Belgia słynie z piwa, czekolady, frytek oraz siedzib głównych Unii Europejskiej i NATO. W środowisku miłośników lotnictwa znana jest też z pokazów lotniczych Sanicole. Z okazji czterdziestego jubileuszu tej imprezy wybraliśmy się tam z aparatem.
Jest to impreza nietypowa. Podobnie jak wiele innych dużych, międzynarodowych pokazów lotniczych odbywa się przez dwa dni. Są to jednak nie zwyczajowe sobota i niedziela, ale piątek i niedziela. W piątek jest jedynie kilka godzin pokazów, za to odbywają się one o zachodzie słońca i po zmroku, dzięki czemu w powietrzu na tle ciemnego nieba mogą zaprezentować się soliści i zespoły akrobacyjne używające flar i sztucznych ogni. Wraz z odpowiednio dobraną muzyką daje to niesamowite wrażenia estetyczne. Natomiast w niedzielę od rana do wieczora odbywają się typowe pokazy lotnicze.

Jednym z niewielu śmigłowców na tych pokazach był belgijski NH90. Maszyny te zajęły miejsce Sea Kingów. Wykorzystywane są również w roli śmigłowców pokładowych, mogą wypełniać zadania ratunkowe i zwalczania okrętów przeciwnika.
(fot. Natalia Hypś, Konflikty.pl)
Może nie do końca typowe, ponieważ zlokalizowane są na niewielkim lotnisku aeroklubowym, więc wszystkie odrzutowce i większe samoloty startują z pobliskiej bazy lotniczej Kleine-Brogel. Tam też w sobotniej przerwie między pokazami odbywa się dzień otwarty bazy. Za wstęp trzeba płacić, za to w zamian można oglądać samoloty przylatujące i trenujące przed niedzielnymi pokazami – i to z naprawdę małej odległości.

P-51 Mustang kołuje w Kleine-Brogel po zakończonym pokazie. W tym miejscu funkcjonowało przejście dla pieszych przez drogę kołowania, którą stewardzi zamykali na czas przejazdu samolotów. Tego nie spotyka się często.
(fot. Maciej Hypś, Konflikty.pl)
Lista potwierdzonych uczestników tegorocznej edycji była imponująca i – pomijając udział Amerykanów – mogła spokojnie konkurować nawet z brytyjskim Royal International Air Tattoo. Niestety pogoda pokrzyżowała nieco szyki organizatorom, zwłaszcza w piątek, gdy niskie chmury i opady uniemożliwiły przybycie do Belgii zespołowi Red Arrows, zmusiły do rezygnacji z występu zespół The Blades, Typhoona i Mi-35, a pozostałe ekipy musiały wykonywać pokazy w wariancie niskim. Mimo to na wieczornym niebie można było zobaczyć Frecce Tricolori, belgijskiego F-16, Rafale’a, Breitling Jet Team, a przede wszystkim występujące z udziałem sztucznych ogni Twister Aerobatics (na zdjęciu tytułowym) i Glider Fx. Piątkowy pokaz zakończył się pokazem fajerwerków. Nie można nie wspomnieć też o przelocie specjalnej formacji stworzonej przez belgijskiego F-16 oraz liderów czterech grup akrobacyjnych: Frecce Tricolori, Breitling Jet Team, Saudi Hawks i Patrouille Suisse.

Specjalna formacja z okazji czterdziestolecia pokazów. Belgijski F-16 prowadzi liderów czterech grup akrobacyjnych.
(fot. Maciej Hypś, Konflikty.pl)
Sobotnia pogoda była znacznie lepsza i zrealizowano bardzo ciekawy, improwizowany ze względu na zmieniające się plany lotów i dopasowywanie się do treningów poszczególnych ekip, program. Widzowie zobaczyli starty i lądowania niemal wszystkich zespołów przygotowujących się do niedzielnych występów, a kilka z nich dało specjalny pokaz nad lotniskiem w Kleine-Brogel. Prym wiodły oczywiście belgijskie siły powietrzne wystawiające F-16, C-130, NH90, A109 i zespół Red Devils. Poza tym przez dłuższy czas w powietrzu pokazały się P-51 Mustang, T-28, Royal Jordanian Falcons, Patrulla ASPA i Rafale.

Zespół Saudi Hawks nie jest częstym gościem na europejskich pokazach. Niestety pogoda nie pozwoliła mu zaprezentować kluczowego i efektownego elementu pokazu – utworzonego z dymu godła Arabii Saudyjskiej (palmy z dwoma skrzyżowanymi mieczami).
(fot. Maciej Hypś, Konflikty.pl)
Największe wrażenie na widzach z Europy Zachodniej wywarł jednak jak zawsze polski MiG-29. Pilot nie musiał się nawet specjalnie starać, sama obecność tego samolotu na zachodzie kontynentu z automatu staje się jednym z głównych punktów programu. Poza oglądaniem samolotów w powietrzu i na ziemi chętni z odpowiednią gotówką mogli nabyć gadżety zespołów czy książki lotnicze. Dodatkowym bonusem była możliwość zobaczenia na terenie bazy pięknie zachowanych zabytkowych samolotów z czasów zimnej wojny – F-84 czy F-104.

