemdziesiątych urodzinach US Air Force. Z tej właśnie okazji jeden z rzadkich pokazów w Europie dała grupa akrobacyjna amerykańskich wojsk lotniczych: Thunderbirds.
To właśnie amerykański zespół stał się ofiarą wygórowanych oczekiwań. Amerykanie, jak to Amerykanie, lubią robić wokół siebie szum i podkreślać wszem wobec, że są najlepsi. Dopóki rzeczywiście są – nie ma problemu. Ale jeśli coś pójdzie nie tak…
W miniony weekend zespołowi pokazowemu US Air Force przeszkodziła pogoda, ale także cokolwiek błędne wyobrażenie o charakterze jego występów. Po komentarzach można sądzić, że wielu widzów oczekiwało czegoś w rodzaju występów solowych F-16 (jak belgijskiego czy tureckiego) pomnożonych przez sześć. A tak się nie da.
Z drugiej strony – nie można krytykom choć trochę nie przyznać racji. Cztery czy sześć Viperów mogłoby dać zdecydowanie efektowniejszy pokaz (kiedy w końcu pogoda im pozwoliła). Komentarz też mógłby być trochę mniej amerykański – wyjęcie „hurra” z „hurrapatriotyzmu” w niczym by mu nie zaszkodziło.
Największe gromy w związku z pogodą spadły jednak na pilota F-22, majora Dana Dickinsona, który w sobotę w ogóle nie wzniósł się w powietrze. Niektórym najwyraźniej trudno było zrozumieć, że Dickinson nie stchórzył (naprawdę pojawiły się takie oskarżenia!), ale po prostu działał w zgodzie z nałożonymi nań ograniczeniami, czy mu się podobały, czy nie.
Gdy jednak pogoda spojrzała na Raptora łaskawszym okiem, dał on pierwszorzędny występ – jak zawsze. Duża manewrowość i ogromna moc silników w stosunku do masy czynią z F-22 wyborną maszynę pokazową.
Krytyka pod adresem Raptora przybrała na jadowitości w kontekście występu Finów ze znanego i lubianego w Polsce zespołu Midnight Hawks. Cztery Hawki (w nowym malowaniu) wystartowały bodaj w najgorszej pogodzie, w której dało się wystartować. Deszcz i chmury zmusiły ich do lądowania po jednym przelocie w ciasnej formacji, lecz wzbudzili sympatię widzów tym, że chociaż spróbowali.
Trzecim powodem niezadowolenia publiczności była niespodziewana wizyta bombowca strategicznego B-2 Spirit – tylko w niedzielę, a przy tym zapowiedziana dopiero w sobotę. Łatwo zrozumieć frustrację tych, którzy nie mieli biletów na niedzielę.
Wśród solistów poza Raptorem najlepiej zaprezentował się ukraiński Su-27…
…i francuski Rafale.
Kapitan Jean-Guillaume Martinez w pełni zasłużenie otrzymał najbardziej prestiżową z nagród przyznawanych gościom RIAT-u: Miecz Pamiątkowy imienia Króla Husajna.
Z kolei ukraińskiego pilota, kapitana Ołeksandra Oksanczenkę, wyróżniono trofeum As The Crow Flies za najlepszy występ w powietrzu w ocenie członków Friends of the Royal International Air Tattoo.
Na wystawie statycznej prym wiodły samoloty pamiętające głęboką zimną wojnę: amerykański U-2…
…grecki F-4 Phantom II…
…czy brytyjskie Tornado, tu w malowaniu z okresu operacji „Pustynna Burza”.
Jedynym przedstawicielem naszych sił powietrznych był ten oto An-28 w – trzeba przyznać – pięknym i interesującym malowaniu. Po kilku kolejnych edycjach, w których samoloty z biało-czerwonymi szachownicami – z MiG-iem-29 Adriana Rojka na czele – zachwycały widzów pokazami w locie było to jednak smutne spuszczenie z tonu.
Spośród występów w powietrzu na wyróżnienie zasługuje także pięknie pomalowane włoskie Tornado…
…i inny przedstawiciel kraju nad Sekwaną: zespół Couteau Delta, czyli następca słynnej i nieistniejącej już pary Ramex Delta.
Para Mirage’ów 2000D prezentuje pokazy nie akrobacyjne, ale taktyczne, czyli manewry identyczne jak te wykorzystywane w prawdziwych lotach bojowych.
Na koniec jeszcze pozwolę sobie na smutną refleksję. RIAT – przy wszystkich swoich obiektywnych wadach, takich jak zdanie na łaskę angielskiej pogody – jest rok w rok organizacyjnym majstersztykiem. Dotarcie na teren RAF Fairford jest bardzo łatwe (jeśli przymkniemy oko na korki, które też należy uznać za wadę obiektywną), zarówno własnym samochodem, jak i komunikacją publiczną, na samym lotnisku nie sposób się zgubić, wszystko jest przemyślane. Przemyślane są także zmiany, które z reguły są minimalne, wobec czego regularni goście po kilku wizytach nie mają żadnych problemów z organizowaniem kolejnych. Co najważniejsze: daty RIAT-u ustalane są na kilka lat do przodu.
I właśnie ta niezłomna stabilność i przewidywalność wszystkich kroków podejmowanych przez Douglas Bader House stanowi największą siłę RIAT-u. Niepomiernie ułatwia to zapraszanie gości z zagranicy. Ciekawe, kiedy ta oczywistość stanie się oczywistością również w pewnym dużym środkowoeuropejskim kraju, gdzie w tym roku z winy resortu obrony rzekomo cykliczne pokazy zaczęto organizować na ostatnią chwilę, wobec czego pozbawione będą – bodaj po raz pierwszy w historii – dużych międzynarodowych gwiazd.
Żeby jednak nie kończyć tak ponuro – oto jeszcze kilka zdjęć.
Zobacz też: Latanie w Norwegii. Sola Airshow 2017
(wszystkie zdjęcia: Łukasz Golowanow, konflikty.pl)