F-84F Thunderstreak – jeden z kilku zabytkowych samolotów z czasów zimnej wojny zachowanych w Kleine-Brogel. W swoim czasie stanowił o sile wojsk lotniczych wielu państw NATO.
(fot. Maciej Hypś, Konflikty.pl)
W niedzielę przez pół dnia było pogodnie, przez drugie pół pochmurnie, ale przez cały czas dokuczały podmuchy dosyć zimnego wiatru. Na szczęście organizatorom udało się zrealizować cały program, choć nie obyło się bez pewnych zmian. Zamiast AWACS-a mogliśmy zobaczyć amerykańskiego KC-135, a zabrakło zabytkowych T-6 i Spitfire’a. Poza tym każdy znalazł cos dla siebie. Były pojedyncze myśliwce: F-16 z trzech państw, dwa F-18, MiG-29, Gripen, Rafale; były zespoły, w tym: Frecce Tricolori, Breitling Jet Team, Saudi Hawks Patrouille Suisse, Royal Jordanian Falcons czy Patrulla ASPA; byli skoczkowie spadochronowi z zespołu pokazowego US Army, samoloty sportowe i zabytkowe.

Para skoczków z zespołu spadochronowego US Army Golden Knights. Niska podstawa chmur nie pozwoliła im zaprezentować całego pokazu.
(fot. Maciej Hypś, Konflikty.pl)
Nikt nie miał prawa czuć się zawiedziony, tym bardziej, że organizacja była znakomita i jak tylko jeden samolot znikał ze strefy, niemal natychmiast na horyzoncie pojawiał się już kolejny. Na szczególne wyróżnienie zasługuje formacja Silver Tigers złożona z czterech belgijskich F-16, która zaprezentowała znakomity pokaz, mimo że nie jest to etatowy zespół akrobacyjny. Była to swego rodzaju rekompensata dla tych, którzy nie mogli zobaczyć Thunderbirds w Wielkiej Brytanii.

Replika samolotu Blériot XI, który jako pierwszy przeleciał przez Alpy i kanał La Manche. Doskonała ilustracja hasła tegorocznej edycji: Honoring the past, celebrating the future.
(fot. Natalia Hypś, Konflikty.pl)
Przez cały weekend nie można było nie zauważyć, że w Belgii toczy się przetarg na nowe samoloty wielozadaniowe. O kontrakt rywalizują Rafale, Typhoon i F-35. Producenci wszystkich maszyn prowadzili intensywną kampanię marketingową wśród gości pokazów, rozdając czapki i inne gadżety, ale w powietrzu zaprezentował się jedynie Rafale.

Francuski Rafale nie startuje bezpośrednio w przetargu, ale jest oferowany przez rząd francuski w ramach głębszego dwustronnego porozumienia o współpracy wojskowej.
(fot. Maciej Hypś, Konflikty.pl)
Był to zdecydowanie jeden z najlepszych pokazów tegorocznej edycji. Typhoon również był zapowiadany, ale ostatecznie można go było zobaczyć jedynie na płycie postojowej w bazie Kleine-Brogel. Marną rekompensatą było wystawienie na terenie pokazów pełnowymiarowej realistycznej makiety myśliwca z możliwością zrobienia sobie zdjęcia w kabinie. Taką samą możliwość oferował Lockheed Martin ze swoją makietą F-35A. Dla większego efektu oba modele nosiły już oznaczenia belgijskich sił powietrznych.

Tegoroczny sezon jest ostatnim dla pilota pokazowego belgijskiego F-16 Toma De Moortela „Gizmo”. Do tej pory wylatał ponad 4500 godzin, z tego ponad 1600 na F-16.
(fot. Maciej Hypś, Konflikty.pl)
Podsumowując, trzydniowa impreza musiała zadowolić każdego fanatyka lotnictwa. Pokazy wieczorne, z których Sanicole słynie najbardziej, ucierpiały nieco przez wrześniową pogodę, ale i tak były fantastyczne. Jeśli jeszcze nigdy tam nie byliście, to polecam poważnie zastanowić się nad włączeniem Belgii do planów wyjazdowych czy wakacyjnych. Następna edycja we wrześniu 2019 roku.

Wisienką (lub, jak wolą inni, truskawką) na torcie był występ grupy akrobacyjnej Patrouille de France. Duża liczba zespołów z kliku państw pozwala w nich dostrzec cechy narodowe. Francuzi latają z gracją, Szwajcarzy – równo i solidnie, a Włosi są pełni ekspresji i robią zamieszanie.
(fot. Maciej Hypś, Konflikty.pl)